Pięcioosobowo

W ramach zajęć fotograficznych wypuściłem się z czwórką licealistów do Dolnego Miasta w Gdańsku. Najpierw fotografowaliśmy zakątki nieuczęszczane przez turystów, a potem oglądaliśmy w Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” wystawę fotograficzną. Zwykle na zajęcia przychodzi nieco więcej uczniów, jednak w związku z nieuchronnie nadciągającym terminem wystawiania ocen końcowych, spora grupka musiała się zająć poprawianiem swoich szkolnych not i zaliczaniem zaległych sprawdzianów.  Cóż zrobić, taki uczniowski los…

Podczas fotograficznego spaceru bardziej interesowały nas stare, często prawie rozpadające się kamienice, niż pachnące nowością apartamentowce, wyglądające jakby wychodziły spod jednej sztancy. Na szczęście między Toruńską a Łąkową wciąż jeszcze jest wiele śladów przeszłości. Co prawda letnie słońce paliło niemiłosiernie i utrudniało chwilami fotografowanie, lecz mimo to chyba udało się kursantom uwiecznić parę ciekawych motywów. Pewnie pochwalą się nimi na kolejnym spotkaniu.

W samo południe wkroczyliśmy do „Łaźni” by oglądać zdjęcia Michała Szlagi zaprezentowane w ramach retrospektywnej wystawy  „Fotografowałem polskiego króla”.  Już wcześniej widziałem poszczególne wystawy wchodzące w skład retrospektywy, można więc powiedzieć, że zdanie na temat twórczości Michała Szlagi miałem wyrobione. Lubię jego zdjęcia, choć nie wszystkie jego fotograficzne projekty cenię. Najbardziej polubiłem cykle „Stocznia” i „What made me?”, najmniej zaś „Pikselowe prostytutki” i „Polska”. Gdzieś pomiędzy lokują się, na skali mojego zachwytu, wystawy „Global prosperity” „Odyseja” i „Brama”. Cóż mogę powiedzieć po zobaczeniu wszystkich tych pomysłów skomasowanych w  jednej wystawie?

Spostrzeżenie pierwsze jest takie, że Michał Szlaga nie może się w żaden sposób uwolnić od Polski, która siedzi w jego głowie, sercu, wyobraźni. Ani to złe, ani dobre, tak po prostu jest, że gdziekolwiek chłop fotografuje, wszędzie ta Polska włazi mu na zdjęcia.

Drugie natychmiastowe spostrzeżenie, to przytłoczenie. Nie liczyłem, ale szacuję, że na wystawie jest jakieś 800-1000 fotografii, a do tego jeszcze projekcje wideo. Aby uważnie zapoznać się z wystawą trzeba ją odwiedzać co najmniej trzykrotnie, a za każdym razem poświęcać jej ze dwie godziny. Po dwóch godzinach oglądania widziałem znużenie w oczach moich uczniów. Nie zmuszałem ich do dłuższego zwiedzania, choć sam zostałem w „Łaźni” na kolejne dwie godziny. Później ja również byłem zmęczony.

Trzecia rzecz to potęgowanie wrażeń, które miałem przy oglądaniu wystaw każdej z osobna, podczas ich premier. Przy retrospektywie utwierdziłem się w przekonaniu, że „Stocznia” była najlepszym z dotychczasowych pomysłów Michała Szlagi. Podoba mi się zarówno koncepcyjnie, jak i realizacyjnie. Mimo pozornie technicznych kadrów, wyzierają z tych zdjęć emocje, uczucia łączące autora z miejscem, które fotografuje. Z kolei w „Pikselowych prostytutkach” jeszcze bardziej zobaczyłem nudę. Banalne kadry, manieryczna postprodukcja i kuratorskie próby piętrzenia znaczeń. Również cykl „Polska” nie zyskał po zestawieniu go z innymi materiałami. Setki niedużych zdjęć porozstawiane na stołach, zmuszające widzów do pochylania się nad nimi i ciągłego zmieniania pozycji. Doceniam dokumentarny charakter, ale sądzę, że selekcja materiału fotograficznego wzmocniła by jego siłę wyrazu. Chyba każdy z fotografów nosi ze sobą zawsze jakiś mały aparat i nieustannie uwiecznia, podobnie jak Michał Szlaga, okruchy rzeczywistości. Widziałem już tysiące podobnych zdjęć. I pewnie dało by się z tych podróżnych notatek zestawić niejedną wystawę zatytułowaną „Polska”. I prawdopodobnie oglądając takie zestawienie nie zorientowałbym się czy wykonał te fotografie gdański fotograf, czy jakikolwiek inny. Sporo tam ujęć nudnych, wiele dziwacznych, ale są też kadry wspaniałe, zachwycające. Przy tych ostatnich nie przeszkadza nawet techniczna jakość tych obrazów, wynikająca z używanego sprzętu. Zdecydowanie ważniejsze są emocje.

Bardzo jestem ciekaw, w którym kierunku podąży w kolejnych latach Michał Szlaga, bowiem jest on z pewnością jednym z bardziej interesujących polskich fotografów średniego pokolenia. A wszystkich, którzy jeszcze nie znają jego twórczości zachęcam do wycieczki na Jaskółczą 1, gdzie do 23 czerwca 2019 roku można oglądać mnóstwo zdjęć.

Gdańsk 0

Borys, Agata, Julia i Julian w czasie fotografowania kamienicy przy ulicy Śluza 2

Gdańsk 1

Julian ze swoim Canonem

Gdańsk 2

Borys i Julian jako bohaterowie drugiego planu solidarnie oglądający prezentację wideo w CSW „Łaźnia”

Gdańsk 3

Agata przy swoim ulubionym zdjęciu z cyklu „Polska”

Gdańsk 4

Borys wpatrzony w film w CSW „Łaźnia”

Gdańsk 5

Julian, Julia, Agata i Borys na wystawie Michała Szlagi „Fotografowałem polskiego króla” w CSW „Łaźnia”

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2019/05/22.

Komentarze 2 to “Pięcioosobowo”

  1. Cudownie, że robisz im takie wypady.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: