Stare żagle

Jeśli ktoś mieszka od urodzenia w Gdyni, a jego ojciec przez dużą część życia był kapitanem zajmującym się rybołówstwem dalekomorskim, to można się spodziewać, że będzie go ciągnęło na morze. Panią Annę Jarzynę morze pociągnęło skutecznie. Żegluje od młodości, kiedyś regatowo, a później rekreacyjnie i turystycznie. Ponadto, razem z mężem, buduje łodzie. Jeden z jachtów, którym małżeństwo przemierzyło Atlantyk, tak się spodobał pewnemu Amerykaninowi, że czym prędzej go kupił, a polscy żeglarze musieli wracać do kraju już samolotem. Właśnie pracują nad kolejną łodzią. Trwa to już sześć lat, ale finisz jest blisko. Tym razem będzie to jednostka motorowa z przeznaczeniem na  mazurskie jeziora. Tak to już jest, że człowiek z wiekiem nie młodnieje, a pływanie tradycyjnymi jachtami żaglowymi wymaga sporo krzepy i zdrowia.

Morze i żeglarstwo wypełniają również wyobraźnię Pani Anny. W chwilach gdy nie pracuje przy łodzi i nie pływa, zajmuje się malarstwem. Łatwo domyślić się, co jest najważniejszym tematem jej obrazów. Wystawa, którą zaprezentowała w Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego wypełniają obrazy marynistyczne. Jest jednak coś, co różni ją od dziesiątek wystaw malarstwa morskiego w Trójmieście – spora część ekspozycji składa się z prac stworzonych na… starych żaglach. Stąd tytuł wystawy „Stare żagle”. Wielkie płaszczyzny spracowanego płótna żaglowego, wielokrotnie zszywane, miały trafić z gdyńskiej mariny na śmietnik, jednak Pani Anna dała im nowe życie. A one przyjęły je, jak mi się zdaje, z wdzięcznością, bo morskie tematy wymalowane na żaglach prezentują się żywo i intrygująco. Kiedy pierwszy raz, wracając z kina, wszedłem do galerii, zachwyciłem się tym pomysłem tak bardzo, że wróciłem tam raz jeszcze, a w końcu postanowiłem fotograficznie sportretować autorkę obrazów. Anna Jarzyna okazała się być osobą niezwykle otwartą, sympatyczną, a przy tym fantastyczną gawędziarką. Spędziliśmy kilka godzin na rozmowach i umówiliśmy się, że przyjadę z Tachiharą by zrobić kilka portretów. Poniżej możecie je zobaczyć.

Wczoraj odbył się finisaż wystawy i pojedzie ona wkrótce do Pucka, by tam się prezentować przez kilka tygodni. Zabawa na zamknięciu wystawy w Gdyni  była pyszna. Przybył tłum ludzi, były życzenia, gratulacje, z głośników szumiało morze, a do kielichów lało się wino. Zaprzyjaźnieni z artystką żeglarze przygrywali na akordeonie i harmonijce, raz żywo, raz sentymentalnie. Jak to w towarzystwie żeglarskim były i śpiewy. Po lampce kadarki udało mi się nawet namówić żonę na nieortodoksyjne tango-przytulango. A potem, aby pięknie zakończyć dzień, zrobiliśmy sobie wieczorny spacer nad morze. Takie prawdziwe. Sporo było na nim żagli. Z pewnością nie zabraknie Pani Annie materiału na kolejne obrazy…

Pani_Anna_01

Anna Jarzyna w Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego, przeglądająca wpisy gości odwiedzających jej wystawę.

Pani_Anna_02

Anna Jarzyna w Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego z uśmiechem witała wszystkich gości odwiedzających wystawę. Była do dyspozycji po kilka godzin, niemal każdego dnia w czasie trwania wystawy.

Pani_Anna_04

Anna Jarzyna w Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego, przed jednym ze swoich obrazów na żaglu. Pejzaż z latarnią morską inspirowaną tą helską.

na wystawie

W Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego. Tachihara, dla której tło stanowi jeden z żaglowych obrazów Anny Jarzyny.

 

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2019/07/14.

Komentarzy 21 to “Stare żagle”

  1. Brakuje mi spotkań z takimi ludźmi… Lubię słuchać, co mają do opowiedzenia, obserwować ich, zazwyczaj niespieszny, sposób bycia, chlonąć ich świat i opowiedzianą historię.

  2. Ludzie z pasją są „bardziej ludzcy”, tacy prawdziwsi od tych „wprost przeciwnie” 🙂 Są wzorem do naśladowania, zachęcają do szukania tego czegoś co wywołuje uśmiech na twarzy, błysk w oku i apetyt na więcej życia. Fantastyczna osoba 🙂

  3. Nie znałam Pani Anny Jarzyny, więc zachęcona ciekawą relacją z wystawy, zainteresowałam się jej pracami, samą wystawą, poczytałam i pooglądałam zdjęcia niezwykłej i niebanalnej kobiety z pasją, intelektem, nowatorskim podejściem do sztuki. Sam pomysł, by tematykę morską przedstawić na żaglowym płótnie już jest wart odnotowania. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła spotkać Panią Jarzynę w Małopolsce i posłuchać szumu morza zaklętych w opowieściach żeglarskich i morskich.
    Zasyłam pozdrowienia

    • Fantastyczna babka! Spotkałem ją pierwszy raz, a po kwadransie rozmawialiśmy jakbyśmy się znali ze dwadzieścia lat. O podróżach może opowiadać godzinami.

      • Tak myślę, że i umysł ma piękny. Wielu ludzi pociąga nie ciało, a intelekt, więc nic dziwnego, że zauroczenie ciekawą osobą dotyczy tych, którzy wsłuchują się w przygody życia.
        PS. Czy ja mogę zwracać się do Pana po imieniu, ponieważ „bfcb” w nagłówku trochę brzmi jak szyfr.
        Zasyłam serdeczności

        • Dawno temu, trochę wbrew przyzwyczajeniom, przyjąłem do wiadomości zasadę, że w internetach wszyscy są na „ty”, więc jak najbardziej, można po imieniu. Zwłaszcza, że niespecjalnie je skrywam 😉

  4. Bardzo lubię tematykę morza w sztuce, np.prace I. Ajwazowskiego. Nie słyszałam o pani Ani Jarzynie. dziękuję za przybliżenie postaci

    • No to mamy podobny gust jeśli chodzi o malarstwo marynistyczne. Chociaż ja to właściwie lubię niemal wszystko, co morskie, łącznie ze starymi japońskimi drzeworytami 😉

      • W końcu my blisko morza

        • Jak na taką bliskość bywam nad nim osobiście zbyt rzadko. Mam wrażenie, że częściej je oglądam na obrazach, filmach i fotografiach, że nie wspomnę o czytaniu.

          • Ooo to ja nie. Ja z morzem wąchamy się niemal codziennie

          • Mi się jakoś nie składa to półgodzinne jechanie koleją i maszerowanie drugie tyle, a potem powrót do domu. Wciąż jest coś ważniejszego, pilniejszego. No i lubię też las, który mam właściwie za oknem 😉

          • Rozumiem, ja biegam nad morze, bo blisko 4 km mam i stąd te wizyty w poszukiwaniu jodu

          • Kiedy mieszkałem przez 15 lat w Gdańsku też nie byłem nadmiernie częstym gościem na plażach. Sam nie wiem czemu, bo przecież morze było jednym z powodów dla których opuszczałem kiedyś głębię Polski. Najwięcej chadzałem nad morze kiedy urodził się syn. Pakowałem go do wózka, do tego wszystkie te herbatki koperkowe i mleczka, oraz książkę, rzecz jasna, a także zapasowe pieluchy i ruszałem na parę godzin nad Zatokę.

          • Wielu tak ma, że mieszka w Gdańsku a nad morze raz w roku jest. Fajne to były zapewne spacery.

          • To były bardzo przyjemne spacery. Rzadkie momenty wewnętrznego spokoju.

          • Tak to sobie wyobrażam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: