Twarz właściciela

Do końca podróży nie oswoiłem się z tym uczuciem. Wydawało mi się, że za trzecim, a może za piątym razem nie będę już czuł niepokoju. Byliśmy pewnie w ze dwudziestu takich miejscach, a ja za każdym razem czułem się nieswojo kiedyśmy wjeżdżali między ruiny opuszczonych domostw, kiedy mijaliśmy wypatroszone skrzynki pocztowe na drewnianych słupkach, gdy wchodziliśmy przez wyłamane drzwi, zaglądaliśmy przez wytłuczone okna, kiedy dotykałem resztek rozpadających się sprzętów. A jednak nie umiałem się zmusić do tego, by je minąć obojętnie. Wciąż i wciąż, zwalnialiśmy jadąc przez opuszczone osady górnicze, zatrzymywaliśmy się przy porzuconych farmach. Spędzaliśmy godziny na obserwowaniu cieni dawnego życia nieznanych nam ludzi. Jakieś przemoczone szkolne zeszyty, pożółkłe rachunki, pordzewiałe kłódki.

Nie mieliśmy planu podróży, mogliśmy sobie pozwolić na brak pośpiechu. Siadałem na próchniejących deskach werandy z paprochami cudzych życiorysów i długo je oglądałem, próbując sobie wyobrazić kim byli i w jakich okolicznościach rezygnowali ze swoich domów. To irracjonalne pewnie, ale nigdy nie odważyliśmy się na nocleg w takich miejscach.

Na jednej z bezludnych farm, wszedłem do środka i pomieszczeniu, które było kiedyś kuchnią znalazłem na środku resztki ogniska. Stertę osmalonych desek z wystającymi, rudymi gwoździami. Na wierzchu leżała, jakimś cudem nie spalona, drewniana foremka do wyciskania wielkanocnych wzorków w maśle. Wziąłem ją ze sobą. Jak przyjdzie właściwy czas, przywrócimy ją do życia.

Przypadkiem, jak zwykle, dojechaliśmy do bezimiennego miniaturowego ghost town, leżącego kilka mil za podziurawionym kulami znakiem „Dead End”. W jednym z domów walały się na podłodze sterty gazet. Z naszego bardzo losowego próbkowania wynikało, że najstarszą podniesioną z przez nas z ziemi wydrukowano w 1919 roku, a najmłodszą w 1964. Efektem mojego nurkowania w gazetach była też nieopisana koperta z negatywami. Dwadzieścia kilka sztuk zakurzonych celuloidowych listków formatu 6×9 cm. Na oko większość jest przyzwoicie naświetlona i chyba w miarę ostra. Czy wśród nich znajdę twarz właściciela krzesła, na którym przed chwilą siedziałem?

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2012/10/28.

Jedna odpowiedź to “Twarz właściciela”

  1. […] Twarz właściciela […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: