Huk

Dziś, tak bardziej po południu, dowiedziałem się, że nie będę musiał jechać do Zielonej Góry na kolejne spotkania promocyjne zaplanowane na koniec listopada. Juhu!

Obowiązek został ze mnie zdjęty dlatego, że z magazynu zniknęły ostatnie moje „Pięćdziesiątki”. Rozeszły się niemal wszystkie egzemplarze, a z dziesięcioma sztukami, to raczej nie ma po co jechać na promocję. Mają wysłać niedobitki do mnie, a ja za parę dni wystawię te pozostałości nakładu w blogowej zakładce: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/antykwariat-osobisty/. Niech skruszeją.

Pewnie są autorzy, którzy lubią kontakt z czytelnikami, ja jednak do tej grupy nie należę. Nie lubię odpowiadać na pytania, nie lubię tłumaczyć swojego pisania, a w szczególności nie przepadam za głośnym czytaniem swoich tekstów. Wszelako, kiedy jestem zapraszany – grzecznie przyjeżdżam, odpowiadam, tłumaczę, a nawet czytam. I przeważnie te spotkania są niezwykle sympatyczne, a nawet bardzo miłe. Nie zmienia to jednak mojego nastawienia. Ale to pewno wynik mojej niechęci do przebywania w grupach większych niż trzyosobowe. No nie lubię i już!

Lubię za to napisać, oddać do druku i… zapomnieć. Nic zatem dziwnego, że dziś po południu kamień spadł mi z serca. Huk wygenerowany przez to spadanie dało się pewnie słyszeć w całym Wejherowie, a może i w dalszych okolicach.

72323917_518307312322189_3820241008835166208_n

Książkę na tle bukietu, którym obdarowałem Panie Bibliotekarki na wejherowskim spotkaniu autorskim, uwieczniła fotograficznie Pani Celina Markowicz.

~ - autor: bfcb w dniu 2019/11/19.

Komentarzy 21 to “Huk”

  1. […] przyniósł dziś książki, więc mogłem dokonać wspomnianej wczoraj w dzienniczku (tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2019/11/19/huk/ ) aktualizacji zakładki: […]

  2. GRATULACJE, dołączam się bez huku, ale ze szczerym podziwem. WOW!
    Zasyłam serdeczności

  3. Pięknie się rozeszły 🙂 Gratulacje 🙂 Dobrze rozumiem powód wielkiego huku. Mam tak samo – trzy osoby to wystarczająca ilość jednocześnie, mówienie – koszmar, czytanie odpada, bo już stara i ślepa jestem, poza tym od razu astma mnie dusi. Tak więc nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło, hi hi 😉

    • O to, to! Mądrego to i przyjemnie poczytać 😉 Ja to tak mam, że nie tylko swoich wierzy na głos czytać nie lubię, ale i kiedy ktoś cudze czyta głośno, zwłaszcza takie bardziej osobiste, intymne, emocjonalne, to się jakoś nieswojo czuję…

      • A już najgorzej, kiedy ktoś koniecznie chce wiedzieć – albo udowodnić, że wie – co autor miał na myśli. A autor po prostu zanotował co mu w duszy w danej chwili grało, bez zastanawianie się nad niczym więcej.

        • Powiem Ci, że bywało i tak. Coś co było dla mnie bolesne odczytywano z wiersza jako pogodne, albo najwyżej melancholijne… Noo ale ta wielorakość odczytań może być w poezji intrygująca. Autor pisze to co musi, a czytelnicy odnajdują to co chcą. I wszyscy zadowoleni. Byle tylko nie musieć czytać swoich wierszy… 😉

          • Tak, czytanie swoich wierszy dopuszczalne jest tylko we dwoje, gdy wiersz został napisany dla tej drugiej osoby. Ewentualnie możliwa jest obecność pana Szampana jako trzeciego uczestnika spotkania 🙂

          • Noo chyba, że to są wiersze Broniewskiego lub Majakowskiego. Takie to nawet ja głośno czytam 😉

          • Broniewskiego bardzo lubiłam deklamować w młodości wczesnej (na akademiach szkolnych), takie mi się wydawały pełne życia i energii…

          • Ja nadal czasem deklamuję Broniewskiego 😉 Kiedy organizatorzy za bardzo naciskają na czytanie wiersza, choć proszę by mi darować, lub dać do przeczytania uczniowi jakiemuś nieszczęsnemu, wtedy robię psikusa i z zamkniętymi oczyma deklamuję płomiennym głosem wszystkie dziewięć zwrotek „Magnitogorska albo rozmowy z Janem”. Czasem okazuje się, że bardzo niewielu ludzi orientuje się, że to przecież wiersz Broniewskiego 😉

          • Czy teraz w programie szkolnym jest Broniewski? Nawet nie wiem. Ciekawa jestem jak reagują organizatorzy, jeśli się zorientują co deklamujesz 😉 ?

          • Z Broniewskiego w programach szkolnych zostały tylko „Ballady i romanse”. A organizatorzy, kiedy się zorientują, co jest grane robią coraz bardziej kwadratowe oczy i czasem szeroko otwierają usta. Ale jeszcze nigdy mi nie przerwali 😉

          • „Ballady i romanse”? Jak udaje się młodzieży wytłumaczyć sens, jak odbierają młodzi ludzie straszną rzeczywistość będącą udziałem pokolenia moich rodziców? A może – młodzież mając w sobie empatię młodości odczuwa i rozumie? W końcu nie cała młodzież jest „wszechpolska”…

          • Nie wiem tego, ale przeczuwam, że młodym łatwiej pojąć „Ballady” niż „Magnitogorsk”. O Zagładzie więcej się mówi niż o trudnym położeniu robotników w przedwojennej Polsce.

          • Racja. Nie jest to „modny” temat. O okresie przedwojennym są głównie zakłamane informacje, ubarwione scenami z filmów w stylu „Lata dwudzieste…”, wszystkim żyło się cudownie, panie nosiły piękne stroje, paliły papierosy trzymając lulki w urękawicznionych dłoniach i obrzucały otoczenie powłóczystym spojrzeniem, bywały wieczorami w restauracjach i tańczyły z wstawionymi oficerami … Oj, rozpędziłam się…

          • Noo mi się zdaje, że wcale się nie rozpędziłaś. Taki własnie wizerunek dwudziestolecia międzywojennego dominuje w kinematografii. Wszyscyśmy potomkami arystokracji i pułkownikowstwa 😉 Nikt na Nalewkach i Szmulkach nie mieszkał, a Praga pewnie w ogóle nie istniała 😉

  4. Z opowiadań dziadków (rocznik 1895 i 1898) dobrze wiem jak wyglądało dawniej życie w podkrakowskiej wsi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: