W piekle

Pracujący po kilkanaście godzin dziennie syn poprosił byśmy wpadli do niego na chwilę, zabrali brudne ciuchy i ręczniki do prania, a przywieźli nowe. Pojechaliśmy.

Nie wiedziałem, że piekło może być tak blisko – 40 minut jazdy autem, w Jastrzębiej Górze i okolicach. Nie wiedziałem, bo przez całe życie udawało mi się unikać odwiedzin w takich miejscach w sezonie urlopowym. W warstwie teoretycznej oczywiście zdawałem sobie sprawę, jak to wszystko może wyglądać. Ale, powiadam wam, teoria to jedno, a praktykowanie podnosi wiedzę uzyskaną teoretycznie do trzeciej (najmniej) potęgi.

Pierwsze co uderzyło nas w oczy, to szpetota. Kilometry chodników zabudowane szpalerami tandetnych bud sprzedających jeszcze bardziej tandetne zabawki i „pamiątki”. O mało nam oczy nie pękły od patrzenia na tę brzydotę.

Kiedyśmy opuścili auto, nasze uszy zostały zaatakowane kakofonią. Każda z bud ma swoje głośniki, które emitują hałas. Teoretycznie ma to być muzyka, ale raz, że jej jakość (wiem, wiem, o gustach nie należy dyskutować) była odbiciem oferowanego asortymentu, a dwa, że bliskość tych ” punktów handlowych i gastronomicznych” sprawiała, że dźwięki mieszały się ze sobą. Powstawał najprawdziwszy kociokwik. Na to wszystko nakładały się nieustanne nawoływania kolonijnych wychowawczyń, wrzaski niezadowolonych oraz szczęśliwych dzieci, „łacina” bez skrępowania i na głos serwowana na ulicach przez przechodniów, megafonowy marketing lokalnych „atrakcji”.

Zapachy – nie wiem, czy nie gorsze od amalgamatu dźwiękowego. Dominują wszystkie możliwe wonie potu, łącznie z tym najgorszym – kwaśną mieszaniną smrodu przetrawionego, wczorajszego alkoholu, papierosów i długo niemytego ciała. Sprawę pogarszają jeszcze nieudane próby przykrycia tego tła rozmaitymi oldspajsami i podróbkami „Angela”. Do tego, jakby zawieszona w powietrzu, wszechobecna frytura. Chodząc ulicami ma się wrażenie poruszania w tym nieświeżym tłuszczu. Przypalone gofry, popkorn, wata cukrowa, bób, kukurydza, lody i Bóg wie co jeszcze przekazało tu morskiemu (teoretycznie) powietrzu swoje wyziewy.

Ścisk, tłok, nieustanne potrącanie się łokciami, przepychanie, ocieranie.

Spędziliśmy tam godzinę i nie wyobrażam sobie bym wytrwał dużo dłużej. Bez żartów – wolałbym całe wakacje spędzić w swojej piwnicy niż jeden dzień w tym piekle.

Że jeszcze żaden radny nie przyczepił się do numeracji autobusów przejeżdżających przez Jastrzębią Górę, to chyba cud (sic!) najprawdziwszy.

Do tego piekła można, jak widać, dojechać także autobusem o stosownym numerze. Że jeszcze żaden radny nie przyczepił się do numeracji autobusów przejeżdżających przez Jastrzębią Górę, to chyba cud (sic!) najprawdziwszy.

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2018/07/28.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: