Duch Pana Hendryka

Realizacja jednego z etapów  pomysłu fotograficznego, o którym pewno jeszcze kiedyś poczytacie, zagnała mnie w ostatnia sobotę w okolicę naszego małomiasteczkowego rynku. Pracę nad wspomnianym etapem zakończyłem w kwadrans, a potem, tytułem wiosennego spaceru dreptałem po okolicy. Dwadzieścia stopni ciepła i miłe słoneczko – grzech siedzieć w domu. Na sam rynek przywabiły mnie gitarowe dźwięki. Już z daleka brzmiały mi one jakoś znajomo. I miło. Przyspieszyłem kroku.

Na rozległym rynkowym placu zastałem zlot ze setki chyba motocyklistów i niewielką estradę, na której wspomniane już znajome dźwięki wydzielali młodzi ludzie. Moje ulubione trio muzyczne – gitara, perkusja i bas. Co zagrany kawałek, to zdawało mi sie, że to utwór Hendrixa. Wokalista też śpiewał z charakterystyczną Hendrykową manierą. Wsłuchiwałem się i wsłuchiwałem, i nijak nie mogłem dojść, jakież to kawałki są wykonywane. Nawet jeśli dzięki panu od nagłośnienia wokal był za mocno cofnięty za gitary, to przecież niemożliwe abym nie rozpoznawał numerów Hendrixa, bo jego dyskografię znam od A do Z. I to na wyrywki. Rozwiązanie zatem jest możliwe tylko jedno – Jimi był inspiracją, a utwory są ich własne.

Na koniec niespełna półgodzinnego występu chłopaki zagrali i oryginalnego Hendrixa. Padło na Voodoo Child. I wyszło znakomicie! Szkoda tylko, że słuchaczy było tak niewielu. Pod sceną zgromadziłem się najpierw tylko ja… Dopiero pod koniec gry pojawiło się kilka innych osób. Motocykliści, którzy zjechali na rynek, średnio byli zainteresowani dobiegającą ze sceny muzyką. W takich chwilach zawsze mi żal ludzi produkujących się na estradzie. Jak tu się mobilizować? Dla kogo?

No nic, ja bawiłem się dobrze i oklasków nie żałowałem. Jako, że w Mamiyi zostało mi kilka klatek, to sfotografowałem muzyków z Blue Sky Rocket. Raz w trakcie gry i drugi tuż po koncercie. Film wywołałem jeszcze tego samego dnia i zrobiłem odbitki. Przyzwoicie wyszło, wiec pomyślałem, że będzie chłopakom miło dostać pamiątkę z występu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w guglowej wyszukiwarce nie znalazłem żadnego namiaru na zespół. Kilka żałosnych filmików z telefonu komórkowego i to wszystko! Żadnej strony na fejsie czy spejsie! Czyżby nie tylko pięknie po staremu grali, ale i po staremu sieć mieli głęboko w … poważaniu? Pięknie.

Blue Sky Rocket na wejherowskim rynku, 11 kwietnia 2015 r. Fotografowane mamiyą 6 na Kodaku T-max 400, który wywołano w roztworze Patersona FX-39 (1+9) o temperaturze 22 stopnie Celsjusza. Skanowano na Epsonie V700.

Blue Sky Rocket na wejherowskim rynku, 11 kwietnia 2015 r. Fotografowane Mamiyą 6 na Kodaku T-max 400, który wywołano w roztworze Patersona FX-39 (1+9) o temperaturze 22 stopnie Celsjusza. Skanowano na Epsonie V700.

Blue Sky Rocket na wejherowskim rynku, 11 kwietnia 2015 r. Fotografowane mamiyą 6 na Kodaku T-max 400, który wywołano w roztworze Patersona FX-39 (1+9) o temperaturze 22 stopnie Celsjusza. Skanowano na Epsonie V700.

Blue Sky Rocket na wejherowskim rynku, 11 kwietnia 2015 r. Fotografowane Mamiyą 6 na Kodaku T-max 400, który wywołano w roztworze Patersona FX-39 (1+9) o temperaturze 22 stopnie Celsjusza. Skanowano na Epsonie V700.

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2015/04/16.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: