Czego potrzebują Polacy?

Może wy znacie odpowiedź na tytułowe pytanie? Ja z pewnością nie. Obawiam się, że po wnikliwszych badaniach okazało by się, że każdy egzemplarz Polaka potrzebuje czegoś innego. Zupełnie innego. Wszelako, z zawartości dwóch odwiedzonych dziś w Gdyni, na Świętojańskiej, niemałych księgarń sieciowych, wnioskuję, że Polacy odwiedzający wspomniane przybytki nie potrzebują poezji.

Wśród tłumu półek (co tam półek, regałów całych!), wypełnionych po brzegi poradnikami psychologicznymi, książkami kucharskimi, komiksami, romansami, kryminałami, ludlumami i folletami, nie znalazła się ani jedna mikra półeczka z napisem „poezja”.

Wiadomo, księgarnie są na tyle duże, że łatwo przeoczyć takie cóś, jak poezja. Pytam więc personel naziemny empiku, gdzie Pani kochana trzymasz tu poetów? Odpowiedź jak policzek (dla jasności – uderzenie w twarz „z liścia”): w księgarni nie ma poezji, można w internecie zamówić. Ale ja chciałem uprzednio zawartość zobaczyć! Po co to trzymać w księgarniach skoro nikt nie kupuje. A jakby tak jeden z drugim chcieli kupić, bo ja wiem, na podróż może?

Pytanie o półkę z poezją ponowiłem w świecie książki (wiem, wiem, nazwy inaczej się pisze, ale umyślnie robię błąd). Dziewczyna z personelu naziemnego machnęła ręką dość szeroko, zamaszyście, jakby się żegnała w kościele, albo od much się opędzała:                   – tam gdzieś jest poezja, ale nie ma swojej półki, tylko kilka książek. Aaa, i nie są ułożone w żaden sposób. Udałem się na azymut, „tam gdzieś”…

Znalazłem! Nie były ułożone, ale też co tu układać – cztery sztuki (słownie: cztery). Tyle ich, że mogę po nazwisku wszystkie wymienić: Krynicki (mam), Rymkiewicz (mam), Baczyński (mam), Antologia poezji polskiej (nie pałam miłością do antologii). Wciśnięte między Jany Pawły (nie żebym coś do nich miał, bo przecie wiadomo, że wielkimi poetami byli), objawienia fatimskie i kazania Prymasa Tysiąclecia. Wiadomo – poezja z ducha idzie.

Nie szukałem na Świętojańskiej kolejnej księgarni, więc z Gdyni wyjechałem bez poezji. Może to i lepiej, bo istnieje prawdopodobieństwo, że wcale jej nie potrzebuję.

Fotografia nie jest z Gdyni, ale przypuszczam, że wejherowscy Polacy potrzebują tego samego, czego sąsiedzi z większego miasta.

Fotografia nie jest z Gdyni, ale przypuszczam, że gdyńscy Polacy potrzebują tego samego, czego sąsiedzi z Wejherowa.

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2019/07/01.

Komentarzy 40 to “Czego potrzebują Polacy?”

  1. W mojej okolicy poezja jest ceniona. Wiele osób pisze, jeszcze więcej by chciało pisać. Są spotkania, była (lub jest) Noc Poetów. Ale czy poezję znajdę w księgarni? Nie wiem. Na wystawie nie widziałam.

    • Oj tak, u nas poezję w taki sam sposób ceni się jak u Was. Też mamy wieczorki poetyckie, spotkania autorskie, festiwale. Piszących też jest sporo, ale z czytającymi chyba gorzej. Na spotkaniach widzę wciąż te same twarze – nie są najmłodsze. A w księgarniach – tak jak napisałem. Byłem też w naszej bibliotece powiatowej w poszukiwaniu regałów z poezją. Znalazłem jedną półeczkę, a na niej ze 40 centymetrów bieżących książek poetyckich. Jak na spory powiat i parę tysięcy lat poezji, to trochę mało…

  2. Chciałam „polubić” w pierwszym odruchu. Ale co „polubić”? Spostrzeżenia Autora jak najbardziej, z treścią się zgadzam. A jeśli ktoś pomyśli, że „polubiam” jedyne potrzeby rodaków widoczne na obrazku albo co innego jeszcze i ze wstydu przyjdzie się spalić? To ja tylko pozdrawiam Autora 🙂

  3. A kto potrzebuje czegoś, czego nie rozumie:-)?

    • Ja, ja potrzebuję rzeczy, których nie rozumiem. Na przykład wielu przejawów współczesnych sztuk plastycznych nie rozumiem, ALE MIMO TO, poruszają mnie i znajduję różne odcienie przyjemności w obcowaniu z nimi.

      • Ano właśnie, Ty i może jeszcze kilku osobom. To za mało, żeby wydać tomik poezji, się nie opłaca, a wiesz, że dzisiaj musi się opłacać.

        • Ci, którzy piszą, malują, fotografują, rzeźbią (etc.) z potrzeby serca, pewnie nie oglądają za bardzo na kryterium opłacalności tego co robią. Zwykle też znajdują się odbiorcy dla ich twórczości, a najlepszą dla obu stron procesu jest satysfakcja z tworzenia oraz obcowania.

          • Ależ oczywiście, tylko tak jak już sam się pewnie orientujesz, takich zapaleńców jest mniej niż tych, których to nie interesuje. Rynek wszystko weryfikuje.

          • Zastanawiam się, czy kiedyś fanów poezji było więcej? Kiedyś się opłacało? Wciąż pamiętam księgarnie, w których było sporo poezji. Nawet jeśli ktoś nie była fanem poezji miał szansę by choćby przypadkowo sięgnąć po jakiś tomik w księgarni. Dziś już nie sięgnie, nawet jeśli zechce. Komercjalizacja wszystkiego trochę utrudnia mi życie.

          • Ja kończyłam studia dawno temu, ale pamiętam, że już wtedy można było kupić fajne rzeczy za złotówkę. Za jakieś grosze kupiłam wtedy Chrestomatię, którą do tej pory czasem przeglądam. To początku naszego języka. Komu by się chciało jeszcze to czytać:)

          • No proszę, przynajmniej jedną książkę mamy na półce taką samą 😉

          • A widzisz. Pewnie jeszcze sporo takich kwiatków mamy, skoro oboje interesujemy się literaturą. Bo to, że ja się nie kocham w poezji, nie oznacza, że jej nie mam w domu:)

          • Pamiętam, jak dziadek brał mnie w dzieciństwie na kolana i kazał słuchać gawęd profesora Zina o architekturze. Nudziły mnie sakramencko i w końcu się przyznałem. A dziadek mi na to powiedział, że są rzeczy, których, nawet jeśli się nie lubi, nie wypada nie znać 😉

          • Wiktora Zina? To ja z kolei uwielbiałam jego opowieści z Piórkiem i Węglem:)

          • Tego samego. Mnie nudził bardzo, pewnie za młody byłem by docenić, albo za bardzo ciągnęło mnie do lasu 😉 Niemniej słuchałem pilnie po dziadkowym napomnieniu 😉

          • A ja czasem siedziałam zasłuchana i zapatrzona, bo z takich kresek, mazajów, potem zawsze wychodził piękny obraz czegoś. Ja tak nie potrafiłam nigdy, może dlatego fascynacja:)

          • Później za to sam z siebie kupiłem trzy jego książki powstałe z tych „Piórek i węgli”. Mam je do dziś.

          • Pewnie tez ciekawe.

          • To są zdaje się, delikatnie zmienione pod potrzeby książkowe, treści jego audycji TV.

          • Ale filmy ciekawsze, tylko że nie wiem, czy dzisiaj tak samo fajnie by się je oglądało:)

          • Filmy mają aspekt wizualny i magię tworzenia czegoś a vista, w książce tylko gotowe obrazki, no i piękne opisy.

          • Ja bardzo lubiłam słuchać Zina, to plus rysowanie, to była magia rzeczywiście. Oczywiście były fajniejsze odcinki i słabsze, ale talent niesamowity.

          • Ze współczesnych gawędziarzy lubię bardzo dr. Andrzeja Kruszewicza i jego opowieści o zwierzętach.

          • Słyszałam go kilka razy, ale wolę Marcina Kostrzyńskiego, strasznie sympatycznego, mówiącego tak, jakby pasjonował się każdym z gatunków, o których mówi.

          • Z obu wymienionych wolę jednak pana Kruszewicza 😉 Ale może to przez to, że miałem okazję go poznać i posłuchać na żywo.

          • Obaj bardzo kompetentni, wiedza niesamowita.

          • Bez dwóch zdań!

  4. Uwielbiałam prof. Zina i jego pogawędki 🙂

  5. Poezję trzeba mieć w domu jak sól. Sól dosmacza potrawy, poezja życie. Czytam wiersze, mam wiele tomików na półce. Już nie piszę, bo arcydzieła nie stworzę, a grafomanii pojawia się za wiele. Uczniowie boją się poezji, otwarcie mówią, że jej nie rozumieją.

    • O uczniach wiem po swoim synu i jego kolegach. Wszelako, wciąż jeszcze trafiają się jednostki wrażliwe na emocje zamknięte w poezji.

  6. Do nielubienia poezji przyczynili się sami poloniści, którzy realizują zbyt sumiennie podstawę, czyli teorię, a z kolei nie każdy uczeń jest takim humanistą, by odczuwać piękno poezji.
    Dom bez tomików poezji to także zły przykład dla własnych dzieci, bo czym skorupka za młodu nasiąknie…
    Serdecznie pozdrawiam

    • To prawda, niektórzy poloniści są do bani, jak i wielu nauczycieli innych specjalizacji. Wszelako, jeśli zaglądniesz do podstawy programowej, to szybciutko się przekonasz, że poezji jest w niej tyle, co wiewiórka napluła. Ponadto poezja słabo znosi sztywne ramy interpretacyjne, a obecny system egzaminacyjny wymusza stosowanie takich ram. Zdaje się, że nasz model kształcenia jest mało funkcjonalny i kiepsko przyczynia się do budzenia w dzieciach pasji do czegokolwiek.

  7. Ja tam potrzebuję poezji, ale pogodziłam się już ze smutnym faktem, że nie znajdę jej w większości księgarni. Ludzie wolą teraz leczyć się poradnikami antystresowymi i czytać bestsellery niż poświęcić czas na poznanie innego świata, innych myśli. A szkoda.

    • Witaj w klubie 😉 Mnie wciąż ciężko przychodzi pogodzenie się z brakiem poezji w księgarniach. Mam wrażenie, że coraz słabiej rozumiem współczesny świat.

      • Bo jego nie da się zrozumieć. A takie piękne te starsze lata. Wtedy to literatura, w tym poezja, kwitła! I takie piękne wiersze powstały. I ludzie tym żyli. A teraz? Wszystko elektroniczne, obdarte z sentymentu.. 😦 Tylko niektorzy nadal w tym klimacie dawnych lat.

        • Eee, powiem Ci, że ludzi piszących piękne wiersze jest spory tłum, podobnie z prozą. Dostępność jakaś do nich też jest, może i lepsza niż przed laty, bo wiele zamieszcza się w internetach. Ja co prawda wciąż wolę czytać to co na papierze, ale jeśli nie mogę zdobyć w takiej wersji, to czytam w cyfrowej (trudno). Uwiera mnie, że w księgarniach wyklucza się poezję.

          • Ja w cyfrowej nie umiem. Jest mi tak strasznie niewygodnie, że no nie potrafię. I nie czuję tych książek jak nie przewracam stron i ich nie czuje. Takie staroswieckie podejście troszkę

          • Ja też nie lubię cyfrowych książek. Sięgam po nie kiedy nie mam wyjścia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: