Aport

Nasza Mucha ma już swoje lata, więc kiedy zaczęły się jej problemy natury higienicznej baliśmy się najgorszego. Po trzech dniach chodzenia za nią ze ścierkami i detergentami uznaliśmy, że skoro samo nie przeszło, to trzeba zorganizować wyprawę do weterynarza.

Sam bardzo nie lubię chodzić po lekarzach, a co dopiero z cierpiącymi bliskimi. Nawet jeśli ów bliski jest kotem. Nie lubię, nie lubię! Poszedłem, odsiedziałem zaledwie dwie godziny w poczekalni, bo system ochrony zdrowia zwierząt jest sprawniejszy niż ten dla ludzi, i wszedłem do gabinetu. Miła Pani Weterynarz przeprowadziła sprawnie wywiad i rozpoczęła badanie.
Mucha, jak nie ona, cierpliwie znosiła całe to przekładanie jej ciała w najróżniejsze pozycje. Zniosła nawet golenie futra na brzuchu na potrzeby badania usg. Wiem, wiem, badanie usg nie boli. Mnie jednak jakoś tak boleśnie się kojarzy – taka asocjacja mi w głowie powstała – usg równa się kamica nerkowa, a kamica nerkowa równa się ból. Krzywiłem się zatem przy badaniu Muchy, jakbym to ja miał za chwilę wydzielić z organizmu jakiś efektowny, kolczaście szczawianowy kamyk.

Po wyjściu z gabinetu natychmiast sięgnąłem po telefon aby rodzina nie czekała dłużej na werdykt. Będą kociaki. I to bardzo niedługo. Mucha jest zdrowa, a objawy higieniczne to skutek nacisku płodu na któryś z nerwów. Jaką ulgę usłyszałem po drugiej stronie telefonu, to trudno opisać.

A niedługo później pojawił się w naszym domu szary kociak. Urodził się jako pierwszy z trójki. Jako, że imiona nadajemy dopiero kiedy zwierzak da się jakoś poznać, nasz szarak dość długo musiał czekać na swoje nazwanie. A kiedy przyszedł już czas został Aportem, lub krócej Portem. A że był jeszcze całkiem malutki powszechnie nazywano go Portkiem, Porcikiem lub Porcisiem. Zwykł bowiem aportować wszystko cokolwiek się rzuciło w przestrzeni domostwa. Rodzeństwo jego starało się pochwycić owo rzucone coś i szybko zawlec w jakieś ustronne miejsce i tam pożreć. Porcik zaś uparcie przynosił do stóp rzucającego i czekał na kolejne rzuty. Aport za aportem. I może tak godzinami. Aport, aport, aport…

Porcik bardzo jest podobny do swojej matki – duży, szary, pręgowany. Podobny jest jednak głównie z wyglądu. W przeciwieństwie do swojego rodzeństwa i mamusi też, Porcik nie przepada za długimi eskapadami po okolicy. Najchętniej to by sobie świat oglądał z progu drzwi werandowych. A już wyłażenie za płot ogrodu, zdaje się go zupełnie nie pociągać. I choć sobie futro na zimę przygotował imponujące, to zupełnie z niego nie korzysta. Rodzeństwo stacza ciągłe walki w śniegu, choć futra ma raczej letnie, a Porcik w tym czasie szuka optymalnej pozycji dla ułożenia swego ciała na kanapie. Stoicki jest przy tym niesłychanie. Nie porusza go nawet nadmiernie grzechot karmy w misce.

Reklamy

~ - autor: bfcb w dniu 2012/01/22.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: