Drugie życie

Przez pierwsze pięćdziesiąt lat XX wieku lokalni niemieccy wydawcy wypuścili około siedemdziesięciu widokówek ukazujących Kontopp. To taka spora miejscowość niedaleko Zielonej Góry. Spora, ale jednak wieś. Wieś, a dorobiła się tylu pocztówek! Niektóre z nich odkryłem kiedy się tam wychowywałem.

Kiedym spędzał tam dzieciństwo wieś nazywała się już Konotopem, a było to w drugiej połowie XX wieku. Do gospodarstwa zajętego przez mojego dziadka w 1945 roku należał duży dom mieszkalny i drugi, mniejszy, z którego dziadek zrobił sobie warsztat i magazyn. Budynek nazywaliśmy „fryzjernią”. Długo nie wiedziałem dlaczego. Rzecz wyjaśniła się kiedy, gdzieś w połowie podstawówki, zacząłem się uczyć języka niemieckiego i wreszcie odczytałem walający się na podwórku duży emaliowany szyld. Wynikało z niego, że nasza „fryzjernia” była przed wojną salonem fryzjerskim należącym do mistrza Kurta Demutha.

W domu mistrza fryzjerskiego znalazłem sporo niemieckich pocztówek. Pamiętam, że dziwiłem się czemu nie są wypisane, no i po co komuś było tyle pocztówek własnej miejscowości? Wiele lat później dowiedziałem się, że Pan Demuth nie tylko golił brody i strzygł włosy. W wolnych chwilach fotografował swoją wieś i miejscowości okoliczne, a ze zdjęć drukował widokówki. Był zatem wydawcą!

Byłem zbyt młody by docenić wagę swoich dziecięcych znalezisk, przez co do dziś przechowałem ich bardzo niewiele. Z czasem jednak zacząłem dokupować pocztówki z Kontoppem, pojawiające się, choć z rzadka, na aukcjach i w antykwariatach. W ten sposób odkryłem, że pocztówki z moją rodzinną wsią drukowało kilku wydawców. Chętnie oglądam wieczorami te obrazki z przeszłości. Wiele z nich ukazuje budynki, które wciąż istnieją, choć w stanie mocno zaniedbanym. Są też takie, które już nie istnieją, choć stały jeszcze, gdy byłem dzieckiem.

Z każdym z miejsc uwiecznionych na widokówkach mam jakieś wspomnienia. Nie wszystkie z nich są miłe, ale niewątpliwie towarzyszą im emocje. Pewnie dlatego tak lubię je oglądać. Czasem przyłapuje mnie na tym żona. Zwykle czochra mnie wtedy po czuprynie i z lekkim uśmiechem pyta retorycznie – znów podróżujesz w czasie? Podróżuję…

Właśnie żona w końcu namówiła mnie by dać choćby niektórym z tych widokówek drugie papierowe życie. Zrobiłem z nich kalendarz. Dwanaście kart formatu A4 – po jednej pocztówce na każdy miesiąc. I jeszcze okładka z ich sepiowymi wersjami. Nakład malutki – 50 egzemplarzy. Nooo ale kogo jeszcze, prócz mnie, obchodzą jakieś stare pocztówki?

Chyba jednak kogoś obchodzą, bo większa część nakładu się już sprzedała, zostało kilka sztuk. Są jeszcze jacyś chętni na kalendarz ze starymi niemieckimi pocztówkami?

 

kalendarz1b

kalendarz23a

kalendarz45a

kalendarz67a

kalendarz89a

kalendarz1011a

kalendarz1213a

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2018/12/02.

Komentarzy 16 to “Drugie życie”

  1. Piękny ukłon w stronę własnej miejscowości. Wyjątkowy kalendarz dla wyjątkowej społeczności. Doskonała pamiątka.
    Serdecznie pozdrawiam

    • Dzięki za ciepłe słowo. Ukłon jest w stronę odległej przeszłości i trochę też własnej młodości. Duża część budynków z niemieckich pocztówek jest dziś w opłakanym stanie, niektóre wręcz w ruinie. Za sprawą mieszkańców mojej rodzinnej wsi…

  2. Wspaniały pomysł!!! Ja mam takie pocztówki z lubelskimi okolicznymi dworkami. Niemal jak ryciny, myślałam kiedyś, żeby je oprawić w ramki i ozdobić nimi jedną ze ścian, ale Twój pomysł też jest fajny. A właściwie pomysł Twojej żony,:-)

    • Tak, żona ma świetne pomysły. I to mnóstwo. I jest chyba najważniejszym generatorem wielu podejmowanych przeze mnie działań. A może nawet większości…

      • My żony tak mamy! Czasem generujemy aktywność, a czasem problemy:-) A z Twoich przemycanych tu informacji wychodzi, że Twoja zona to super babeczka! Pozdrów ją serdecznie 🙂

        • Pozdrowię i dziękuję. Trafiła mi się najlepsza na świecie. Ale co się naszukałem, to moje…

          • A widzisz, znaczy że warto czekać i szukać !:-)

          • Pewnie, że szukać warto, ale mam wrażenie, że jej to niespecjalnie szukałem, jakoś tak sama z siebie się pojawiła. W najlepszym czasie i miejscu…

          • Może to Ona Ciebie znalazła:)))

          • To musiało być przeznaczenie 😉 Bo ona to też specjalnie nie szukała 😉 Siedzenie w bibliotekach czyni cuda 😉

          • Czasem wspólne zainteresowania zbliżają, ale czasem odrębności. I to jest właśnie ta niewiadoma:)

          • Tu nie wiem co zadziałało. Grunt, że skutecznie 😉

  3. Lubię stare pocztówki, ale mam ich tak dużo, że się zastanawiam, co z nimi zrobić. Ostatnio opanowało mnie pragnienie oczyszczenia domu z drobiazgów i odzyskania w ten sposób przestrzeni, którą od wielu lat okupują. Drę i wyrzucam zdjęcia, które umieściłam w wydrukowanych albumach fotograficznych. Oczywiście wyrzucam tylko fotki bez wartości historycznej. A pocztówki takie nie są… Kiedyś myślałam, że zostawię dzieciom. Ale oni są zupełnie zcybernetyzowani i jak umrę wypirzą wszystko na śmietnik… A szkoda.

    • No tak, mam podobne dylematy. Brak przestrzeni przytłacza mnie nieco, ale do wywalania zdjęć jeszcze nie dojrzałem. Na pierwszy ogień (nomen omen) pójdą pewnie książki, te o których przeczuwam, że już nie zaglądnę. Ale może jeszcze nie w tym roku. Kartki i listy zostają w domu bezwzględnie. Jak już za moje truchło zabiorą się studenci medycyny wtedy niech sobie syn wywala wszystko co tam chce, choć oczywiście teraz, na myśl o tym odczuwam pewną przykrość…

  4. Kalendarz super. Właśnie pomyślałam, że te pocztówki zeskanuję może i zrobię z nich fotoalbum?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: