Po festiwalu

Wspominam 44. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Który to już mój Festiwal zliczyć nie potrafię. Piętnasty dopiero, a może już siedemnasty? W tym roku nie wszystko było takie jakie bym sobie życzył.

Przede wszystkim drażnił mnie chaos towarzyszący imprezie od początku. Akcja z filmem „Solid Gold” jest jednym z przykładów tego zjawiska. Festiwal potrzebuje, moim zdaniem, kilku zmian. Przede wszystkim wprowadzenia jednolitych, jasnych zasad doboru filmów. Ci, którzy je selekcjonują powinni być niezależni. Zdaje mi się też, że przywrócenie funkcji dyrektora artystycznego przysłużyłoby się Festiwalowi. Marzy mi się reaktywowanie Innego Spojrzenia. W tej sekcji doskonale by się znalazły filmy takie jak „Supernova”, „Dolina Bogów”, czy „Mowa ptaków”, które w konkursie głównym nie miały żadnych szans. Z mojego tegorocznego doświadczenia wynika też, że konieczne jest zmniejszenie liczby filmów dopuszczanych do konkursu głównego. Dwadzieścia to stanowczo za wiele – dopuszczono produkcje, których wartość, w mojej opinii, jest wątpliwa. Jeśli oglądaliście „Czarnego mercedesa”, to wiecie o czym piszę.

Karnety festiwalowe sprzedawane w tym roku widzom umożliwiały uczestnictwo w zaledwie dwudziestu projekcjach. Zatem karnet za 200 PLN pozwalał na zobaczenie wyłącznie filmów konkursowych. A ja przecież chciałem zobaczyć więcej! Festiwal często jest dla mnie jedyną okazją by zobaczyć na dużym ekranie filmy, które powstały zbyt dawno bym mógł je widzieć w kinie. Są też takie, które nie były w Polsce prezentowane, albo  błyskawicznie zniknęły z kin po kilku pokazach i nie zdążyłem ich zobaczyć. Dlatego część karnetu zawsze przeznaczam na takie niespodzianki. W latach ubiegłych karnety umożliwiały zobaczenie aż 32 filmów, co z kolei było właściwie fizycznie niemożliwe. Mnie udało się w zeszłym roku ustanowić rekord 28 projekcji w 6 dni. W tym roku było gorzej.

Było gorzej także pod względem logistyki. Męczyło mnie ciągłe miotanie się od Gdyńskiego Centrum Filmowego, przez Teatr Miejski, po Riwierę w rejonie Wzgórza Focha. Teatr im. Gombrowicza nie nadaje się na projekcje filmowe – jakość dźwięku była słaba, fotele niewygodne i skrzypiące, a sala bardzo duszna. Z kolei brak gdyńskiego Multikina odczułem w sferze mentalnej, bo zastępujący go Helios nie miał w sobie festiwalowej magii. Owszem, jakość dźwięku i obrazu była dobra, ale nastrój wydarzenia kulturalnego rozpływał się nieco przez bezpośrednie sąsiedztwo butików, fast foodów i innych perfumerii. Kupujących buty spotykałem częściej niż miłośników kina.

Jeśli idzie zaś o same filmy, to niestety było sporo kiepścizny i jeszcze więcej przeciętności. O „Czarnym mercedesie” już wspominałem, ale nie on jeden. Męczyłem się oglądając „Interior”, „Kuriera” i „Legiony”. Nie wiem czy wytrwałbym na seansie „Piłsudskiego”, gdyby nie aktorski kunszt Borysa Szyca.

Nie podzielam opinii jury w kwestii podziału nagród festiwalowych. „Obywatel Jones” to opowiedziana po hollywoodzku historia, efektowna we wszystkich warstwach i w dodatku uniwersalna, ale trochę wizualnie przeestetyzowana. Emocjonalnie, jak dla mnie, ten film przegrał z „Bożym Ciałem”. I to właśnie temu filmowi dałbym nagrodę główną, choć i on nie powalił mnie na kolana. Dobry był, nawet bardzo dobry, ale zabrakło mu sporo bym z czystym sumieniem mógł go nazwać arcydziełem. Podobały mi się również „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, „Pan T.” i „Ukryta gra”. Inaczej niż jury rozdzieliłbym także nagrody aktorskie za pierwszoplanowe i drugoplanowe role kobiece oraz męskie. 

Sześć festiwalowych dni minęło błyskawicznie, a ja byłem po tym maratonie bardzo zmęczony. By napisać te kilkanaście zdań musiałem solidnie odpocząć. No i nabrać dystansu. Na przyszłoroczny festiwal jeszcze nie czekam niecierpliwe, ale niedługo z pewnością się to zmieni i znów będę odliczał miesiące, tygodnie i dni do startu nowej edycji.

Lista filmów, które widziałem w tym roku (kolejność alfabetyczna):

  • „Ajka”
  • „Boże Ciało”
  • „Ciemno, prawie noc”
  • „Czarny mercedes”
  • „Dolina bogów”
  • „Frantic”
  • „Ikar. Legenda Mietka Kosza”
  • „Interior”
  • „Kapitan”
  • „Kurier”
  • „Legiony”
  • „Matka Joanna od Aniołów”
  • „Mowa ptaków”
  • „Obywatel Jones”
  • „Pan T.”
  • „Piłsudski”
  • „Słodki koniec dnia”
  • „Supernova”
  • „Ukryta gra”
  • „Żelazny most”

 

festiwal 2019

 

 

 

~ - autor: bfcb w dniu 2019/10/06.

Komentarzy 10 to “Po festiwalu”

  1. Jejku, wiele z tej listy chciałabym zobaczyć, a pewnie mi się nie uda, a potem jeszcze zapomnę, że takie filmy były. Próbowałam ostatnio przebrnąć przez „Ciemno, prawie noc”, i nie udało mi się. Po godzinie filmu wyłączyliśmy go. A jak Sold Gold, warto zobaczyć?
    I jeszcze policzyłam, że średnio w ubiegłym roku, w trakcie tego festiwalu obejrzałeś 5 filmów dziennie!! Nie mieszały Ci się potem miejsca, akcje, bohaterowie? 😉

    • „Ciemno…” też mi się nie spodobało. O ile książkę jeszcze się jakoś czytało, to jednak nie została umiejętnie przełożona przez Lankosza na język filmu. „Solid Gold” – mierne bardzo kino. Sporo niepotrzebnych wątków, dłużyzny, no i drewniana gra Marty Nieradkiewicz. Gdyby nie dobry duet Seweryn-Gajos trudno by było oglądać ten film. No i coś, co zawsze jest dla mnie ważne – zdjęcia – tu są beznadziejne.
      Filmy są jedną z moich pasji i, jak mi się zdaje, przez lata wyćwiczyłem umysł w intensywnym ich oglądaniu. Kiedyś miałem z tym problemy, od paru lat – daję radę przetrwać tygodniowy festiwal i sporo z niego dla siebie wynieść. Postaci i miejscówki, wydarzenia mi się mieszają, ale… dopiero nocą, kiedy wracam do domu pełen wrażeń i emocji. Zasypiam, a wtedy filmy się łączą i plączą w przedziwne sny. W trakcie seansów nie mam tego problemu 😉 Lubię takie tygodniowe spięcie, choć zawsze po nim jestem wypruty z sił 😉

      • Wcale się nie dziwię, to musi być wyczerpujące. Ja to bym się bała, że w końcu na którymś przysnę na dobre.:-)

        • Na szczęście rynek substancji pobudzających mamy dość rozwinięty 😉

          • Ja przysnęłam na Polityce, ale już Nieznajomych łyknęłam bez żadnego odlotu. Jedno i drugie niby komediowe, a jednak gra aktorska zupełnie inna. I tematyka Nieznajomych tylko pozornie bardzo komediowa.

          • Ja „Politykę” ominąłem dużym łukiem, nie leży mi poczucie humoru prezentowane w filmach Pana Vegi, a w „Nieznajomych” zabrakło mi tej świeżości, którą czułem oglądając wersję włoską. Przyzwoity film, ale odczułem go jako zbędny. Adaptacja realiów do naszych polskich, zmiana obsady, roszada ról społecznych filmowych postaci i nieco odmienne rozłożenie akcentów fabularnych nie wystarczyły by mnie całkiem zadowolić. Niemniej oglądałem bez bólu.

          • Ja bardzo lubię tych aktorów, którzy tam zagrali, no może z wyjątkiem Kasi Smutniak. Mnie zadowoliło, oglądałam z przyjemnością.:-)

          • Wiadomo, każdy film znajdzie swoich adresatów 😉

          • Na szczęście dla aktorów, producentów i tej całej masy ludzi, która pracuje przy filmach 🙂

          • O to, to!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: