Trójka

Najpierw dowiedziałem się o śmierci Profesora Wyrozumskiego. Tak, miał swoje lata, więc nie był to wielki szok, raczej żal, że odszedł jeszcze jeden człowiek, którego książki mam na półce, na którego wykładach byłem parę razy, z którym miałem okazję porozmawiać. O historii rozmawialiśmy, a jakże! Ale takiej bardziej osobistej. Konfrontowaliśmy przez dobre dwa kwadranse kresowe wspomnienia Pana Profesora i te, które przekazała mi moja babcia. Na zawsze zostanie mi w głowie jego głos pełen pasji i zmrużone oczy, jakby w wyobraźni wracał do rodzinnej Trembowli.

Dzień później dowiedziałem się o śmierci Dariusza Dekańskiego. U schyłku lat 80. chodziłem na prowadzone przez niego ćwiczenia z historii polskiego średniowiecza. Lubił żartować i nie wyzłośliwiał się specjalnie, nawet na tych mniej pracowitych studentach. Parę lat później nasze „cele” w hotelu asystenckim dzieliło jedno piętro. Często się spotykaliśmy przy hotelowej portierni. Prawda, sporo chorował, ale przecież młody był, starszy ode mnie o jakieś osiem lat. Zaledwie…

Dzień później zadzwonił do mnie przyjaciel z informację, że na fejsach pojawiła się notka o śmierci naszego wspólnego kumpla z akademika. Tu już byłem zaskoczony. Bardziej niżbym chciał… Siekiera, jak mówili na niego wszyscy z wrzeszczańskiego domu studenckiego „Chemicus”, był naszym równolatkiem. No i był mi bliski. Zawsze mieliśmy o czym rozmawiać. Studiował geografię, ale pasje miał zdecydowanie szersze, i w dodatku mocno pokrywające się z moimi – tatrzańskie wędrówki, muzyka, elektronika (w sensie technicznym i użytkowym – często używał lutownicy i zawsze miał w pudełeczkach potrzebne tranzystory i diody), fotografia, humor montypythonowski, astronomia, i Bóg wie co jeszcze. W pokoju, który zajmował (razem z Jolą, przyszłą żoną), mieścił się studencki radiowęzeł, który stale okupowaliśmy prowadząc nie kończące się nocne Polaków rozmowy. Sporo czasu spędziliśmy razem w akademickiej ciemni fotograficznej wdychając opary wywoływaczy i eksperymentując z pseudosolaryzacją. No i nie żyje Sławek, to znaczy Siekiera, bo po imieniu to mówiła do niego chyba tylko Jola. Jego zabił tętniak.

A nas? Co zabije nas? I kiedy?

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2018/11/14.

Komentarzy 12 to “Trójka”

  1. życie nas zabije… jak to już inna sprawa 😉

  2. Mnie zabije przygoda😜chociaż może jednak nie🙏 a żyć trzeba tak jakby każdy dzień miał być ostatnim… 😉Wiesz ze kiedyś miałam własną ciemnie… Dawno ale prawda 💪
    Pozdrawiam serdecznie i dobranoc.

    • Ech gdybym wiedział, że ten czy tamten dzień będzie ostatni, to… narobiłbym głupstw. O taaak, narobiłbym. I wiem, że żałowałbym, gdyby się jednak okazało, że ten, czy tamten dzień jednak nie był ostatnim 😉

      Ciemnia to wspaniałe miejsce, do pracy, odpoczynku i… zabawy 😉 Lubię w niej siedzieć. Bywa, że do świtu.

  3. Powoli wchodzisz w wiek takich nagłych pożegnań. Ja już tak mam od kilku lat. Niestety, nie poprawi się chyba…. 😔

    • Niby to wiem, ale wciąż bywam zaskoczony…

      • Śmierć to prawie zawsze zaskoczenie, zwłaszcza gdy umiera równolatek lub ktoś młodszy. Ja nigdy nie mogłam się pogodzić ze śmiercią dzieci. Nasza rodzina to przeżyła i choć minęło wiele lat nadal nie jesteśmy z tym pogodzeni.

        • No tak… dzieci. Zdaje się, że nawet religijne motywacje kiepsko się sprawdzają w przynoszeniu ulgi w takich razach.

          • Nigdy do mnie nie przemawiały religijne uzasadnienia, bo wskazywały y na to, że Bóg jest małostkowym samolubem, który lubi się bawić ludźmi jak marionetkami. Obojętne czy wierzę czy nie, taka wizja Siły Najwyższej mi nie pasi…

          • Najczęstsze religijne tłumaczenie jakie podsłuchuję tu i ówdzie jest takie, że mamy za małe rozumki by pojąć znakomite plany istoty wyższej, która (już ty się nie martw) wszystko przemyślała i nie dość, że wie co robi, to jeszcze robi to po to by nam było cacy. A ci zabierani z łez padołu, to mają super, bo trafiają w ekstra miejsce, więc nic, tylko im i ich bliskim zazdrościć…

          • Ciekawe, że ci, którzy ten makaron nawijają innym na uszy, zazwyczaj sami się do tych zaświatowych rarytasów wcale nie spieszą. Choć sama czasem mówię: dobrze, że babcia dzisiejszych czasów nie dożyła. Wiekowa była i odeszła z nadzieją w sercu, że niby idzie ku dobremu. A dziś? Przy brunatnych marszach po Warszawie? Ona by się złamała… Więc może lepiej dla niej, że odeszła. Ale Boga bym do tego nie mieszała.

          • Widać część ludności potrzebuje jakichś uzasadnień dla bardziej lub mniej naturalnych procesów znikania… Moja babcia też by się pewnie w grobie przewracała na wieść o tym co się obecnie wyprawia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: