Zapomniane

Jak zawsze, kiedy w sobotę rano mam trochę wolnego i nie muszę nigdzie biec, parzę sobie kawę, a przy tym puszczam płytę. W doborze muzyki zwykle zdaję się na wewnętrzne impulsy. Nie analizuję, nie myślę za wiele, po prostu pozwalam dłoni sięgnąć po krążek. Dziś rano ręka powędrowała w stronę „Bad As Me”, Toma Waitsa. Kiedy płyta leżała już na talerzu, zerknąłem na okładkę, lecz nie na listę utworów, bo tę znam na pamięć, ale na rok wydania – 2011. Ooo, pomyślałem, to już tyle czasu minęło od ostatniego albumu!? Robi się z Waitsa drugi Janerka… – taka była kolejna myśl. I wtedy uświadomiłem sobie, że zapomniałem wysłać urodzinową pocztówkę do Pana Toma. A robiłem to każdego roku przez ostatnie dziesięć lat.

Kawę wypiłem szybciej niż mam to w zwyczaju, a potem jeszcze szybciej siadłem do tworzenia kartki, tak by zdążyć ją wypisać i nadać do kalifornijskiego Sebastopola jeszcze dziś, przed zamknięciem poczty. Zdążyłem…

W grudniu 1985 roku usłyszałem go pierwszy raz. To był chyba pięciokrotny odsłuch płyty winylowej przywiezionej przez jakiegoś gdyńskiego marynarza, a potem przetransportowanej do ówczesnego województwa zielonogórskiego. Po tym wydarzeniu Waits został już ze mną na zawsze. Ach, jakże pięknie chrypiał na albumie „Rain Dogs”. Czy to wpływ burbonu, czy naturalna predyspozycja wokalna? „Rain Dogs” to wciąż jedna z moich ulubionych płyt Waitsa. Jest ona też bardzo wysoko w moim wszechczasowym rankingu wszystkich płyt, które słyszałem. W dodatku bardzo lubię okładkę tego albumu – zdobi ją świetna fotografia Andersa Petersena. Na zdjęciu widać czułą bliskość Rose i Lilly, pary bywalców hamburskiej Café Lehmitz. „Café” tylko z nazwy, bo w istocie była to jedna z wielu podejrzanych spelunek w dzielnicy czerwonych latarń. Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku szwedzki fotograf  zrobił tam mnóstwo znakomitych zdjęć.

Czekam cierpliwie na kolejne nagrania Toma Waitsa, a ten czas wypełniam przypominaniem sobie jego wcześniejszych płyt, no i chodzeniem na filmy, w których pojawia się od czasu do czasu. Pamiętacie jego role u Jarmuscha, choćby tę ostatnią, pustelnika Boba?

Jak mogłem zapomnieć o siedemdziesiątych urodzinach Toma Waitsa! To pewnie przez deszczowe psy, które wczoraj wieczorem rozlały wino w potrzaskanym wnętrzu mojego zegara…

 

 

~ - autor: bfcb w dniu 2019/12/07.

Komentarze 2 to “Zapomniane”

  1. Właśnie tę płytę mam – Rain Dogs! Dzięki, że przypomniałeś, dawno już jej nie słuchałam. Właściwie to od dwudziestu lat 😦 Uściski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: