Swojak

Dostałem niedawno list elektroniczny od pracownika miejskiej biblioteki, w którym zapytywał, czy może przekazać mój numer telefonu jakiemuś starszemu Panu szukającemu kontaktu ze mną. Dopytałem, skąd ów Pan wie w ogóle o moim istnieniu. Wyszło, że dowiedział się o mnie po lekturze fragmentów tekstów nagrodzonych w konkursie „Powiew Weny”, a zapoznał się z nimi w miejskim biuletynie informacyjnym. Zgodę wyraziłem, bo ciekaw byłem o cóż może chodzić.

Ze dwa tygodnie później zainteresowany zadzwonił, przedstawił się i wyjaśnił co skłoniło go do szukania kontaktu ze mną. Zaintrygowało go użycie w moim opowiadaniu nazwy Konotop i chciał wiedzieć, czy mam jakieś związki z tą miejscowością. W rozmowie telefonicznej szybko okazało się, że jesteśmy swojakami. On jedną trzecią swojego życia spędził w Lubuskiem, ja zaś prawie połowę. Spotkanie było nieuniknione.

Umówiliśmy się w kawiarni Insula na ulicy Świętego Jacka. Nie byłem w tym miejscu ze trzy lata, a z ostatniego pobytu zapamiętałem dość przytulną atmosferę starej rupieciarni i książki poustawiane na  parapetach i półkach. Jako, że przyszedłem dobry kwadransik przed moim krajaninem, to miałem okazję rozejrzeć się po lokalu na spokojnie. Nadal jest tam dość przytulnie, ale… Kurzu jest stanowczo za dużo. Wiadomo książki… Prawdziwe rozczarowanie przyszło kiedy kelner przyniósł menu. Wydrukowane na grubym, ozdobnym papierze écru, było brudne i wymięte, jego stronice miało pozaginane rogi. Z jednej strony może to świadczyć o niechlujności obsługi/właścicieli. Z drugiej jednak o niebywałej popularności lokalu, w którym, w obliczu permanentnego natłoku gości, nie nadąża się z wymianą karty na świeższą. Zamówiłem czarną kawę wzmocnioną dodatkowym espresso, a do niej kawałek paschy. Kończąc opis swojego rozczarowania kawiarnią napiszę, że kawa była słaba, a nawet bardzo słaba i dostałem ją w wyszczerbionej filiżance. Ciasto zaś było paschą tylko z nazwy. Ani smakiem, ani składnikami nie przypominało mojego ulubionego deseru. Rachunek był dość wysoki. Na plus lokalu mogę policzyć miłego kelnera i kameralną atmosferę miejsca.

Mój rozmówca telefoniczny pojawił się dokładnie o umówionej godzinie. Wszedł do kawiarni dziarskim krokiem i mocno uścisnął mi dłoń na powitanie. Zdjął kurtkę i szybko zaproponował przejście na „ty”. Po chwili rozmowy wiedziałem już, że Mieczysław Wojecki ma siedemdziesiąt lat, na które absolutnie nie wygląda, jest doktorem geografii, pasjonatem turystyki rowerowej i miłośnikiem Grecji. Przez ponad dwadzieścia lat był nauczycielem i wykładowcą całkiem niedaleko od mojej rodzinnej wsi. Mieszkał też w Zielonej Górze w czasie kiedy ja kończyłem tam szkołę średnią. Pewnie nie jeden raz mijaliśmy się na ulicach tego miasta lub w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej, w której obaj byliśmy częstymi gośćmi.

Mieliśmy o czym rozmawiać, więc bez znużenia przegadaliśmy prawie trzy godziny. Obgadaliśmy wspólnych znajomych, których mieliśmy zaskakująco wielu, powspominaliśmy piękne lubuskie miejscówki, zabytki, lasy, wymieniliśmy się uwagami o plusach i minusach naszej nowej małej ojczyzny. Cieszę się żeśmy się poznali!

Okładka i dwunasta strona "Nowin", dzięki którym zaczęła się moja znajomość z dr. Mieczysławem Wojeckim. Na czerwono zaznaczyłem zdania z fragmentu mojego opowiadania, które pchnęły Mieczysława do szukania kontaktu ze mną.

Okładka i dwunasta strona „Nowin”, dzięki którym zaczęła się moja znajomość z Mieczysławem Wojeckim. Na czerwono zaznaczyłem zdania z fragmentu mojego opowiadania, które pchnęły Mieczysława do szukania kontaktu ze mną.

Pamiątkowa fotografia na koniec naszego spotkania. Zdjęcie wykonano aparatem Mamiya 6 MF przez obiektyw Mamiya G 50/4 L, na filmie FOTON NB 04 120 PF (przeterminowanym od 1986 r.). Wywołano w wywoływaczu Fomadon R09 rozcieńczonym w proporcji 1+100. Temperatura wywoływacza 18 stopni, czas wywoływania 60 minut. Agitacja: przez pierwszą minutę wywoływania ciągła, a następnie cztery obroty koreksu po 30 minutach wywoływania. Klatkę filmu zeskanowano na Epsonie V700 Photo.

Pamiątkowa fotografia dr. Mieczysława Wojeckiego na koniec naszego spotkania. Zdjęcie wykonałem aparatem Mamiya 6 MF przez obiektyw Mamiya G 50/4 L, na filmie FOTON NB 04 120 PF (przeterminowanym od 1986 r.). Wywołano w wywoływaczu Fomadon R09 rozcieńczonym w proporcji 1+100. Temperatura wywoływacza 18 stopni, czas wywoływania 60 minut. Agitacja: przez pierwszą minutę wywoływania ciągła, a następnie cztery obroty koreksu po 30 minutach wywoływania. Klatkę filmu zeskanowano na Epsonie V700 Photo.

~ - autor: bfcb w dniu 2019/02/16.

Komentarzy 11 to “Swojak”

  1. Miłe spotkać Ziomka i mieć co wspominać, ludzi, miejsca..

  2. A mnie zawsze zastanawiają, a raczej wzrusza efekt domina. Ktoś gdzieś przez przypadek, a potem fajna znajomość lub przyjaźń, albo bieg dalszych nietypowych wydarzeń:) Uwielbiam koincydencje wszelkiego rodzaju.

    • No to jesteśmy w tym samym klubie 😉

      • Jedną z ciekawszych historii było moje spotkanie z pewną blogerką, która kiedyś wrzuciła swoje zdjęcie, siedziała tyłem na jakiejś ławeczce w Nałęczowie. Jest przewodnikiem. Kilka lat później byłam na spotkaniu historyka, który opowiadał o wykopaliskach Lublina. Spojrzałam na kobietę, włosy jak tamte na zdjęciu. No mogłabym przysiąc, że ona:) Napisałam mejla i dzisiaj jesteśmy już po kilku wspólnie wypitych kawach. Super babka, ogromna wiedza. Ciekawy człowiek. I ciekawa znajomość:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: