Wojenne strzały z Karlhorstu

Komu by się chciało tłuc ponad osiem godzin przez te śniegi i mrozy starym dostawczym Volkswagenem, po to by spędzić dwie, może trzy godziny w Berlinie? Mnie, mnie by się chciało! Dlatego nie zastanawiałem się ani chwili gdy zadzwonił do mnie kolega z propozycją towarzyszenia mu w handlowej wyprawie do Berlina. Zwłaszcza, że miało mnie to kosztować zero złotych. Kolega i tak musiał jechać, więc wymyślił, że zabierze kogoniebądź dla towarzystwa. A najlepiej kogoś dużego, kto w razie czego pomoże wygrzebywać auto ze śniegu… 😉 Pomyślał o mnie, bo spełniam wspomniany warunek gabarytowy, ale też dlatego, że zna moje upodobanie w Berlinie. Po krótkiej rozmowie telefonicznej ustaliliśmy, że w dostawczaku jest dość miejsca, więc pojedzie jeszcze jeden pasażer – mój syn. On też ma upodobanie w Berlinie, a kiedy tylko dowiedział się, że jest transport, ogłosił, że MUSI jechać. Nie zniechęcało go nawet to, że nasz pobyt w stolicy Niemiec miał być krótki. Nie zniechęciło go nawet to, że jedynym miejscem jakie mieliśmy odwiedzić w Berlinie miał być Karlhorst.

Do miasta dojechaliśmy bez specjalnych przygód, obyło się bez wyciągania samochodu z zasp, bez odpalania go „na pych”. Kolega wysadził nas w Karlhorście i pojechał dalej załatwiać swoje sprawy. My zaś od razu skierowaliśmy się do Muzeum Niemiecko-Rosyjskiego. Już przed wyjazdem było ustalone, że te kilka berlińskich godzin spędzimy w tymże muzeum. Nie było bowiem dość czasu by uganiać się za atrakcyjniejszymi miejscówkami. A jest ich w Berlinie od groma i jeszcze trochę, ale szczęśliwie większość już odwiedziłem… wielokrotnie. Nie żałowałem więc, że będziemy w tym akurat muzeum, zwłaszcza, iż dowiedziałem się o tym, że na wiosnę Muzeum Niemiecko-Rosyjskie zmieni swoją wystawę stałą. Zanim się to stanie chciałem drugi raz zobaczyć wystawę dotychczasową. Poprzednio widziałem ją pod koniec 2010 roku. Wtedy przyciągnęła mnie do tego dość rzadko odwiedzanego muzeum, wystawa fotografii Nikołaja Iwanowicza Chandogina. Nie miałem ani grosza na zakup katalogu z tej wystawy, teraz liczyłem na to, że w muzealnym sklepiku jeszcze zalega jakiś zapomniany egzemplarz książki. Kto wie, może nawet przeceniony. Było coś jeszcze, co zadecydowało o wyborze tego, a nie innego muzeum do zwiedzania podczas naszej krótkiej wizyty. Wstęp do niego jest bezpłatny. Lubię w nim także i to, że zwiedza się je w samotności. Nie ma turystów!

Synowi mojemu nie bardzo podobała się ekspozycja, zwłaszcza, że zaprezentowano ją w ultrakonserwatywny sposób – przeszklone gabloty i ramki na ścianach. Ożywił się przy znakomicie wykonanej, przestrzennej i udźwiękowionej dioramie ukazującej szturm wojsk radzieckich na centrum Berlina. Był też poruszony w części „obozowej”. Liczby opisujące bezmiar zbrodni niemieckich w czasie wojny robiły na nim mniejsze wrażenie niż ściana „wytapetowana” beznamiętnymi „katalogowo-legitymacyjnymi” fotografiami więźniów. Bo co to znaczy – sześć milionów ludzi, ile to jest właściwie milion? Kiedy zaś patrzysz w oczy ludzi z tych setek fotografii, ludzi o których wiesz z dużym prawdopodobieństwem, że wkrótce po sfotografowaniu zostali zakatowani, zaczynasz myśleć o ich losie.

Z pewnym zaciekawieniem słuchał też mojej opowieści o powtórzonej kapitulacji Niemiec, podpisanej w zwiedzanym przez nas budynku, z zewnątrz niepozornej, podmiejskiej willi jakich wiele przy Zwieseler Strasse. Sala, w której podpisywano tę drugą kapitulację wyglądała tak, jakby przed chwilą wyszli z niej wszyscy ci wojskowi. Flagi aliantów na ścianach, zielone sukno na stołach, kryształowe kielichy, karafki i żyrandol.

No i broń. Pepesze, granaty, pancerfausty – to robi wrażenie na większości chłopców. A im większa broń, tym większe wrażenie. Stąd pewnie zachwyt nad pancernymi potworami stojącymi obok budynku muzeum. Cóż, potęga IS2 naprawdę może robić wrażenie.

Na zakończenie zwiedzania wizyta w sklepiku. Katalog z wystawy Chandogina? A owszem, jest, nawet przeceniony. Wystarczająco go przecenili by starczyło mi gotówki na jeden jeszcze album fotograficzny. Miałem co oglądać w czasie podróży powrotnej!

Katalog powystawowy Chandogina nazywa się „Fotografie wojenne z Karelii i Leningradu. 1939-1944”. Liczy on lekko ponad 150 stron formatu B4, z czego połowę zajmują dwujęzyczne teksty na temat autora zdjęć, wojny zimowej oraz blokady Leningradu. Co ciekawe, wojnie zimowej poświęcono dwa teksty, pewnie dlatego, że są dwa punkty widzenia – fiński i radziecki. Zdaje się, że Rosjanom wciąż trudno jest uznać, że wojna zimowa była sowiecką agresją, taką samą, jak ta wrześniowa na Polskę. Zdjęcia Chandogina? Niestety, widać, że chłop fotografował na zlecenie wymagających propagandzistów. Portrety radzieckich żołnierzy, oficerów i generałów ukazują nam wyłącznie nieulękłych bohaterów. Wszystkie chyba upozowane – dość starannie, niektóre aż za bardzo. Bardziej przekonujące są zdjęcia uliczne i frontowe, choć trudno między nimi znaleźć takie, które oddawałyby napięcie, akcję, dramatyzm. Jest wszelako w tym albumie kilkanaście fotografii, które zatrzymują czytelnika na długo. Codzienne dramaty mieszkańców oblężonego Leningradu, dwa, czy trzy zdjęcia sierot. No i fantastyczne, moim zdaniem, zestawienie dwóch fotografii ukazujących niemieckich jeńców. Jedno zrobione latem 1942 roku, drugie zaś w roku 1944. Na pierwszym widać starannie ostrzyżonych i uczesanych młodych mężczyzn butnie patrzących w obiektyw. Pewnie wierzą, że lada moment zostaną odbici przez kolegów z niepokonanego Wehrmachtu. Na drugim widać, że poznali już wszawicę, ostrzyżeni na zero, nie są już chyba pewni zwycięstwa. Obuwie i mundury jeńców nie wyglądają już tak szykownie, a jeden z nich, ciężko poraniony, w ogóle nie ma butów. Kiedy oglądałem jego twarz przez lupę miałem wrażenie, że jest wykrzywiona płaczem lub grymasem bólu. Żal, że Chandogin musiał pracować dla sowieckiego smoka. Myślę, że gdyby był fotoreporterem któregokolwiek z państw demokratycznych poznalibyśmy wiele więcej doskonałych kadrów. Obyło by się pewnie bez całej tej propagandówki. Szkoda.

Drugi album przywieziony przeze mnie z Karlhorstu to składanka wojennych fotoreporterów amerykańskich – Lee Miler i Tony’ego Vaccaro. Nic dziwnego, że włoskie wydawnictwo Punctum w jednej książce zamieściła zdjęcia obojga fotografów. Podobnie patrzą na wojnę, choć widać, że Vaccaro bardziej ciągnęło ku pierwszej linii frontu. Młodzieńcza brawura. Był w końcu młodszy od Miller o piętnaście lat. I to jego parcie ku walce zaowocowało kilkoma zamieszczonymi w albumie, niezwykle dynamicznymi i dramatycznymi kadrami z bitwy w Ardenach. Moim zdaniem, parę z nich ma moc porównywalną do zdjęć Capy z desantu w Normandii. Obraz ukazujący moment śmiertelnego trafienia kulą szeregowca Jacka W. Rose’a jest równie wstrząsający, jak ten ukazujący śmierć republikańskiego żołnierza, zrobiony przez Capę w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Zdjęcie Vaccaro jest tym mocniejsze w zestawieniu z obrazem Capy, że w wielu publikacjach pojawiły się wątpliwości co do tego czy Capa nie zainscenizował swojego najsłynniejszego kadru.

Lee i Vaccaro pięknie komponowali swoje obrazy. Niezależnie od tego, czy ich zawartość była brutalna, dramatyczna, wzruszająca, czy po prostu dokumentalna, są dobrze ułożone. Gra planami, światłem, perspektywą są równie dobre w kadrach kwadratowych, jak i prostokątnych. Naprawdę niewiele jest w tym albumie obrazów, które czytelnik pominie. Większość zatrzymuje na bardzo długo. I zapadają w pamięć.

Album został fantastycznie wydany. Okładkę z szarego modelarskiego, półcentymetrowej grubości kartonu, zdobią jedynie tłoczone i lakierowane na czarno nazwiska autorów i tytuł. A w środku, dobrej jakości papier i świetnej jakości druk.

Mimo, że na stronach zawarto ogromną dawkę przerażających emocji, wiem, że wielokrotnie będę wracał do „Wojennych strzałów”.

Ale tylko po troszeczkę.

Okładka katalogu, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010

Okładka katalogu, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010

N. Chandogin, Kriegsfotos aus Karelien und Leningrad 1939-1944, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010, s. 86.

N. Chandogin, Kriegsfotos aus Karelien und Leningrad 1939-1944, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010, s. 86.

N. Chandogin, Kriegsfotos aus Karelien und Leningrad 1939-1944, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010, s. 144.

N. Chandogin, Kriegsfotos aus Karelien und Leningrad 1939-1944, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010, s. 144.

N. Chandogin, Kriegsfotos aus Karelien und Leningrad 1939-1944, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010, s. 113.

N. Chandogin, Kriegsfotos aus Karelien und Leningrad 1939-1944, wyd. Museum Berlin-Karlhorst e.V., Berlin 2010, s. 113.

Okładka albumu: Lee Miller, Tony Vaccario, Scatti di Guerra, wyd. Punctum, Rzym 2009.

Okładka albumu: Lee Miller, Tony Vaccario, Scatti di Guerra, wyd. Punctum, Rzym 2009.

Lee Miller, Major Speedie z amerykańskiego 329 Regimentu 83 Dywizji, St. Malo, 1944

Lee Miller, Major Speedie z amerykańskiego 329. Regimentu 83. Dywizji, St. Malo, 1944

Lee Miller, Naprowadzanie amerykańskich moździerzy, St. Malo, 1944

Lee Miller, Naprowadzanie amerykańskich moździerzy, St. Malo, 1944

Lee Miller, Ciała zabitych przy torowisku w Dachau, 1945

Lee Miller, Ciała zabitych przy torowisku w Dachau, 1945

Lee Miller, Ciało samobójczyni, córki burmistrza Lipska, Lipsk 1945

Lee Miller, Ciało samobójczyni, córki burmistrza Lipska, Lipsk 1945

Tony Vaccaro, Ostatnia noc wojny, Hohenlepte, 7 maja 1945

Tony Vaccaro, Ostatnia noc wojny, Hohenlepte, 7 maja 1945

Tony Vaccaro, Ostrzał w Hemmerden, luty 1945

Tony Vaccaro, Ostrzał w Hemmerden, luty 1945

Tony Vaccaro, Ostrzał w Hemmerden, luty 1945

Tony Vaccaro, Szeregowiec Jack W. Rose – ostatni krok, Ardeny, 11 stycznia 1945

Tony Vaccaro, Ivan Parrott - ziemia niczyja,  walki nad Renem w rejonie Neuss, 1 marca 1945

Tony Vaccaro, Ivan Parrott – ziemia niczyja, walki nad Renem w rejonie Neuss, 1 marca 1945

Tony Vaccaro, Amerykańscy żołnierze GI w panoramicznym oknie siedziby Hitlera w Berghofie, czerwiec 1945

Tony Vaccaro, Amerykańscy żołnierze GI w panoramicznym oknie siedziby Hitlera w Berghofie, czerwiec 1945

Tony Vaccaro, Powrót, Frankfurt, 1946

Tony Vaccaro, Powrót, Frankfurt, 1946

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2012/12/21.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: