Pierwszy anonimowy zając

Sezon kartek świątecznych uważam za otwarty.  Po pierwsze dlatego, że wydziergałem własnoręcznie ich spory stos, a dwie już nawet wysłałem. Że za wcześnie? Niekoniecznie, bo muszą dojść za granicę. Jedna do Oregonu, a druga do Niemiec. Sezon kartkowy już otwarty także dlatego, że wyjąłem właśnie ze skrzynki pierwszą adresowaną do mnie! Ze względu na zajęczość (zającowatość?) otrzymanej pocztówki zaliczam ją do korespondencji świątecznej.

Mam jednak przy tym pewną zagwozdkę – nie wiem kto jest nadawcą. A lubię wiedzieć takie rzeczy, choćby po to, by odwdzięczyć się korespondencją zwrotną, jak wymaga dobre wychowanie. Podpowiedzią ma być umieszczona na końcu tekstu, ładnie wypisanego kobiecą ręką, jeno literka „S”. Niestety, żadna ze znanych mi „S” kartki nie przysłała, wiem bo zadałem sobie trud porównania charakteru pisma…

Szukałem zatem innych wskazówek. Może stempel pocztowy? Okazał się tak nieczytelny, że nie dało się z pojedynczych liter ułożyć nazwy miejscowości. Widać kiepski ze mnie detektyw. Zastanawiający był jeszcze mój adres na kopercie – niepełny! Brakowało na nim oznaczenia klatki schodowej i numeru mieszkania. To, że korespondencja w ogóle do mnie dotarła, przy takim zaadresowaniu zawdzięczam jedynie temu, że listonosz zna mnie baaaardzo dobrze. Jestem bowiem jednym z nielicznych mieszkańców osiedla, do którego wciąż przychodzą klasyczne papierzane listy i sporo pocztówek. Takich ludzi listonosz pamięta. Pozostaje pytanie, dlaczego nadawczyni nie wpisał całego adresu? Ano dlatego, że go nie znał! Przypuszczam, że któraś z czytelniczek mojego dzienniczka wyszukała mnie w internetach i stamtąd przepisała niepełny adres, który w takiej właśnie formie podałem w kilku miejscach.

Niezmiernie mi miło, że komukolwiek chciało się wykonać trochę pracy by zdobyć mój adres, kupić pocztówkę (ładną, brytyjską), wypełnić ją inteligentną treścią, zainwestować w znaczek i udać się na pocztę. Bardzo, bardzo dziękuję! Chciałbym jednak się odwdzięczyć i dlatego upraszam o przesłanie mejlem (hisks maupa wp.pl) adresu pocztowego, na który mógłbym posłać swoje papierowe wyrazy wdzięczności.

A resztę czytelników mojego dzienniczkowego wpisu zachęcam do zastanowienia się, czy nie chcą sprawić przyjemności komuś ze swoich bliskich lub znajomych, wysyłając mu własnoręcznie wypisaną (kto wie, a może nawet i zrobioną) kartkę pocztową.

To naprawdę miłe – zapewniam!

kartka zając001

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2019/04/03.

Komentarze 24 to “Pierwszy anonimowy zając”

  1. Jak na moje oko wszystko się zgadza. S jak szarak- odmiana zająca.
    Zające wielkanocne są roztargnione. Przynajmniej te, które przychodzą do mnie. Zostawiają drobiazgi, gdzie popadnie!
    Ale czy Szarak może być kobietą?

  2. SPRYTNY SZARAK
    „Udało mu się razy kilka

    zrobić na szaro nawet wilka.” j.gross

  3. Zajączek z tej bajki był uroczy 🙂

  4. Ty to się z tą korespondencją masz. A to znaczki drożeją, a to w różnym czasie listy dochodzą i jeszcze ten nieznajomy szarak S

  5. Na pewno znacznie przyjemnie i o wiele bardziej satysfakcjonujące jest zrobienie własnoręczne i wysłanie w wersji papierowej.
    Nadal podziwiam, że to robisz, bo w Wielkanocne święta to już nikt mnie nie zmusi do wysyłki kart. Smsy wyślę na pewno:)
    I zadzwonię do tych, którym chcę osobiście.

    • Dla mnie Wielkanoc jest równie dobrym pretekstem do kartkowania, jak Boże Narodzenie, urodziny kogoniebądź i urlopowy wyjazd do sąsiedniej wsi. Mnie niestety smsy zwykle nie poruszają, ale to pewnie przez nadawców, którzy mi je ślą, nie wkładają za wiele trudu ni inwencji w to co w nich wypisują. MMSów w ogóle nie odbieram, bo mam prastary telefon, który nie obsługuje takich zaawansowanych formatów 😉

      • I bardzo dobrze! Dzięki Bogu, jeszcze ten gatunek ludzi nie wymarł:))
        U mnie z pisaniem ręcznym jest naprawdę coraz gorzej. Dzisiaj szef zaczął mi coś dyktować i notowałam odręcznie. Nie nadążyłam. Jak przeskoczyłam szybciutko na klawiaturę, to w zasadzie pisałam równo z jego mówieniem:-))
        A że do cierpliwych osób nie należę, więc jednak wolę pisać na klawiaturze niż czekać na swój własny ruch długopisem, bo jednak staram się precyzyjnie, żeby potem odczytać:)

        • U mnie z ręcznym pisaniem zawsze było kiepsko. Przez wszystkie etapy edukacji wysłuchiwałem, że bazgrzę jak kura pazurem, albo, że mam „aptekarski” charakter pisma. Ale co mi tam, nie przejąłem się specjalnie. Pisanie ręczne, zwłaszcza piórem po prostu sprawia mi przyjemność, jakąś taką sensualną 😉

  6. A co do kartki, to masz może po prostu anonimową sympatię:)

  7. […] Wielkanocny sezon kartkowy zainaugurowała mi w tym roku salmiaki. Nie myślałem, że kiedykowiek któraś/yś z blogowych znajomych zechce włożyć trud w wyszukanie mojego adresy pocztowego, po to, by przysłać mi kartkę własnoręcznie zapisaną życzliwymi słowami. A ona to zrobiła – dziękuję! Wspominałem już o tej kartce tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2019/04/03/pierwszy-anonimowy-zajac/ […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: