Czosnek, lanolina i dużo powietrza

Wetter.de odgrażał się od dłuższego czasu, że w sobotę i niedzielę będzie pogoda spacerologiczna. Jako, że dotychczas paręnaście razy testowaliśmy jego prawdomówność ze skutkiem pozytywnym, zaufaliśmy i tą razą. W piątkowy wieczór plecaczki były już spakowane. Rano bez dodatkowych ceregieli, nie licząc napełniania termosów kawą i herbatą, wyszliśmy z domu by po chwili wsiąść w autobus do Westerhausen. Dziesięć minut później wysiadaliśmy w wiosce wyglądającej na wyludnioną. Niemce śpią. Oprócz tych, którzy jak my już wędrowali. A kilkoro z nich spotkaliśmy po godzinie już na szlaku. Staruszkowie głównie. Grzeczna wymiana uprzejmości i dalszy marsz, każdy swoim tempem, w swoją stronę.

Myśmy spacerowali przez Blankenburg do Heimburga i dalej do Benzingerode. Trochę polami, trochę lasami, a ostatnie kilometry po grzbiecie lokalnych górek. Słońce dopisało bardzo, chmurek tyle było by ładnie ożywić krajobraz. Nic więc dziwnego, że co i rusz przysiadaliśmy. A to na kamieniu, a to na trawie, i gapiliśmy się na rzeczywistość. Jak zwykle, bez pośpiechu. Nie miał to być spacer fotograficzny, więc sprzętu nabraliśmy symbolicznie – kwadratową Mamiyę 6 z dwoma szkiełkami i, jak niemal zawsze, Nikona F4, też z dwoma obiektywami. Do tego parę rolek filmów i jeden statyw na troje osobo-fotografów. Wyszło lekko.

Dłuższy popas spożywczy zrobiliśmy sobie przy okazji owiec napotkanych ze dwa kilometry od Benzingerode. Dwójka pasterzy siedziała na trawie i posilała się jabłkami. Podzieliliśmy się swojską kiełbasą wyrabianą przez moją własną teściową, własnymi ręcyma, z miąs osobiście przez nią wyhodowanej świni. Niech Pan da jej długi i zdrowy żywot! Teściowej znaczy, nie świni. Nowa dostawa polskich płodów rolnych przyszła dopiero i co kurierem z Polski, więc mogliśmy się dzielić. Smakowało bardzo wszystkim i chwalone było na wyprzódki.

Kiełbasa pachniała czosnkiem i gorczycą, owce pachniały lanoliną, a dyscyplinujących je psów nie czuliśmy, jedynie słyszeliśmy ich ujadanie. I tak, w aromatycznym obłoku kiełbasiano-lanolinowym, minął nam dzień. Na dreptaniu, patrzeniu, smakowaniu. I rozmowach na temat literatury, sztuki, a może nawet i kobiet. Czego i Wam życzę.

~ - autor: bfcb w dniu 2012/10/21.

Jedna odpowiedź to “Czosnek, lanolina i dużo powietrza”

  1. lanolinki cudo!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: