Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni

•2017/12/23 • Dodaj komentarz

W Collegium Gedanense pojawiam się dość regularnie by uczyć garstkę ochotników fotografii. W okresie przedświątecznym dyrekcja, z którą już jakiś czas temu przeszliśmy na „ty”, zaprosiła mnie na spotkanie opłatkowe połączone z prezentacją wystawianej przez uczniów sztuki „Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni” według scenariusza Haliny Łacińskiej-Chojnackiej. Oczywiście przy okazji miałem zrobić dla szkoły dokumentację fotograficzną wydarzenia. Okazało się, że nie miałem łatwego zadania, bo nie dość, że okoliczności świetlne nie bardzo były sprzyjające fotografii, to jeszcze musiałem (czyt. chciałem) się wykazywać sporą podzielnością uwagi. Czemu? O tym niżej.

Nauczony rozmaitymi szkolnymi doświadczeniami dość sceptycznie podchodzę do jakości tego typu występów. Spodziewałem się klasycznego odklepania wierszyków i koślawych wykonań kilku piosenek. No i mnie zaskoczyli! Po pierwsze scenografią – sporą część szkolnego hallu zamienili w mroczne wnętrze literackiej kawiarni zawieszonej w czasie między nieokreślonymi epokami. Ze wszystkich okolicznych śmietników miesiącami chyba zbierali każdy klamot, który wykazywał choćby cień stylu retro (szeroko pojętego), by  znosić te skarby do szkoły. Zadbali też o stroje i charakteryzację. Fantastycznym pomysłem inscenizacyjnym było posadzenie widzów razem z aktorami przy kawiarnianych stolikach zastawionych ciastkami i napojami.

A kiedy przyszło do wcielania się uczniów w role wyznaczone  przez panią reżyser, doktor Maję Dziedzic, mój zachwyt wzrósł jeszcze bardziej. Dzieciaki z taką pasją i zaangażowaniem zagrały, że ręce same składały się do oklasków. A przecież to te same dzieci, którym nie zawsze się chce uczyć, którym czasem trudno się skupić na trzy kwadranse lekcji, które bywają zblazowane, a nawet złośliwe. Tego ranka zobaczyłem całkiem inne ich twarze. Wiem, wiem, to była gra aktorska. Ale za to jaka!

Moje serce skradła postać wykreowana przez Jakuba Karnickiego, który brawurowo wcielił się w Eugeniusza Bodo, ALE… w żeńskiej postaci (Eugenię Bodo?). Duża odwaga i pełen profesjonalizm, którego nie umniejsza zgubienie w emocjach występu końcówki tekstu piosenki. Była trema, widziałem ją na twarzach i w zachowaniach większości młodych aktorów, choć to przecież tylko szkolne przedstawienie.

Świetnie, aktorsko i wokalnie, na scenie znalazły się  Katarzyna Michnowska i Julia Marzec. A spory toczone między Mickiewiczem i Słowackim, oraz Horacym i Przybyszewskim, były tak przesycone gwałtownymi emocjami, że przez chwilę spodziewałem się najprawdziwszych rękoczynów. Brawo! Dariya Moroz recytująca po rosyjsku wiersz Anny Achmatowej – bajka. Piękna dziewczyna i cudowna poezja.

Słowa uznania należą się też Maksymilianowi  Kubiakowi oraz Sebastianowi Nurzyńskiemu, którzy zadbali o muzyczną oprawę spektaklu, nie zapominając przy tym o stylu retro, tak w warstwie wykonawczej, jak i wizualnej.

Poniżej wymieniam wszystkich uczestników spektaklu (przepraszam jeśli gdzieś się pomyliłem), bo wszyscy są tego warci! A dyrektor szkoły, kręcący się tu i tam w zawadiackiej czapce i z miną jakby był Ostapem Benderem, pęczniał z dumy. Widziałem to!

Tego ranka w Collegium Gedanense nie tylko zapłonęły świeczki na retro-kawiarnianych i opłatkowych stołach, ale również zalśniły gwiazdy młodych aktorów i oczy wzruszonych widzów.

 Obsada (kolejność losowa):

Guślarz – Michał Perończyk
Adam Mickiewicz – Tomasz Kamiński
Juliusz Słowacki – Tymoteusz Szymirski-Kowalski
Horacy – Jakub Hoffmann
Jan Kochanowski – Feliks Ręcki
Stanisław Przybyszewski – Feliks Ręcki
Ignacy Krasicki – Julia Miotk
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska – Nikola Gawenda
Safona – Klaudia Onasch
Zosia – Julia Nowak
Haneczka – Oliwka Buczyk
Maria Konopnicka – Wiktoria Smolarska
Hanka Ordonówna – Katarzyna Michnowska i Julia Marzec
Julian Tuwim – Katarzyna Michnowska                                                                                Halina Poświatowska – Julia Marzec                                                                                        Anna Achmatowa – Dariya Moroz
Edgar A. Poe – Nadia Malowana
Eugeniusz Bodo – Jakub Karnicki
Oprawa muzyczna – Maksymilian Kubiak i Sebastian Nurzyński
Dźwięk – Jakub Białkowski
Postać nie z tej sztuki, wypisz wymaluj Ostap Bender – Grzegorz Nocoń

 

0023bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

007bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0017bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0013bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

005bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

006bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0018bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0021bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

009bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0019bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

022bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0024bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0011bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0016bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0027bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0015bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0026bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0010bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0012bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0014bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0020bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

0025bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

008bw

„Spotkanie poetów w czasie i przestrzeni”

Reklamy

Ostatni moment

•2017/12/19 • 2 Komentarze

To ostatni moment by wrzucić do skrzynki kartkę wypełnioną świątecznymi życzeniami. Jeśli puścicie priorytetem, albo nawet poleconym priorytetem, to jest szansa, że odbiorca, jeszcze przed wigilią, rozerwie drżącymi dłońmi papierową kopertę i wzruszony pogrąży się w lekturze. Jego oczy zalśnią na chwilę, czy to wzruszeniem, czy radością. Może wyszepcze – ktoś pamiętał…

Pani Zofia Wojciechowska-Grabska – córka prezydenta Wojciechowskiego, żona pisarza Władysława Jana Grabskiego, tak napisała przed wojną o kartce pocztowej:

„Jak motyl barwny przysiadła wśród bibelotów na stylowym sekretarzu wielkiej damy, i wśród książek na poważnym biurku uczonego, i wśród gałganków na poddaszu biednej szwaczki, i wśród rondli na stole kuchennym, i w koszarach żołnierskich, i w chałupie chłopskiej… któż by to niegdyś pomyślał, że pocztówka będzie przyjaciółką, pośredniczką, nieodłączną towarzyszką całej cywilizowanej ludzkości…”

 

Któż by to niegdyś pomyślał, że tak szybko zaczną znikać z naszego życia te pięknie dowody pamięci, wdzięczności, przywiązania. Wszyscy chyba uwielbiają dostawać kartki pocztowe, które potem stają się na przykład zakładkami książkowymi. Kiedy jednak przychodzi do wysyłania, to już się nie chce. Czasu nie ma, znaczek trzeba kupić, no i najgorsze, że trzeba cokolwiek napisać. A przecież to nie musi być dzieło na miarę Szekspira. Wystarczy kilka prostych słów, które zaświadczą, że się pamięta. Pamiętam o Was i życzę Wam szczęścia, zdrowia, albo tego czego wy sami byście sobie życzyli.

Wysyłajcie pocztówki, bo może to być jedyna namacalna rzecz jaka po Was zostanie, albo powód by ktoś Was kiedyś wspomniał, kiedy wypadnie mu wasza pocztówka z książki. Wysyłajcie nie tylko na święta. Zamiast MMSa czasem warto do przyjaciół wysłać widokówkę z urlopu.

Powiadam Wam – wysyłajcie, a będzie Wam wysłane…

Ja już wysłałem

Ja już wysłałem

Samowtór

•2017/12/06 • 4 Komentarze

Próbna matura oraz jesienne przeziębienia przerzedziły znacząco szeregi uczestników ostatniego fotograficznego spotkania w Collegium Gedanense – stawił się tylko Kubuś. I w takim kameralnym, dwuosobowym gronie wyruszyliśmy na deptak Subisława by fotografować i porozmawiać o fotografowaniu.

Z urobku zebranego w tym dniu pewnie da się coś wybrać i za jakiś czas kilka fotografii trafi na Wczorajsze Fotografie. Póki co, wrzucam to co wyszło z wiekowej kamery na ładunki natychmiastowe – The Colorpack Land Camera – rocznik 1973.

Załadowałem ją nieprodukowanym od kilku lat i lekko już przeterminowanym materiałem natychmiastowym Fujifilm FP-100C. Pamiątkowe zdjęcie Kubusia na tym cudzie możecie zobaczyć niżej i to w dwóch odsłonach. Pierwsza to śliczny, gładki, błyszczący pozytyw, a druga, to „negatyw”. Choć producent nie przewidywał, że komuś przyjdzie do głowy by czarną folię pozostającą po procesie fotografowania traktować jako negatyw, znaleźli się tacy, którzy pomyśleli – czemuż by nie. Ja tam zawsze idę w ślady tych innowatorów. Przy użyciu taśmy klejącej, pudełka od płyty CD, ręcznika papierowego, kilkunastu kropli podchlorynu sodu i pięciu litrów wody zmieniam czarną folię w „negatyw”. Po zeskanowaniu wygląda tak, jak widać na drugim obrazku. Charakterystyczna kolorystyka, pewna szorstkość i farfoclowatość, nieprzewidywalność…

Na trzecim obrazku widać zabytkowe urządzenie, którym wykonano fotografię Kuby, duuużo starsze od niego…

kubuś000a

Kuba z pozytywową fotografią Kuby

Kuba a odzyskanym "negatywie", zeskanowanym i odwróconym w programie graficznym do obrazu pozytywowego

Kuba na odzyskanym „negatywie”, zeskanowanym i odwróconym w programie graficznym do obrazu pozytywowego

 

The Colorpack jaki jest każdy widzi

The Colorpack jaki jest każdy widzi

Dyplomowany

•2017/12/04 • 4 Komentarze

Zebrało się niedawno jury literackiego konkursu „Powiew Weny”, w składzie:

  • dr Jolanta Laskowska – adiunkt w Katedrze Polonistyki Stosowanej Uniwersytetu Gdańskiego,
  • Danuta Balcerowicz – dyrektor Miejska Biblioteka Publiczna w Wejherowie,
  • Ewelina Magdziarczyk-Plebanek – teatrolog, kulturoznawca, bibliotekarz,
  • Bogdan Tokłowicz – przewodniczący Rady Miasta Wejherowa,
  • Piotr Schmandt – pisarz, pracownik Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie,

i po burzliwych naradach zdecydowało się przyznało nagrody w kategoriach prozy i poezji. Załapałem się. I to jak!

 
Wygląda na to, że potrafię się posługiwać nie tylko aparatem, ale i prozo. O zgrozo…

 

***

***

 

Pięćdziesiątka

•2017/12/03 • 2 Komentarze

Wiedziałem, że tego wieczoru będą w wejherowskim Muzeum nieprzebrane tłumy, bo przecież Pana Andrzeja Arendta znają i szanują w Wejherowie wszyscy, którzy mają w głowie choć odrobinę oleju. Mus było iść, bo okazja była nie byle jaka – pięćdziesięciolecie pracy twórczej tego niezwykłego człowieka.

Ja poznałem go na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy na zlecenie Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku, którym kierował wówczas Maciej Nowak, jeździłem po Kaszubach by zbierać informacje o tutejszych twórcach ludowych. No i w Wejherowie nie sposób było ominąć Pana Andrzeja. Z uśmiechem otworzył drzwi Ogniska Pracy Pozaszkolnej i zaraz poszedł parzyć herbatę. Spędziliśmy wówczas przy niej kilka godzin. Były to godziny bardzo owocne, bo dostałem od niego mnóstwo namiarów na ludowych twórców każdego rodzaju sztuki. Było też bardzo miło, bo Pan Andrzej okazał się człowiekiem sympatycznym, otwartym, a przy tym niezwykle skromnym. O swojej sztuce wiele nie mówił, wolał chwalić innych. Rozmawialiśmy też o fotografii, o pasjach ówczesnej młodzieży i dzieci przychodzących do niego.

Kolejne spotkania nastąpiły dopiero po wielu latach, kiedy przeprowadziłem się z Gdańska do Wejherowa.

Mam nadzieję, że Pan Andrzej długie lata będzie się cieszył zdrowiem, a spod jego dłut i rylców wyjdzie jeszcze niejedno piękne dzieło. Stu lat, Panie Andrzeju! Przynajmniej stu.

 

Andrzej Arendt_00a

Pan Andrzej Arendt w czasie uroczystości pięćdziesiątej rocznicy pracy twórczej; 14 listopada 2017 r. w Wejherowie.

Andrzej Arendt_00

Pan Andrzej Arendt w czasie uroczystości pięćdziesiątej rocznicy pracy twórczej; 14 listopada 2017 r. w Wejherowie.

Andrzej Arendt_01

Pan Andrzej Arendt w czasie uroczystości pięćdziesiątej rocznicy pracy twórczej; 14 listopada 2017 r. w Wejherowie.

Andrzej Arendt_02

Pan Andrzej Arendt w czasie uroczystości pięćdziesiątej rocznicy pracy twórczej; 14 listopada 2017 r. w Wejherowie.

Andrzej Arendt_03

Pan Andrzej Arendt w czasie uroczystości pięćdziesiątej rocznicy pracy twórczej; 14 listopada 2017 r. w Wejherowie.

Przyjechały

•2017/12/01 • Dodaj komentarz

Suweniry z Krakowa przybyły. Pamiątki związane z Festiwalem Traklowskim i konkursem poetyckim imienia Georga Trakla. Piwo uwarzone, albo tylko stosownie oklejone na polecenie konkursowego patrona, czyli krakowskiego konsulatu Republiki Austrii, jest naprawdę dobre. Zestaw wydrukowanych wierszy też niczego sobie. I tylko do notki autorskiej wkradła się pomyłka interpunkcyjna.

Skonfudowany teraz jestem, bo nie wiem – za dużo o jedną kropkę dali, czy za mało…

 

TraklTat2017_02

***

TraklTat2017_01

***

TraklTat2017_01a

***

Portret Subisława III

•2017/11/23 • 3 Komentarze

Co to za Subisław już powinniście wiedzieć, na przykład stąd: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2017/10/31/portret-subislawa-i/

Dziś trzecia odsłona cyklu, w postaci Zuzi. Sympatycznej uczennicy przemierzającej codziennie deptak Subisława w drodze do szkoły. To przemierzanie długo już nie potrwa, bowiem wkrótce Zuzia zda maturę i będzie poruszać się całkiem inną trasą, do całkiem innej szkoły. Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku?

Póki co, wciąż jeszcze możecie spotkać Zuzię na ulicy Subisława.

 

Zuzia4bw

Zuzia na deptaku Subisława

Zuzia5bw

Zuzia z przyprawami w tle

Zuzia6bw

Zuzia z przyprawami i uśmiechem

Zuzia7bw

Zuzia w jesiennym anturażu

Zuzia2bw

Zuzia w drodze do szkoły

Zuzia1bw

Zuzia – ostatnie spojrzenie