Po cichu

 

Tydzień temu minęła czwarta rocznica śmierci George’a Duke’a. Po cichu minęła. Jakoś nie znalazłem w naszych mediach żadnej wspomnieniowej notki o nim. Nawet w internetach. Może źle szukałem…

A przecież, to była niezwykle ważna postać dla muzyki. Ode mnie należy mu się choćby krótka wzmianka, bo raz, że lubiłem to co robił, dwa, że w 2009 roku zrobiłem mu kilka zdjęć podczas koncertu w Gdyni, a trzy, że kilka tygodni po jego występie dostałem z Santa Monica przesyłkę. Była w niej jedna z moich fotografii wysłanych Georgowi Dukowi po gdyńskim koncercie, ale już z jego podpisem.

Mnie jeszcze na świecie nie było, a George Duke już grał zawodowo w klubie Half Note, na przykład z Jarreau czy Gillespiem! W roku moich urodzin zaczął pracę z Pontym, co zaowocowało płytą „King Kong” z muzyką Franka Zappy. Rok później George Duke dołączył do zespołu szalonego Franka. Zdaje się, że współpraca z Zappą była jednym z przełomów w karierze. Nie tylko dlatego, że ten namówił Georga do śpiewania. Jeśli uważnie posłuchacie płyty „Mothers of Invention” znajdziecie na niej wyraźne piętno brzmieniowe odciśnięte przez Duke’a. Tym samym wpisał się do historii awangardy jazzrockowego świata.

A jego talent do poruszania się po obrzeżach różnych gatunków muzycznych i łączenia ich? Jeśli pamiętacie muzyczne dialogi Duke’a z Johnnym Watsonem z „She Heard Me Cry”, to wiecie o czym piszę. Nikt chyba tak pięknie nie łączył soulu z bluesem.

Dzięki nagraniom, które dokonał ze Stanleyem Clarkiem, jestem mu wstanie wybaczyć nawet późniejszą wycieczkę w świat komercji. „A Brazilian Love Affair”, czy „Dream On” nie są może z mojej muzycznej bajki, ale niewątpliwie świadczą o wszechstronności George’a Duke’a.

Ile zawdzięczają Duke’owi jako aranżerowi i producentowi nagrań inni muzycy można by pisać wiele. Nie wiem, czy sukcesy Barry’ego Manilowa, Anity Baker, Diany Reevs byłyby tak znaczące bez jego wkładu. Sam Miles Davies nie mógł się nachwalić talentu Duka, który miał spory udział w płytach „Amandla” i „Tutu”.

Koncerty Georga Duka zawsze były eksplozją energii i radości grania. Prezentował na nich przekrój swojej twórczości i zabierał słuchaczy w szaloną podróż do krainy soulu, jazzu, funku, i przedziwnego miksu disco z gospel.

Zmarł 5 sierpnia 2013 roku. Myślicie, że któraś z naszych rozgłośni zgrała w rocznicę tej śmierci jakąś piosenkę Georga?

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

 

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

George_02

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

George_0

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

George_01

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

George_00

George Duke na scenie klubu Pokład w Gdyni 13 maja 2009 r.

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2017/08/14.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: