Kawaleria przybyła

Przez lata był spokój, a coroczne wizyty prewencyjne nie dawały powodów do obaw. Aż tu nagle okazało się, że czeka mnie batalia o uzębienie. Wróg zakradł mi się do organizmu podstępnie, cicho, niespodziewanie, bezobjawowo. Niemiłe zaskoczenie na wieść, że kampania będzie długa, zacięta i kosztowna…

Nie przepadam za stanem bezbronności, w którym znajduję się na dentystycznym fotelu – unieruchomiony wkręconymi w zęby formówkami i sparaliżowany strachem. Nie lubię tego charakterystycznego dźwięku towarzyszącego delikatnego postukiwania metalowych narzędzi o szkliwo. Choć zdaję sobie sprawę ze zbawiennego działania znieczulenia nasiękowego lidokainą, to świadomość ta nie zmniejsza znacząco mojej niechęci do poddawania się zabiegom stomatologicznym. Noo ale wiadomo – mus, to mus. Wiedząc co mnie czeka, do przychodni wchodziłem ciut spłoszony.

Spory tłumek ludzi mimo, że to poranek, mimo umawiania na określone godziny. W przychodni panuje atmosfera poddenerwowania, unosi się w powietrzu napięcie, może obawy. Zdaje się, że udziela się wszystkim. Inaczej niż przed innymi znanymi mi gabinetami lekarskimi – cisza – nikt nie rozmawia, nie rozwodzi się o swojej historii chorobowej. Myślę, że ten nastrój może się udzielać nawet tym, którzy lubią chodzić do dentysty.

Z niespodziewaną odsieczą mojemu podupadającemu morale przyszedł aromat… Czekając na swoją kolej wejścia do gabinetu, nagle poczułem tak dobrze znaną i lubianą woń. Sączyła się przez lekko uchylone drzwi jednego z pokoi, a wraz z nią sączyło się z wnętrza przytłumione czerwone światło. Ciemnia fotograficzna. Rentgenowska, ale ciemnia!

Któryś z niezbadanych mechanizmów psychofizjologicznych sprawił, że coś zaiskrzyło między moimi neurytami i dendrytami. Wystarczyło kilka głębszych wdechów oparów metolu. Umysł mi się uspokoił, a na fotel siadałem prawie uśmiechnięty.

Parafrazując mistrza mogę z pełnym przekonaniem napisać: najbardziej lubię zapach wywoływacza o świcie. Tak pachnie zwycięstwo!

Przedwojenna reklama wiadomo czego. Wywoływacz rządzi!

Przedwojenna reklama wiadomo czego. Wywoływacz rządzi!

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2018/10/02.

Komentarzy 6 to “Kawaleria przybyła”

  1. Ja tam wolę zapach pnącego groszku:) Ale ludzie mają różne dziwactwa.
    Co to tam nie pachniało – nie ważne, ważne że Cię znieczuliło mentalnie.

  2. Ja dentystów uwielbiam, ale jedynie na ulicy. I niech tak zostanie.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: