Kumulacja zepsucia

W tym miesiącu nastąpiła kumulacja zepsucia. I to w moim domu!

Najpierw odmówił współpracy Samsung S1050, który był u nas od dziesięciu lat. Dostałem go jako nagrodę w konkursie fotograficznym miesięcznika „Skrzydlata Polska”. Służył głównie synowi na szkolnych wycieczkach. Kiedy dziecku znudziło się fotografowanie, aparat trafił do mojej szafy, z której wyjmowałem go z rzadka, wtedy, gdy nie miałem ochoty na noszenie ze sobą niczego większego i cięższego. Dobrze mieścił się nawet w kieszeni koszuli. Awarii aparatu jestem winien ja i tylko ja. Upuściłem go, a uderzenie o ławkę pozbawiło go życia. Niby głuptak, ale żal. Naprawiać nie będę, bo koszt większy niż wartość aparatu.

Potem zepsuł się Nikon D80, którego kupiłem w 2007 roku. Był moją pierwszą lustrzanką cyfrową. Na pierwszej fali entuzjazmu dla fotografii cyfrowej robiłem nim na początku wiele zdjęć. Szybko jednak wróciłem do fotografowania na filmach, więc najczęściej robiła nim zdjęcia żona. Nawet nagrody w konkursach zdobywała tymi zdjęciami. I ona i ja lubiliśmy ten aparat. No i nagle wyświetlił słynny komunikat Err, a tym samym sprzęt przestał działać. Cena naprawy 200-300 PLN, czyli mniej więcej tyle ile kosztuje taki stary aparat cyfrowy. Trafi na dno szafy, bo… wyrzucić jakoś się wzdragam.

No i największy cios – awaria Mamiyi 6MF, mojego ulubionego podróżnego aparatu średnioformatowego. Bezawaryjnie i bezserwisowo pracował od roku 1996, a przepuściłem przez niego sporo filmów. Uwielbiam zdjęcia generowane przez mamijowy obiektyw szerokokątny. I to właśnie szkło najczęściej miałem przypięte do korpusu. Awarii uległ naciąg migawki. Jeszcze nie wiem ile będzie kosztować naprawa, ale ile by to nie było, będę musiał zlecić reperację, bo nie wyobrażam sobie fotograficznego życia bez Mamiyi. Czeka mnie wycieczka do Bydgoszczy, bowiem nie mam zamiaru wysyłać sprzętu ani pocztą ani za pośrednictwem kurierów – zbyt wiele złych doświadczeń mam z nimi. Trzeba będzie debet pogłębić…

Czego i Wam nie życzę!

Zestaw sprzętów dotkniętych zepsuciem.

Zestaw sprzętów dotkniętych zepsuciem.

~ - autor: bfcb w dniu 2019/11/11.

Komentarze 24 to “Kumulacja zepsucia”

  1. Widać sprzęty złośliwe, więc się zmówiły. Zastanawia mnie tylko po co to zrobiły. Zapewne do jakichś wyższych celów.
    Ale co z fotografowaniem, oto jest pytanie?

    • O fotografowanie jestem spokojny, przecież mam jeszcze trochę innych sprawnych sprzętów. A w ostateczności mogę przecież zrobić sobie kolejny aparat otworkowy z puszki po kawie 😉

  2. Proszę, jesteś majsterkowiczem w dodatku. Teraz to rzadkość, gdyż większość mężczyzn jest leworęcznych.
    Serdeczności zasyłam

    • Ooo tak, jestem majsterkowiczem. Może niespecjalnie utalentowanym, ale starczyło mi zdolności by zrobić wszystkie nasze regały książkowe i od czasu do czasu wygenerować aparat otworkowy 😉

  3. Pierwszy „mój” cyfrowy aparat fotograficzny zafundowała mi firma w 1984 r. Aparat nie był do końca moim, bo pobierałem go i oddawałem za pokwitowaniem. Była to czarna skrzynka o wielkości laptopa z lat 90′ i podobnej wadze ok. 2-3 kg., do tego drugie tyle dodatkowego asortymentu w torbie. Podstawowa rozdzielczość to 640 x 480 px, ale można było emulować nieco wyższe rozdzielczości. Prawdziwą cyfrówkę zakupiłem już sam za kredyt z firmy. I wtedy pod koniec lat 80′ ub.w. rozstałem się na dobre z fotografią analogową i cyfrową. To moje wieloletnie hobby wyparła grafika komputerowa. Jednak miłość do kultowego sprzętu analogowego pozostała, dlatego z zachwytem patrzę na Twój „foto-inwentarz”. W analogówce (pomijając rodzinnego „Linhofa”) pracowałem na średnioformatowych Pentaconach i Hasselbladach, które też spoczywają na honorowym miejscu w moim archiwum.

    • Hassela jeszcze chciałbym sobie kiedyś sprawić, bo jest do nich parę dobrych obiektywów 😉

      • To fajne pudełko, da się rozłożyć i wymienić na inne podzespoły, kominek i pryzmat oddzielnie, kaseta z tyłu wymienna, może też robić za projektor, czy powiększalnik, no i najważniejsze – od kilku lat są już nakładki cyfrowe (matryca 1,7 cala) w miejsce kasety. Do tego te szkła!

        • Taki sam modułowy system jak u Hassela ma moja Mamiya RB 67. Też wszystko się da podmienić, da się też zamontować cyfrową tylną ściankę. Format kadru ma ciut większy, bo 6×7. Tylko nie ma obiektywu Planar w zestawie 😉 Cała reszta mogłaby zostać japońska, tylko ten obiektyw bym podmienił 😉

          • Bardzo dobry sprzęt, ale chyba głównie studyjny. Kiedyś awaryjnie robiłem w plenerze i popełniłem klasyczny dla tej marki aparatu błąd – w pośpiechu zapomniałem o podwójnym naciągu, lustro poszło, ale film został.

          • Zgadza się – raczej do studia, ale i w terenie popełniam nim czasem jakiś kadr. Podwójny naciąg, to pułapka – też w nią wpadam czasem, bo za rzadko pracuję na Rb 67 😉

  4. Uff ta Mamiya to ból straszny.
    Ja też mam dwie zepsute lustrzanki, których nie mogę się pozbyć i leżą w gablocie razem z resztą aparatów. A aparat, ktory używam na codzień właśnie też dopiero co wrócił z naprawy, więc znam ten ból… Mam nadzieję, że uda się naprawić szybko i tanio. Trzymam kciuki!

  5. Ooo, regały na książki! Jesteś wielki 🙂

  6. Może są tego plusy. Kupisz wymarzony. Moja stara niemiecka pralka nie chce się zepsuć, wciąż ją mam taka landarę, bo jak wyrzucić skoro działa.

  7. Współczuję, po pierwsze kasa, po drugie, pamiątka i wspomnienia. Rozumiem stratę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: