Dla szkoły falenickiej lub otwockiej

W naszej rodzinie, w kwestii spożywania dań (przeważnie ustami) są dwie szkoły, falenicka i otwocka. Jedną z nich, nie rozstrzygam którą, reprezentują żona i syn – lubią zjeść mięso. Prz czym żona bardziej niż syn. Ja zaś należę do tej drugiej szkoły, nie rozstrzygam której, i lubię raczej wszystko co z nabiału. Nie jestem jednak wegetarianinem i od czasu do czasu zjadam coś spoza szkolnych wytycznych, a to stek, a to rybkę, a to gulasz jakiś. W okresie wielkanocnym zwykle daję się namówić na białą kiełbasę i pieczony pasztet. A po wspomniane produkty jestem wysyłany do jedynego miejsca w Wejherowie, z którego pozyskane specjały smakują, co stwierdziliśmy aklamacyjnie, całej rodzinie!

Wiele sklepów w mieście już przetestowaliśmy i tylko ten jeden punkt handlowy dostarczył nam produktów, które odpowiadają nam smakowo. A najzabawniejsze jest to, że we wspomnianym punkcie możemy się zaopatrywać tylko w piątki, między 9.00 a 13.00. Jest to bowiem samochód dostawczy przystosowany do sprzedaży wędlin. Prócz walorów smakowych sprzedawanego asortymentu, zaletą mobilnego sklepiku jest jego personel pokładowy – zwykle jednoosobowy i męski. Przez dokonywanie dość systematycznych zakupów poznałem dwóch młodzieńców pracujących w owym kiełbasobusie. Obaj niezwykle sympatyczni, uczynni, uprzejmi, obrotni i kontaktowi. Zawsze sobie chwilkę z nimi gawędzę, jeśli tylko nie ma kolejki.

Tym razem kolejka była po horyzont! O Matko Bosko Ugandyjsko! Nie pamiętam już kiedy ostatnio stałem w tak wielokrotnie zakręconym ogonku. Ludzie się zlecieli chyba już w momencie parkowania pachnącego wędzonką wehikułu, a ja niestety byłem parę minut później. No i musiałem swoje odczekać. Gdy już nieco się zbliżyłem do wędliniarskiego pojazdu mogłem zrobić przy okazji pamiątkową fotografię. I z okazji skorzystałem, jak widać na obrazku załączonym niżej. Kiedy zaś przyszło mi kupować, to umówiłem się, że po świętach podrzucę odbitkę mojemu modelowi, z gracją pląsającemu między boczkiem, zylcem i kiełbasami. Sprawunki opłaciłem, spakowałem w plecak i na pożegnanie powinszowaliśmy sobie spokojnych świąt.

A potem w te pędy pognałem do domu, opędzając się przez większą część drogi od psów pańskich i bezpańskich, różnej maści i rasy, które koniecznie chciały poznać zawartość mojego aromatycznego plecaka. A śliniły się przy tym jak wściekłe. I jakoś się im nie dziwię, bo zapachy podziałały nawet na mnie, który jestem przecież zwolennikiem szkoły falenickiej. Albo otwockiej…

Czego i Wam życzę!

Personel pokładowy wędlinolotu w ferworze walki, przyłapany na zerknięciu w mój obiektyw.

Personel pokładowy wędlinolotu w ferworze walki, przyłapany na zerknięciu w mój obiektyw.

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2019/04/20.

Komentarzy 14 to “Dla szkoły falenickiej lub otwockiej”

  1. Zaburczało mi w brzuchu, bo ja mięsożerna jestem…

    • Powiem Ci, że kiedy owiały mnie zapachy z plecaka, to sam się ośliniłem, jak ścigające mnie psy 😉 Jutro na śniadanie będą pyszności, to pewne! A ja przecież za mięsem nie przepadam…

  2. A więc jadło i personel niczego sobie. Model nawet nie wie, że to o nim, kolegach i wędlinkach tak pysznie napisane. Smacznego Krzysztofie w święta i po.

    • Model wie, a jakże! Basiu i Tobie wszystkiego najsmaczniejszego 😉

      • Dziękuję, ja mam chrapkę tylko na żurek i ciasto. Pojem i mam nadzieję odpocząć, bo przemęczona jestem.

        • Odpoczywaj owocnie! A’propos ciasta – siekam własnie migdały, daktyle, figi, morele. Wypatroszyłem już wanilię. A wszystko do wielkanocnej paschy 😉

          • Ja ją kupiłam w ulubionej cukierence AN-KA.
            A patroszenie wanilii fajnie brzmi.

          • Mnie się jeszcze w żadnej cukierni ni kawiarni nie udało trafić na paschę równie dobrą jak nasza domowa. Najbliżej ideału byla ta zjedzona w „Arielu” na krakowskim Kazimierzu z piętnaście lat temu. Jednak kiedy po trzech latach wróciłem tam, pascha okazała się już nie być smaczną.

          • Nie wiem, czy ta An-Ka nie jest z Twoich stron. Ja każdego dnia przed świetami bardzo dużo pracowałam. dziś też od 10 do 18, nie miałam za wiele czasu na pieczenie, a jak już wolne było to zdecydowanie wolałam poświęcić na uczestnictwo w Triduum Paschalnym. Bez tego Wielkanoc dla mnie byłaby niepełna. Bardzo tego potrzebuję. Wczorajsze Misterium Krzyża było podniosłe a zarazem ciche. Dla mnie to pewnego rodzaju cud, kiedy jesteś już blisko, wystałeś w długiej kolejce i zostało Ci ze 20-30 kroków aby schylić się uklęknąć i ucałować krzyż. serce bije jak oszalałe, myśli ze skruchą kotłują się, a Ty boisz się że kiedy grzesznica dotknie ustami świętości piorun razi z nieba. W tym roku moje serce waliło wyjątkowo mocno. Chyba nie czuje się godna, a jednak pcham się przed oblicze. Och rozpisałam się a to o cieście. Zjem z apetytem nawet tę nie najlepszą. Dla mnie może być z cukierni. Jestem wdzięczna losowi, że mogę pozwolić kupić sobie ciasto i nie zamęczać się z całymi blachami, jak całe życie. Odpocznij i nabierz siły. Niech to będzie dobry czas dla Ciebie z bliskimi. Ściskam świątecznie.

          • No tak, jak człowiek zmęczony, to pieczenie mu nie w głowie. Mojemu synowi, jak spragniony słodyczy, to za ciasto robić może nawet kostka cukru posypana kakao 😉 U nas pieczenie ciasta to rodzinna zabawa, więc o męczarni mowy nie ma.

          • Fajny chłopak ten Twój syn. Lubię go za kostkę z kakao. Teraz maszeruję do kościoła ze świecą,. dziś poświęcenie ognia i wody. . Jutro na 6 rezurekcja, bieg nad morze i odpoczynek. Czeka na mnie nowy, świąteczne wydanie Polityki. Zrobię sobie ucztę: winogrona (dostałam dziś od zacnego profesora- poznanego na prawku, przyszedł specjalnie do salonu złożyć mi życzenia i wręczyć smakołyki, wie co lubię najbardziej) i dobra gazetka ( jest tam rozmowa z dominikaninem i bardzo interesującym socjologiem Andrzejem Friszke. Cieszę się na ten czas.

          • Fajnie, że po ciężkiej pracy czeka Cię teraz przyjemny i refleksyjny czas. Maszerując ze świecami przypadkiem jakiego Szweda albo Norwega nie spotkaj przystojnego, bo w głowie zawrócić może 😉 i czasu trochę skraść. Noo ale i tak spędzony czas byłby miły. U profesora Friszkego byłem na paru wykładach przed laty. Bardzo łebski gość. Ale historyk, nie socjolog 😉 Tak, czy owak – odpoczywaj, ciesz się Świętami, czytaj, rozmyślaj…

          • Dziękuję, tak zrobię. A Szwed żaden mi nie głowie. To musi być inny czas inny nastrój. Teraz nie przeszedłby za nic. Uważaj nie skalecz paluszków przy siekaniu. Do usłyszenia

          • Spokojnie, mam czarny pas w siekaniu bakalii 😉 Do poczytania!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: