Opóźnienie…

Bardzo irytujący jest dworcowy komunikat płynący  ze trzeszczących megafonów, anonsujący raz po raz zwiększenie opóźnienia pociągu, który ma mnie powieźć w przestrzeń zewnętrzną. Ileż to razy go wysłuchiwałem?! Złościł zwłaszcza jeśli miałem się gdzieś stawić w zadanym terminie, o zadanej godzinie. Długoletnie doświadczenia życiowe sprawiły, że wypracowałem metodę radzenia sobie z tym problemem. Po prostu – jadę dzień wcześniej. Wiem, wiem, nie każdy tak może. Ja staram się by tak móc.

Tym razem się nie udało. Koniec marca tuż-tuż, więc już wiem, że raczej nie dotrzymam marcowego terminu oddania wydawcy materiału. Drugiego już terminu nie dotrzymam, bo pierwszy minął w styczniu. A najgorsze jest to, że nie mogę mu uczciwie powiedzieć kiedy skończę pisanie. Niby ciągle coś tam bazgrzę, ale kiedy po dwóch tygodniach zaglądam do kajetu, to nie jestem zadowolony z tego co napisałem… Wieczorem do niego zadzwonię i tak właśnie mu powiem. Żeby wiedział na czym stoi.

Szczęśliwie, układ z wydawcą jest raczej luźny, więc nie naciska, nie dzwoni, ludzi nie nasyła. Raczej kibicuje życzliwie z daleka. Po sądach ciągać mnie nie będzie, nawet jeśli rzecz by się rozlazła i do jej finalizacji by nie doszło. Zwłaszcza, że nie spodziewa się zarobić kokosów na poezji.

Właściwie to raczej mnie powinno zależeć na jak najszybszym skończeniu pracy i puszczeniu w świat książki. No i trochę mi zależy. Nie mogę jednak sobie poradzić z brakującymi dziesięcioma, czy jedenastoma wierszami. Utknąłem. Może to przez zmartwienie chorobą kota, a może przez wiosenną pluchę i ogólną szarugę, którą widuję stanowczo zbyt blisko swojego okna na świat.

Domniemuję, z doświadczenia, co mogłoby pomóc. Podróż, taka bezcelowa. Dotychczas zwykle się sprawdzała. Niestety, skrzecząca rzeczywistość sprawia, że w najbliższym czasie jedyne podróże w jakie mogę się udać nie będą trwały dłużej niż godzinę.

Opóźnienie się zwiększy. Przepraszam za utrudnienia – taki będę miał wieczorem komunikat dla wydawcy.

W Światowym Dniu Poezji…

Życzę sobie przyjemnej podróży.

"Myśliciel" z dziedzińca niedożałowanego berlińskiego Tachelesu, funkcjonującego przez dziesięciolecia przy Oraniebnurger Strasse. Byłem tam częstym gościem od lat 90. XX w.

„Myśliciel” z dziedzińca niedożałowanego berlińskiego Tachelesu, funkcjonującego przez dwa dziesięciolecia przy Oraniebnurger Strasse. Byłem tam częstym gościem od lat 90. XX w.

 

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2019/03/21.

Komentarzy 19 to “Opóźnienie…”

  1. Pewno znasz to zjawisko, skoro zajmujesz się pisaniem. Ja to zauważyłem, gdy musiałem napisać książkę w ramach zaliczenia II roku studiów doktoranckich. Nie ma sensu zmuszać się do pisania, gdy to nie idzie. Ale jak uda się zgrać trzy czynniki (biorytm dobowy, t.zw. „wena”, i jakiś bodziec zewnętrzny) to wtedy „para w ruch”. 😉
    Mnie, niestety, najlepiej pracuje się między 4 a 7 rano i ok. 14-16.
    Życzę powodzenia.

    • Prawdę piszesz, zgrywanie czynników jest kluczowe. Bywa jednak trudne 😉 Ja zasadniczo mogę pisać o każdej porze doby, nie mam specjalnych preferencji. By jednak to pisanie miało jakiś sens muszę mieć „wolną” głowę. Przynajmniej w przypadku poezji i prozy. Teksty fachowe przychodzą łatwiej, termin oddania jest tu wystarczająco mobilizujący, by skończyć pisanie.

  2. Wszystkiego najlepszego z okazji Światowego Dnia Poezji!
    Dzisiaj należy świętować, miast mnożyć instytucje generujące opóźnienia… Jak nie PP, to PKP 🙂
    A poezja jest we wszystkim… I w znaczkach i w torach… I w wiśnie, choć ten temat wydaje się już wyczerpany…
    Jeszcze raz- wszystkiego dobrego!!!

    • Dziękuję i nawzajem!

      • Ja świętowałam z Karolem 🙂

        • Ja zaś z Bebą, Muchą, Brockenem, Portkiem i Bamboszem 😉

          • Czy Brocken to kot, który zobaczył swój cień?

          • Brocken, to kot, który w pierwszym okresie swojego żywota nosił na fizys pewien rys ponurości charakterystyczny dla szczytu o tej nazwie. Może być, że przez to, iż ujrzał swój cień o parę razy za wiele.

          • Trzykrotne objawienie powinno dać mu więcej, niż siedem żyć… Farciarz.

          • No ja nie wiem, czy taki znowu farciarz. Ja, musząc przez całe życie jeść kocią karmę, nawet jeśli zmieniają się jej nazwy na puszkach i workach, stanowczo wolałbym poprzestać na jednym żywocie. I upraszałbym kociego boga o raczej krótki jego przebieg.

  3. Zapowiada się wesoło 😉

  4. Tak jest z weną, zatnie się i koniec, ni ma. Trzeba odczekać, uspokoić zmysły i wtedy przeleje się na papier cała proza życia. W poezję:-)
    A jak dzisiaj kociak?

  5. A pisz sobie w swoim tempie i ku swojej radości. Nic na siłę i dla świata na czas. Ciesz się kotkiem wracającym do zdrowia, bo teraz będzie tylko lepiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: