RB 67 i FP-100C

Przy okazji wiosennych porządków w moim oporządzeniu fotograficznym, na stół trafiła Mamiya RB67. Ze dwa lata nie była używana. Jakoś nie było zapotrzebowania, zwłaszcza, że mam do niej jedynie dziewięćdziesięciomilimetrowy obiektyw. Nie żebym na niego narzekał. Co prawda, nie jest to może zeissowski Planar odpięty od Hasselblada, ale i z mamiyowskiego Sekora potrafią wyjść ładne obrazy. Jednak rzadko fotografowałem RB67, nie z powodu posiadania jednego obiektywu, a głównie z powodu ciężaru Mamiyi. Waży to sporo, nosić trudno, a rzadko kto chciał się fatygować się do zdjęcia do mnie do domu. Na noszenie tej maszynerii zdecydowałem się tylko raz. Spacer był długi, a potem dłuugo czułem go w kręgosłupie. Sam korpus Mamiyi RB 67 z matówką, kominkiem i rewolwerową ramką do przypinania kaset waży półtorej kilo. Do tego trzeba doliczyć kasetę – pół kilo. Obiektyw – z 80 deko. Że nie wspomnę o kilku kilogramach solidnego statywu. A ja w dodatku lubię też używać pryzmatu ze światłomierzem zamiast kominka – zatem jeszcze chyba z kilo. No i weź to noś! No i nie nosiłem więcej..

Kiedy tak patrzyłem na ten solidny aparat leżący na moim stole, pomyślałem, że chętnie znów zrobiłbym nim kilka zdjęć. Bo, pomijając ciężar, praca z Mamiyą jest czystą przyjemnością. Jasne matówki w szerokim asortymencie, obrotowa ramka umożliwiająca zmianę orientacji kadru z poziomego na pionowy bez obracania aparatu, wstępne podnoszenie lustra, migawka centralna zamontowana w obiektywie, no i ta płynność pracy wszystkich mechanizmów – japońska robota! Byłbym zapomniał – spory wybór wymiennych kaset. W każdej chwili fotografowania możesz zdjąć kasetę z filmem czarno-białym i zastąpić ją slajdem czy negatywowym filmem barwnym. Możesz mieć parę kaset z załadowanymi filmami o różnych czułościach czy innych parametrach. Żonglujesz nimi według potrzeb i upodobań. Możesz do korpusu Mamiyi przypiąć kasety na filmy zwojowe (120 lub 220) i uzyskiwać kadry o formatach 6×4,5 cm lub 6×7 cm. Możesz skorzystać z kasety na błony cięte, albo z kasety przeznaczonej do ładunków natychmiastowych – polaroidów.

Właśnie, właśnie, może by tak sięgnąć po polaroid, tak pomyślałem patrząc na Mamiyę. Do tej pory polaroida używałem jedynie w wersji zabawkowo-pamiątkowej, czyli ładunków 600 instalowanych do śmiesznych plastikowych aparacików z jeszcze bardziej plastikowymi obiektywami. Ale nawet takie fotografowanie miało swój urok. Specyficzny. Ale jakby tak podpiąć polaroidową kasetę do RB 67, a jeszcze jakby do tej kasety załadować zamiast mocno przeterminowanych ładunków Polaroida, w miarę świeże, bo wciąż produkowane ładunki natychmiastowe Fuji? Hmmm…

Włączył mi się tryb knucia, bo musiałem uknuć skąd by tu wytrzasnąć kasetę polaroidową no i niedrogie ładunki Fuji. Bo tego właśnie brakowało mojej RB67. Przez tydzień kuleczka z pomysłami nie chciała mi się na łbie rozbić. Pomysłowemu Dobromirowi to rozbijała się natychmiast i po 15 sekundach miał chłopak gotowe rozwiązania. Wykonałem kilka telefonów do znajomych, o których wiedziałem, że fotografowali onegdaj Mamiyami. Bez rezultatu – przesiedli się wszyscy na cyfrę. Zadzwoniłem też do paru osób, co wiedziałem, że RB67 nie mieli nigdy, ale mieli dusze zbieraczy. I to był strzał w dziesiątkę! Zaprzyjaźniony kolekcjoner obiecał pożyczyć i przysłać kasetę polaroidową. A ładunek to już niestety musiałem sobie kupić. Poszperałem w sieci – nowe ładunki Fuji najtańsze były w Bratexie. Najtańsze, ale i tak trochę za drogie, jak na zabawę. Zaryzykowałem i kupiłem na Allegro ładunek przeterminowany o rok, ale za to znacząco tańszy.

Kaseta przyszła pocztą i ładunek też. Zanim połączyłem je i wpiąłem całość do RB67, trzeba było wyczyścić metalowe rolki w kasecie. Wysmotruchane były straszliwie, ale alkohol izopropylowy dał radę. Czysta i załadowana kaseta rach-ciach została przypięta do korpusu. Można było fotografować. Parametry naświetlania ustawiłem według światłomierza w mamiyowym pryzmacie. I już na pierwszym zdjęciu stwierdziłem, że światłomierz oszukuje. I to znacząco. Okazało się, że baterie zasilające pomiar światła ciągnęły resztką sił. Wyjąłem zatem światłomierz ręczny. Według jego wskazań wyszło, że mogę przy przesłonie 3,8 ustawić czas naświetlania 1/30 sekundy. Czas wywoływania zdjęcia określiłem na ok. 150 sekund, bo w domu mieliśmy temperaturę jakieś 17 stopni, a producent dla temperatury 20 stopni zaleca wywoływanie przez 120 sekund.

Poszło dobrze. Na zdjęciach widać purpurowy zafarb. Nie wiem jeszcze czy to wynik przeterminowania ładunku, czy może taka jest specyfika Fuji FP-100C. Jak się komu nie podoba, to może zeskanować zdjęcie i w obróbce cyfrowej usunąć tę dominantę. Mnie tam ona szczególnie nie razi. Pewnie dlatego, że mam doświadczenia jedynie z fantazyjnymi i nieokiełznanymi przebarwieniami uzyskiwanymi na ładunkach 600 Polaroida.

Coś mi się zdaje, że na jednej paczce Fuji się nie skończy i będę polował na kolejne. Zwłaszcza, że dowiedziałem się o ukrytej specyfice użytego przeze mnie materiału. W oficjalnych opisach nie ma o tym wzmianki, ale ponoć da się po zrobieniu zdjęcia, prócz unikatowej fotografii, uzyskać także jej negatyw. Skrywa się w czarnej folii pokrywającej zdjęcie, folii, którą odrywa się od zdjęcia po upływie czasu przeznaczonego na wywołanie obrazu. Jutro lub pojutrze spróbuję uzyskać negatywy właśnie zrobionych fotografii. Dam znać jak mi poszło.

***

Tu jeszcze z kasetą na film zwojowy 120, do formatu 6×4,5

Tu już z kasetą polaroidową i zainstalowanym ładunkiem Fuji FP-100C

Co tu gadać, prześwietlone i już.

Te kolory 😉

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2013/04/18.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: