Z czasów gdym się rymom kłaniał

•2018/07/02 • 8 Komentarzy

Przyniósł listonosz małą paczuszkę, a w niej kilka egzemplarzy niewielkiej książeczki z  napisem: Ogólnopolski Konkurs Poetycki Sieradz 2018. Mój list do świata. Nagrody żadnej nie dostałem, ale trafiło się wyróżnienie drukiem, więc na stronie sześćdziesiątej piątej jest wierszyk, który napisałem na samym początku XXI wieku.

„Zasypywanie ojca” się nazywa. Tyle już lat minęło od jego powstania, że zdążyłem zapomnieć, że jest rymowany. Ciekawe, że w ostatnich latach jakoś się mnie rymy nie trzymają.

Okładka książeczki, którą przyniósł listonosz.

Okładka książeczki, którą przyniósł listonosz.

Reklamy

Dzień sprzed tygodnia

•2018/06/30 • Dodaj komentarz

Siedem dni temu był dzień ojca. Nic swojemu ojcu nie dałem, nie licząc nieortodoksyjnej modlitwy zadusznej, bo on już w grobie od lat.

Sam zaś dostałem od syna mnóstwo słów zamkniętych w dwóch opasłych tomach Franaszkowej biografii Zbigniewa Herberta. Nie żyje Herbert, nie żyje ojciec, a ja sobie tego dnia o jednym poczytałem, a o drugim napisałem.

Wiersz.

Krótki.

Jak zawsze.

Osiemnaście

•2018/06/30 • Dodaj komentarz

Słów osiemnaście liczy wiersz „Bezsenność”, który dostał wyróżnienie w żarskim konkursie poetyckim „O laur |Dziewina”. Że dyplom z tego konkursu przyjechał do mnie jakiś czas temu pisałem tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/06/10/o-pisaniu/

Dziś zaś wzmianka o tym, że przyjechał właśnie z Żar pokonkursowy almanach, a w nim, na stronie dziesiątej osiemnaście słów w dziewięciu wersach.

Tak się właśnie układa „Bezsenność” z cyklu „Pastylki rzeczywistości”

Almanach pokonkursowy, prosto z koperty wyjęty.

Almanach pokonkursowy, prosto z koperty wyjęty.

Koniec sezonu biesiadnego

•2018/06/30 • Dodaj komentarz

W tym roku w ramach „Biesiad literackich” organizowanych w naszej filharmonii przez Agencję Artystyczną Nehrebeckich mieliśmy okazję spotykać się miesiąc w miesiąc z wieloma utalentowanymi gośćmi. Przyjechali do nas Monika i Grzegorz Wasowscy, Robert Janowski, Wojciechowie Waglewski i Bonowicz, Krzysztof Materna, Leszek Długosz, Karol Modzelewski, Ewa Łętowska, Krzysztof Pawłowski i Jacek Cygan.

Różne to były spotkania, bo raz, że ludzie różni, dwa, że prowadzący rozmowy Krystian Nehrebecki bywał lepiej lub gorzej przygotowany, no i trzy – każdemu może się trafić słabsze samopoczucie. Niemniej z każdego ze spotkań wychodziłem z jakimiś refleksjami.

W moim odczuciu najbardziej ubogacające były dwa wieczory, ten z profesor Łętowską i Krzysztofem Pawłowskim, oraz ten z profesorem Modzelewskim. Pisałem o nich tu:
https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/03/26/opera-i-prawo/
https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/05/02/lewa-marsz/

Zajmujące było też spotkanie z Wojciechem Bonowiczem i Wojciechem  Waglewskim, choć samą książką (wywiad rzeka jednego z drugim) byłem odrobinę rozczarowany. Ale odrobinę,  o czym było tu:

https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/01/29/bono-mowil/

Najsłabiej zaś, w moim odczuciu, wypadły rozmowy z Robertem Janowskim i Leszkiem Długoszem. Obaj panowie momentami wyzłośliwiali się na swoim koleżeństwie scenicznm/estradowym i mediach, a w przypadku Pana Roberta dostało się też rykoszetem jakiejś licealistce, która próbowała zadawać pytania w imieniu redakcji szkolnej gazetki. Owszem, nie pytania były może zbyt inteligentne i dociekliwe, ale nie były też tak głupie by usprawiedliwiały emocjonalną tyradę Pana Roberta skierowaną… No właśnie, miałem wrażenie, że do tabloidów, zbyt natrętnie zaglądających w życie prywatne popularnego konferansjera. O tym spotkaniu, które, dla pełnej jasności, było przez większą część sympatyczne wspominałem tu:
https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/04/18/jaka-to-lektura/

Z kolei Pan Długosz, przy ochoczym wsparciu prowadzącego, w sposób mało wyszukany drwił m.in. z Romana Polańskiego i Tadeusza Kantora. I nie były to, bynajmniej, sympatyczne dykteryjki środowiskowe. Czuło się w tych „żarcikach” jad.

Sezon „biesiadny” zakończył nam, czerwcowym spotkaniem, Jacek Cygan, który zaprezentował postawę wręcz przeciwną od wyżej opisanej. Nawet jeśli się na coś się przez chwilkę skarżył, to potrafił swój żal podnieść do poziomu uniwersalnego, bez wdawania się w personalia. Chodziło w tych jego smuteczkach raczej o ludzką naturę i zmiany obyczajów znamionujące naszą współczesność. Wychodziłem z tego spotkania ukontentowany i uśmiechnięty – było ciekawie i sympatycznie, dość podobnie jak na wcześniejszym wieczorku z Krzysztofem Materną, choć ten ostatni dość często w swoich rozważaniach skręcał w stronę polityki. O tym można przeczytać tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/03/10/czlowiek-orkiestra/

Jeśli po wakacjach „Biesiady literackie” wrócą do Wejherowa, to z pewnością będę się na nich pojawiał. Z aparatem fotograficznym, rzecz jasna.

jc_4737

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

jc_4746

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

jc_4748

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

jc_4812

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

jc_4816

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

jc_4904

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

Jacek Cygan AL

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

Jacek Cygan JM

Jacek Cygan w Wejherowie, 23 czerwca 2018 r.

 

Bym mógł

•2018/06/15 • Dodaj komentarz

Byliśmy ostatnio w kinie. I podobał się nam film. Dobrze opowiedziana fabuła, trafnie obsadzone role zarówno pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe, że o trzecioplanowych nie wspomnę. Niezłe aktorstwo, a momentami nawet świetne, muzyka, która utrafiła w nasz gust, no i zdjęcia (wiadomo – fotograf zawsze patrzy na nie czujnie) – z ukłonem w stronę polskiej szkoły filmowej.

Pójdziemy na ten sam film raz jeszcze, by się ponapawać detalami i jeszcze raz posłuchać muzyki. I to nawet nie jest kwestia kiepskiej podzielności uwagi, ale raczej tego, że lubimy wpatrywać i wsłuchiwać się w smaczki.

Prawda, mógłbym napisać o filmie także kilka cierpkich zdań. A może i kilkanaście. Tylko po co, skoro się nam film podobał? Wystarczająco się spodobał by plusy ujemne nie przesłoniły nam plusów dodatnich, jak powiadał klasyk. Nawet jeśli nie jest to dzieło na miarę Bergmanowskich „poziomek”, czy „zwierciadła”, to się nam podobał. Pójdziemy więc na niego drugi raz. A ja osobiście to i trzeci raz. Bym mógł…

A jeśli wy możecie, to też idźcie. Na „Zimną wojnę” Pawła Pawlikowskiego.

O pisaniu

•2018/06/10 • 7 Komentarzy

Trzy lata temu napisałem wiersz o… pisaniu wiersza. Trzy miesiące temu wysłałem go do Żar na XI Ogólnopolski Konkurs Literacki „O Laur Dziewina”. A od trzech dni mam dyplom informujący o tym, że mój wiersz wyróżniono.

Na galę pokonkursową nie pojechałem, bo Żary są daleko, ja jestem zajęty, a moje konto raczej pustawe. Nie pojechałem ja, więc dyplom przyjechał do mnie… Miły gest organizatorów.

Dziękuję bardzo!

 

Dyplom prosto z Żar

Dyplom prosto z Żar

 

 

Płyń po morzach i rozsławiaj…

•2018/06/09 • 2 Komentarze

„Dar” popłynął. W rejs dookoła świata popłynął. Ku czci popłynął. By sławić Polskę popłynął. Popłynął, by rozgłaszać światu wieść o setnej rocznicy odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Już do Estonii dopłynął, do Kopenhagi również, zdaje się też do Norwegii. Bardzo zazdroszczę załodze tego płynięcia, bardzo. Nic dziwnego, skoro jednym z moich dziecinnych marzeń było marynarskie pływanie.

Niepokoi mnie jednak przekaz nadchodzący ze środków masssowej komunikacji. Słucham kilku rozgłośni radiowych na bieżąco. I ze wszystkich słyszę informacje o aktywnościach podejmowanych przez uczestników rejsu w wszystkich odwiedzanych portach. Z szerokimi uśmiechami dziennikarze informują mnie, co na zagranicznych postojach robią załoganci „Daru”. Póki co, dowiedziałem się, że spotykają się z Polonią, uczestniczą w kolejnych mszach, lub są wizytowani przez polskich polityków, którzy organizują sobie wycieczki do miejsc postoju naszego żaglowca. Ani razu nie usłyszałem o zorganizowanych spotkaniach z autochtonami i objaśnianiu im idei rejsu, klarowania doniosłości naszej rocznicy.

Sądzę, że coś jest nie tak. Może słucham niewłaściwych tub. A może masssowe informatory nie interesują się spotkaniami załogi z zagraniczniakami i pomijają je w relacjach. Albo, co gorsza, rzeczywiście nie mają o czym informować. Komu więc obwieszczał „Dar” naszą chlubną rocznicę? Czy rzeczywiście o to chodziło? Jeśli moje obawy się potwierdzą, to rejs równie dobrze można było zorganizować rok temu, półtorej, albo za dwa lata. I też bym go bardzo zazdrościł uczestnikom. Bardzo.

Noo ale skoro ja nie mogę, to niech oni sobie płyną. Ale jak już tak płyną, to niech też rozsławiają.

Choć trochę…

 

"Dar Młodzieży" sfotografowany z helskiego cypla

„Dar Młodzieży” sfotografowany z helskiego cypla