Żeby się nie powtórzyło…

Na początku stałem jak sparaliżowany. Serce mi łomotało, jak nigdy wcześniej, przez głowę przelatywały setki myśli na raz, trząsłem się jak osika. Nie wiem jak długo to trwało, piętnaście sekund, czy trzy minuty. Po prostu nie wiem…

W końcu jednak się ruszyłem. Bardzo się starałem, naprawdę bardzo. W całej tej panice trudno mi było przywołać wiadomości uzyskane na lekcjach przysposobienia obronnego. Zwłaszcza, że te lekcje odbyły się trzydzieści lat wcześniej, a ja nie byłem zbyt pilnym słuchaczem obywatela kapitana rezerwy. Improwizowałem zatem.

Pierwsza pomoc prowadzona przeze mnie nie powiodła się wtedy. Choć lekarz pogotowia, który orzekł zgon, pocieszał mnie, że tamtego człowieka nie ocaliłby nawet wykwalifikowany ratownik medyczny, to jakaś ciemna myśl pozostała mi w głowie. Może jednak gdybym lepiej wiedział co robić, rzecz potoczyłaby się inaczej. Może…

Obiecałem sobie wtedy, że przy najbliższej okazji zapiszę się na kurs udzielania pierwszej pomocy. Długo nie wywiązywałem się z obietnicy, bo wciąż wydawało mi się, że są pilniejsze sprawy. W końcu jednak zebrałem się w sobie i teraz mogę napisać w samych superlatywach o dwóch Łukaszach z Total Medica prowadzących kurs, w którym wziąłem udział. Fantastyczni ratownicy! Ćwicząc z nimi naprawdę nabywa się nie tylko umiejętności, ale i pewności. No i pierwszy raz w życiu mogłem poćwiczyć resuscytację na różnych fantomach – niemowlęcym, młodzieńczym, męskim i kobiecym. I powiem Wam, że uciskanie klatki piersiowej dorosłego mężczyzny jest dość mocno fizycznie wyczerpujące, a konieczność ratowania niemowlaka w pierwszej chwili sprawia, że człowiek strasznie się boi, iż swoimi wielkimi łapskami zrobi krzywdę tej małej kruszynce. Defibrylator automatyczny, którego użycie też ćwiczyliśmy, uznaję zaś za jeden z najważniejszych wynalazków. Sądzę, że te urządzenia powinny być we wszystkich szkołach i instytucjach publicznych, centrach handlowych, dworcach etc. Sam też najchętniej bym je nabył, gdybym tylko groszem śmierdział.

Czego i Wam życzę!

pierwsza pomoc

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2019/05/10.

Komentarzy 31 to “Żeby się nie powtórzyło…”

  1. Tez mam certyfikat 🙂 uczestniczyłam w kursach od klasy 1technikum. Dobrze jest mieć tą wiedzę i wrazie konieczności komuś pomóc! To może uratować życie.

  2. Przy fantomie dorosłego faktycznie sporo wysiłku trzeba włożyć. Przy dziecięciecym, niemowlaka kobiece dłonie chyba łatwiej się odnajdują. Nas obowiązkowo przeszkolili w pracy. Warto było.

    • Dobry pracodawca się trafił, że zadbał o szkolenie.
      Różnicę w sile koniecznej do poprawnego uciśnięcia klatki piersiowej dorosłego mężczyzny i kobiety czułem bardzo wyraźnie. Po trzech-czterech minutach masowania chłopa już czułem zmęczenie, z babeczką szło łatwiej.

  3. Nie umiem. Nie potrafię się nauczyć.zapominam nr telefonu na pogotowie w podbramkowej sytuacji.
    Ale za to nie mdleję na widok krwi, nawet jestem w stanie trzymać za rękę podczas szycia…

    • Wklepać 999 do telefonu z opisem pogotowie i już 😉 Choć zdaje mi się, że w większości sieci są z automatu wpisywane do książek w telefonie wpisywane numery alarmowe. Mnie też krew nie straszna, pod warunkiem, że nie jest moja. Za to pewne wrażenie robi na mnie widok wystającej z ciała złamanej kości. Ta biel…

  4. Brawo. ja ćwiczyłam tę umiejętność zdając na prawko. I też dobrze mi szło, ale w realnym zdarzeniu nie brałam udziału. I serce pewnie też waliłoby mi jak Twoje.

  5. Byłam na takim kursie, choć przyznaję, że pewnie już wiele nie pamiętam. Jednak wiesz co…. nawet niewiele pamiętając robiłam kiedyś masaż serca pewnemu panu, który rozkasłała się tak bardzo (palacz), że zabrakło mu na chwilę tlenu. Wrócił! I powiem Ci, że tej radości nie da się opisać, mimo że to był obcy człowiek.

    • O matko, tak się rozkaszlał, że przestał oddychać?! Ostro… Grunt, że pomogłaś.

      • On zaczął kasłać dokładnie tak, jak mój tata kiedyś. Ja od razu pomyślałam sobie, że zabraknie mu powietrza, bo dokładnie to samo stało się kiedyś u nas. Tata upadł na podłogę i trzeba go było ratować. Po prostu powtórka sytuacji w dwóch różnych wydaniach. Tego pana reanimowałam w Burano, we Włoszech, więc jeszcze dochodziła bariera języka, wołania o pomoc, żeby wezwać karetkę. Mówię Ci, przeżyłam szok!

        • Domyślam się, co musiałaś czuć. Zwłaszcza w obcym otoczeniu. Zuch dziewczyna!

          • Ale to tylko potwierdza, że warto na taki kurs pójść. Jakoś nie straciłam zimnej krwi, a bez kursu mogłabym spanikować. Wiesz o czym nawet myślałam wtedy? Że mogę mu połamać żebra i że to nic! Bez kursu bałabym się go dotknąć.

          • Przed kursem też się bałem połamania mostka i żeber. Dopiero kiedy ratownik z uśmiechem skomentował: „No i co? Jeśli nie pracuje jego serce, to złamanie żeber na pewno nie pogorszy jego sytuacji, a może pomóc jeśli tylko dzięki temu serce ruszy…”

          • Właśnie!! I ta radość, że człowiek żyje – bezcenna.

          • O to-to!

  6. Brawo. Też kiedyś chciałam się zapisać, ale szkolenia w Warszawie były tylko „wysokopłatne”, a mnie nie było stać na nie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: