Taka szkoła

•2020/09/22 • Dodaj komentarz

Spędziłem w niej trzy dni. Każdego dnia, zupełnie bez proszenia, dostawałem kawkę – najpierw rano, a drugą po 11.00. Wystarczyło pierwszego dnia powiedzieć jaką lubię.

Nauczyciele nie spóźniali się na moje zajęcia (co wcale nie jest oczywiste), a na lekcjach, siedząc z tyłu klasy, wcale nie pieścili ekranów swoich smartfonów, lecz zwracali uwagę na to, jak pracują uczniowie. Pomagali tym, którzy potrzebowali wsparcia. Byli uśmiechnięci i… ani razu nie krzyknęli na dzieci (sic!). Zadbali też o fotograficzną dokumentację z moich zajęć. W innych placówkach bywało różnie…

Nie przypominam sobie choćby jednego negatywnego spostrzeżenia z tych trzech dni w szkole na Babich Dołach! A po wszystkim zostałem jeszcze obdarowany laurką. Wzruszyłem się… Dziękuję!

Zaprasza się

•2020/09/11 • 4 Komentarze

jeśli P.T. Czytelnicy znajdą dość czasu i ochoty, niech się czują zaproszeni do Powiatowej Biblioteki Publicznej w Wejherowie (ul. Dworcowa 7; 200 metrów od dworca), na 8 października, na godzinę 17.00. Wszystkie szczegóły są na obrazku załączonym niżej.

W związku z sytuacją epidemiologiczną liczba miejsc jest ograniczona, więc jeśli zechcecie przyjechać, należy do 30 września zrobić rezerwację wysyłając mejla ze swoim imieniem i nazwiskiem na adres: gutandberg at outlook.com. Rezerwujcie jeśli naprawdę wybieracie się na spotkanie.

Zapraszam. Ja będę na pewno.

Spotkanie

•2020/09/07 • 4 Komentarze

W sobotę, 5 września 2020 r. w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Wejherowie odbyła się impreza wpisująca się w akcję Narodowego Czytania, prowadzonego od 2012 r. pod patronatem Prezydenta RP. Tym razem odczytywano „Balladynę”, Juliusza Słowackiego.

Osobiście nie jestem wielkim fanem tego dramatu. Jak dla mnie, za wiele w nim żarcików z Szekspira (choć niektórzy mówią, że to tylko nawiązania). Z połączenia tematyki historyczno-narodowej i elementów komediowych wyszło jakieś takie nie wiadomo co. Na poważną refleksję „Balladyna” jest zbyt zabawna, a na komedyjkę za ciężki ma nastrój poutykany między wierszami. Chętnie bym zobaczył jej ekranizację, ale w interpretacji Quentina Tarantino. Trupów jest dość na taki scenariusz…

Noo ale ja nie o tym, nie o tym… Miałem przecież tylko króciutko nadmienić o wydarzeniu dorocznym.

Impreza miała się odbyć na wolnym powietrzu, jednak pogoda zmusiła organizatorów do zmiany planu i przeniesienia spotkania do bibliotecznych wnętrz, gdzie zgromadzonych przywitała, serdeczna jak zwykle, Barbara Gusman, dyrektor Powiatowej Biblioteki Publicznej w Wejherowie. Następnie Pani Wanda Kantecka wygłosiła wprowadzenie historyczno-literackie wskazujące zgromadzonym najważniejsze aspekty dzieła Słowackiego.

Później zaś mogliśmy już podziwiać lektorskie talenty osobistości lokalnego życia publicznego, zaproszonych do aktywnego udziału w czytaniu. Wśród nich znaleźli się m.in. samorządowcy, Bogdan Tokłowicz i Jacek Thiel, jak również Kalina Janczewska, redaktor naczelna i wydawczyni stacji radiowej NordaFM. Swoje fragmenty odczytali również: Wanda Kantecka, Teresa Kozak, Zenia Kołodziejska, Franciszek Kuzmiński, Bibiana Lenczewska, Alicja Orszulak, Grażyna Szczepanowska, Mieczysław Wojecki, Kazimierz Wójcik.

Częścią spotkania były inscenizowane fragmenty „Balladyny”, które przygotowali aktorzy grupy poetycko-teatralnej „Pod Sową”. Wprowadzenie do każdej ze scen przedstawiała niezastąpiona Wanda Kantecka. A w poszczególne role wcielili się: Aleksandra Leżohupska, Zenia Kołodziejska, Bogdan Krawczyk, Franciszek Kuźmiński, Ludwika Lehmann, Alicja Orszulak, Ewa Papke, Kazimierz Wójcik.

Kazimierz Wójcik w prawniczej todze i birecie dał popis znakomitego aktorstwa, reszta zaś zespołu z sukcesem dotrzymywała mu kroku. Jednak w mojej opinii znaczną część uwagi skradła zespołowi Aleksandra Leżohupska w tytułowej roli. Ekspresja z jaką odegrała negatywną postać, na długo, jak sądzę, pozostanie w pamięci widzów.

Choć „Balladyna” jest utworem krwawym, nastroje na widowni były raczej pogodne. Nikomu chyba nie przeszkadzało, że na scenie zginęły niemal wszystkie postaci pierwszoplanowe. Ważniejszy od tego był nastrój weekendowego spotkania. Ten miły klimat społeczny był zasługą m.in. Pań Bibliotekarek, które włożyły wiele trudu w to, by aktorzy i goście czuli się życzliwie przyjęci. Dziękujemy!

Było jeszcze coś – czuło się wśród publiczności i aktorów tęsknotę za uczestnictwem w kulturalnych spotkaniach, które na wiele miesięcy ograniczyła epidemia. Pewnie dlatego, po zakończeniu części oficjalnej, rozmowy nieformalne toczyły się w małych grupach jeszcze długo. Chyba w każdej z nich pobrzmiewały nadzieje na to, że mimo wciąż obecnego stanu zagrożenia, uda się w bezpiecznych warunkach przygotowywać kolejne wydarzenia i zapraszać na nie publiczność.

Czego życzę nam wszystkim!

Poziomy i piony

•2020/08/31 • 19 Komentarzy

Książka „Pocztówki z bardzo bliska” już jest i pachnie intensywnie farbą drukarską. Malutka jest formatem i grubością, ale za to występuje w dwóch wersjach.

Wersja pionowa została wydrukowana jako czarno-biała, na siedemdziesięciogramowym papierze Ecco-Book Cream, a jej nakład wyniósł 300 egzemplarzy. Z kolei wersję poziomą wydrukowano w kolorze i nakładzie 30 egzemplarzy. Własnymi rączkami i piórem je numerowałem na stronie redakcyjnej. Każdy wiersz w tej wersji książki został wydrukowany na standardowej karcie pocztowej. Zatem, jeśli ktoś będzie miał życzenie, może, przy odrobinie inwencji, wyodrębnić z książki interesującą go kartkę, zaadresować, okleić znaczkiem pocztowym, a potem nadać do kogo zapragnie.

Taki miałem pomysł, a wydawca, znający troszkę moje myślenie, podążające niekiedy dziwnymi ścieżkami, tylko westchnął. Na kolejną moją koncepcję, by na okładce każdego egzemplarza książki był naklejony najprawdziwszy japoński znaczek pocztowy, uniósł w zdziwieniu brwi. A kiedy dodałem, że chciałbym by ów znaczek został ostemplowany po przyklejeniu do okładki, schował twarz w dłoniach. Po chwili opuścił ręce i powiedział – czegoś takiego jeszcze nie robiliśmy, ale to ciekawe. Najważniejsze było to, że na koniec się uśmiechnął…

Jeśli ktoś z Państwa dysponuje pomieszczeniem spełniającym sanitarne wytyczne właściwych resortów, a do tego ma czas i ochotę zabawiać się w organizatora, to autor oddaje się do dyspozycji w celu spotkań i rozmów z czytelnikami. Niechby nawet miało ich być ledwie pięcioro. W rachubę wchodzi tylko wrzesień, bo na październik jest już zaplanowane turnée wydawnicze. Mam do dyspozycji garść egzemplarzy autorskich tomiku, więc będzie szansa na zakupy w niezwykle promocyjnych cenach.

Jako autorowi, trudno jest mi powiedzieć, czy jest o czym rozmawiać, bo właściwa, poetycka zawartość „Pocztówek” jest krótsza niż wstęp do książki. Ale może…

A na deser okładki „Pocztówek” w dwóch wersjach edytorskich.

okładki1a pion smrgb

okładki1c_sm

Przypominajka

•2020/08/26 • 18 Komentarzy

Po wczorajszym powrocie z pracy czekała na mnie w domu sympatyczna niespodzianka – przesyłka zawierająca autorskie egzemplarze dopiero co wydanej, pachnącej intensywnie farbą drukarską, antologii opowiadań z Międzynarodowego Konkursu im. Siegfrieda Lenza. O nagrodzie, którą dostałem na tym konkursie zdążyłem już zapomnieć. W zakamarkach pamięci przepadły mi nawet szczegóły mojego tekstu. Zawartość antologii wszystko mi przypomniała.

O konkursie i swoim w nim udziale wzmiankowałem tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/10/07/dzis-jutro-wczoraj/

A o pobycie w mieście goszczącym konkurs  pisałem tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/10/11/po-dwoch-nocach-na-dworcu/

Książka, którą dostałem nosi tytuł „Coś ważnego do powiedzenia… Prace nagrodzone z lat 2017-2019”. W środku, między stronami 71-84, znalazłem swój tekst, któremu w 2018 roku przyznano drugie miejsce.

Sympatycznie skończył się ten wczorajszy, dość męczący dzień.

Czego i Państwu życzę!

Lenz2020

Co bym wolał

•2020/08/19 • 12 Komentarzy

O szóstej dziesięć rano stałem na pierwszym peronie kolejowej stacji w Wejherowie. Czytałem „Tygodnik Powszechny”. Kątem oka widziałem nadchodzącego mężczyznę. Miałem wrażenie, że wpatruje się we mnie, więc kiedy był już blisko, podniosłem oczy znad czasopisma i spojrzałem na niego.

Zobaczyłem szczupłego mężczyznę w średnim wieku (30+), o umiarkowanie oszałamiającej urodzie i widocznych już zakolach. Tors otulała mu schludnie wyprasowana koszula w modną niebiesko-szarą kratkę. A w oczach iskrzyło mu coś złego. Tak pomyślałem jeszcze zanim się odezwał.

Usłyszałem go, gdy był dokładnie naprzeciwko mnie. Dzielił nas metr, może ciut więcej. Tonem, który w moich uszach brzmiał jak pogarda zmieszana z głęboką niechęcią, powiedział tylko dwa słowa – dwukrotnie: „tygodnik powszechny, tygodnik powszechny”. Z pewnością powiedział to małymi literami. Być może gdzieś na końcu tkwił jeszcze wykrzyknik. Ale pewien nie jestem. Słowom towarzyszyło przeciągłe spojrzenie.

Na słowach i spojrzeniu się skończyło. Może dlatego, że przechodzień nie grzeszył postawnością postury i w razie rękoczynów obstawiałbym swoje zwycięstwo. I byłbym skłonny postawić sporą kwotę (gdybym ją miał).

Poszedł sobie i zostawił mnie z myślami. Z pytaniem – czemu? Rzeczywiście, czytanie czegokolwiek może być powodem takiego zachowania?! Nie znam tego człowieka, on też mnie nie zna, jak przypuszczam. Żony mu nie uwiodłem, samochodu nie zarysowałem…

Ciekaw jestem, czy ów mężczyzna kiedykolwiek miał w rękach pismo, które czytałem. Może tylko nasłuchał się o jakimś spisku antypolskim knutym od dziesięcioleci przez kolejne pokolenia dziennikarzy „Tygodnika”, a przecież jest patriotą niemal gotowym oddać życie za ojczyznę. No i nie wpadł chłop na myśl taką, że ja być może wzmiankowane czasopismo czytam tylko po to by zgłębić język wroga i jego strategię medialną. Gdybym miał na sobie koszulkę z husarzem, albo chociaż z opaską powstańczą, może by spojrzał na mnie inaczej. Chyba już najwyższy czas by zrobić sobie takie odzienie…

To nie pierwszy przykład niechęci wyrażanej na widok gazety. Poprzednią swoją przygodę, z lutego 2020 roku, opisałem tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2020/02/15/jeszcze-obled/

W końcu ktoś, kiedyś, skatuje mnie za czytanie „Tygodnika Powszechnego”. Albo za Heinricha Bölla (bo Niemiec), Singera (bo Żyd), Cormaca McCarthy’ego (bo smutne książki pisze), Sienkiewicza (bo grube książki pisał), Konopnicką (bo to zła matka była).

Przeczuwam, że za sprawą kultury lub jej braku, za sprawą podgrzewania atmosfery (sic!), rzecz posunie się kiedyś dalej niż pobicie. Znane są przecież takie przypadki w dziejach.

A wolałbym nie…

Pamiątki z wakacji 1

•2020/08/05 • 8 Komentarzy

To się zawsze tak kończy, gdziekolwiek bym nie pojechał, wracał obładowany jak juczny muł. Plecak pełen pamiątek trochę ciąży, ale potem, przy rozpakowywaniu w domu, jest wiele radości.

Tą razą nie było inaczej. Niemcy, nie dość, że otworzyły granice dla turystów (na chwilę jak sądzę), to również zezwoliły obywatelom na organizację pchlich targów. Parę z nich odwiedziłem, z przewidywalnym efektem…

Jedną ze zdobyczy przywiezionych z Berlina jest dwutomowe dzieło Eduarda Freisego i Ferdinanda von Morgensterna, z roku 1927. Książka „Der Drogist: Lehr- und Nachschlagebuch für Drogisten und Apotheker” była swego czasu ważnym podręcznikiem i poradnikiem zawodowym. Mnie zainteresowała z kilku względów. Po pierwsze dlatego, że wydano ją w Nordhausen w Harcu, mieście, które już kilkakrotnie odwiedzałem w czasie urlopowych wojaży. Po drugie, pierwszy tom książki zawiera spory dział dotyczący fotografii, a ta mnie wciąż pasjonuje, szczególnie w odmianach przedcyfrowych. Po trzecie, zawarto w tym dziele mnóstwo praktycznych porad rozwiązywania problemów życia codziennego za pomocą chemikaliów. Ważne była dla mnie również warstwa ilustracyjna publikacji – jest co oglądać – osiemset siedemdziesiąt ilustracji czarno-białych, a do tego dwanaście całostronicowych tablic z ilustracjami kolorowymi. Ładne są! No i jeszcze jedna rzecz, dotycząca tego konkretnego egzemplarza książki – znalazłem w nim małą, pożółkłą, odklejoną od drugiej strony okładki karteczkę z ekslibrisem należącym do, jak głosi napis, Ziemensa. A do tego jest jeszcze informacja o lokalizacji geograficznej zbiorów książkowych owego pana – Neustadt W.Pr.

Dziś miasto wymienione na kruszącej się karteczce nazywa się Wejherowo, a ja mieszkam w nim od parunastu lat. Wspomniany Ziemens, August Ziemens, mieszkał tu od schyłku XIX wieku do śmierci w roku 1948. Prowadził drogerię i fotografował dla przyjemności różne różności. Jego sklep nazywał się „Minerwa”, co wyjaśnia dlaczego na ekslibrisie znalazła się podobizna tej bogini. A może było na odwrót – Minerwa najpierw znalazła się na ekslibrisie, a dopiero potem trafiła na sklepowy szyld. Mam za mało informacji by rozstrzygnąć tę wątpliwość.

Mam też drugą wątpliwość. Książkę wydano w roku 1927, a wówczas Wejherowo należało już do Polski i nosiło inną nazwę niż ta z ekslibrisu. Czemu zatem Neustadt, a nie Wejherowo? Domniemuję, że niemiecka nazwa miasta została użyta dlatego, że ekslibrs sporządzono przed końcem I wojny światowej, gdy Wejherowo było Neustadtem. Wskazywać by na to mogło charakterystyczne neogotyckie liternictwo. Przyglądając się ekslibrisowej grafice można zauważyć, że najprawdopodobniej nie było nad drukowana, lecz odciśnięto ją sposobem pieczętnym, linorytniczym, albo innym zbliżonym. Ciekawe, czy August Ziemens parał się i linorytem, czy po prostu zamówił kilkadziesiąt/kilkaset karteczek z ekslibrisami. No i kluczowe pytane, czy projekt grafiki jest jego autorstwa, czy może kogoś innego? Dużo pytań…

Pan Ziemens zostawił po sobie sporą kolekcję negatywów fotograficznych obrazujących życie bliższych i dalszych okolic. Szczęśliwie udało się wejherowskiemu muzeum uzyskać dotację na ich zakup i digitalizację. Swego czasu zaprezentowano w pałacu Keyserlingków i Przebendowskich wystawę fotograficznych prac Ziemensa. Wzmiankowałem ją dwukrotnie. Raz bo byłą to dobra wystawa i towarzyszyło jej wydawnictwo albumowe: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2016/05/22/warto-bylo-pojsc/

A dwa, bo miałem też swój wkład w wernisażowy wieczór: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2015/10/07/wieczorni-kapelusznicy/

A teraz trafiła do mnie książka, która kiedyś stała na półeczce Pana Augusta. Miła świadomość. Może i jej były właściciel ucieszyłby się na wieść, że wróciła do naszego miasteczka. Powiem mu o tym, kiedy odwiedzę go na cmentarzu.

Wakacyjna pamiątka, czyli książka z historią

Wakacyjna pamiątka, czyli książka z historią

 

 

Rocznik z łyżką dziegciu

•2020/07/10 • 31 Komentarzy

Dostałem niedawno najnowszy numer Wejherowskiego Rocznika Kulturalnego. Trafił do mnie, bowiem jestem współautorem zamieszczonego tam opowiadania. Trafił do mnie, choć mógłby nie trafić. Dlaczego mógłby nie trafić? Ano dlatego, że Wydawcy nie poinformowali mnie, że w wejherowskiej Miejskiej Bibliotece Publicznej czeka na mnie egzemplarz tegoż Rocznika. Leżał tam sobie dwa, czy trzy miesiące i cierpliwie na mnie czekał. I czekałby tak pewnie latami, gdyby nie życzliwa znajoma, która poinformowała mnie o sprawie.

– Idź i odbierz – tak mi powiedziała, a na pytanie skąd wie, że mi się też należy, odparła – widziałam twoje nazwisko na liście, kiedy sama odbierałam…

Nie wiem, czy to zwykłe przeoczenie, czy może coś innego, ale zrobiło mi się przykro, że nie pamiętano o mnie. Bo kiedy zapraszano mnie do pisania wspomnianego opowiadania, to zostałem zaproszony i mejlowo i telefonicznie. A potem już cisza…

Drugi problem jaki mam z Rocznikiem, jest taki, że nie obejmuje on swoją treścią działalności dwóch ważnych, moim zdaniem, placówek kulturalnych – Powiatowej Biblioteki Publicznej w Wejherowie i wejherowskiej filii Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej w Gdańsku. Obie instytucje działają dość prężnie w naszym mieście. W mojej opinii obie instytucje zasługują by na łamach Rocznika przedstawiać przynajmniej podsumowanie ich aktywności. Z czego wynika ten brak? Moje domniemanie jest takie, że chodzi o jakieś ambicjonalne gry  samorządowców miejskich i powiatowych. No bo o cóż innego mogłoby chodzić?

Współtworzone przeze mnie opowiadanie, zamieszczone w Roczniku, jest przeznaczone dla dzieci, a powstawało na okoliczność ubiegłorocznej Nocy Bibliotek. Pracowało nad nim kilkoro autorów, a każdy miał napisać własny fragment. Treść dopisanego fragmentu miała się łączyć z tym, co stworzył poprzednik. W efekcie powstało takie cóś, całkiem sympatyczne, z którym możecie zapoznać się niżej.

Ciekawi mnie, czy P.T. Czytelnicy potrafiliby w zamieszczonym niżej tekście zidentyfikować choćby jedno zdanie napisane przeze mnie. Może zatem taka zabawa:
– kto jako pierwszy w komentarzu pod moim postem zacytuje napisane przeze mnie zdanie z opowiadania, dostanie w prezencie jakiś drobiazg literacki z domowej półeczki. No i niech będzie, że każdy ma trzy próby.

Pewnie łatwiej będzie tym, którzy mnie trochę znają… Ale do zabawy zapraszam wszystkich wizytujących internetowe okolice mojego dzienniczka.

rocznik1rocznik2rocznik3rocznik4rocznik5rocznik6

Braki cywilizacyjne

•2020/07/04 • 4 Komentarze

Odbyłem wiele nocnych spacerów w rejonie dworca kolejowego w moim pięknym powiatowym mieście, posiadającym muzeum w pałacu i imponującą filharmonię. W mieście liczącym pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Jeden ze spacerów odbyłem kilka dni temu. Przypominam, że rzecz działa się u schyłku drugiego dziesięciolecia XXI wieku, w sercu Europy.

W pobliżu dworcowego budynku, mimo później pory, stało kilka taksówek. Taryfiarze spali, słuchali radia, palili papierosy… Jeden samochód był pusty. Jego kierowcę zobaczyłem kawałek dalej, między kilkoma drzewami przy skwerku. By być ścisłym muszę dodać, że zobaczyłem białe półkule pośladków taksówkarza, wypięte w charakterystycznym przykucu… W półmroku świeciły jak księżyc pełni. Kiedy przyciśnięty fizjologią człowiek zrobił co musiał, wrócił do auta.

Toaleta przy dworcu, w dość obskurnym budyneczku wkopanym w ziemię, zamykana jest chyba za wcześnie. Dużo wcześniej niż taksówkarze kończą pracę. Zastanawia mnie, czy to co zobaczyłem w nocy było wyjątkową akcją, czy może jest normą. Strach jest… Strach i widoczne gołym (za przeproszeniem) okiem braki cywilizacyjne.

W Wejherowie nie ma całodobowej toalety publicznej.

Fotografię wykonano w Wejherowie, jednak w okolicznościach zupełnie innych niż opisane w tekście. Niemniej zdjęcie obrazuje toaletę przydworcową w jej małym fragmencie. Skan negatywu z Nikona F4.

Fotografię wykonano w Wejherowie, jednak w okolicznościach dziennych, zupełnie innych niż opisane w tekście. Niemniej zdjęcie obrazuje toaletę przydworcową, w jej małym fragmencie. Skan negatywu z Nikona F4.

Przystanek Żydowska Górka

•2020/07/02 • 2 Komentarze

Właśnie ukazał się 35. numer bezpłatnego magazynu „Przystanek Metropolitalny”. To bezpłatne czasopismo tematycznie związane z transportem publicznym na obszarze Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej. Znalazło się w nim miejsce dla mojego tekstu okraszonego kilkoma fotografiami (też moimi). Całą stronę ósmą zajmuje artykuł „Żydowska Górka w Wejherowie”, który inauguruje cykl „Weekendowe wycieczki z MZKZG”. Zamysłem jest opowiadanie o miejscach interesujących, a często omijanych przez turystów z powodu… niewiedzy.

Pismo, o którym wspominam będzie dostępne w wersji papierowej jedynie przez dwa dni. Dziś (2 lipca) jest rozdawane jako dodatek do gazety „Nasze Miasto”, a 4 lipca znajdziecie je na plażach od Sobieszewa aż po Kosakowo. Tego dnia będzie dodatkiem do gazety „Teraz Plaża”.

Miłej lektury życzę wszystkim, którym uda się zdobyć pisemko.
A poniżej lista miejsc, gdzie można TYLKO DZIŚ dostać „Przystanek Metropolitalny” (jako dodatek do gazety „Nasze Miasto”):
✅Gdańsk – Nowe Ogrody (przy Urzędzie Miejskim)
✅Gdańsk – Armii Krajowej/węzeł Okopowa (przystanek tramwajowy/przystanek SKM Gdańsk Śródmieście)
✅Gdańsk – Wały Jagiellońskie – przy schodach prowadzących do wejścia do tunelu (LOT)
✅Gdańsk – skrzyżowanie Hucisko
✅Gdańsk – Główny City Forum (przy wejściu na schody prowadzące do tunelu, obok kina Krewetka)
✅Gdańsk – Wrzeszcz Miszewskiego na przystanku tramwajowym
✅GDAŃSK WRZESZCZ – Mahattan
✅Gdańsk – Wrzeszcz -Słowackiego/Grunwaldzka/Kościuszki – przy przystanku tramwajowym
✅Gdańsk Przymorze – skrzyżowanie przy Urzędzie skarbowym z centrum handlowym Auchan
✅Gdańsk Przymorze – na skrzyżowaniu przy McDonaldzie/Hala Olivia
✅GDAŃSK OLIWA – pętla tramwajowa
✅Gdańsk – Żabianka SKM (przy schodach prowadzących do wejścia do tunelu)
✅Sopot – SKM – od str. Carrefour (przy wejściu do tunelu prowadzącego na peron)
✅Gdynia – Piłsudskiego / Świętojańska (przy UM na rogu, przy przejściu dla pieszych)
✅Gdynia – świętojańska / 10-go lutego (na rogu)
✅GDYNIA GŁÓWNA – ul. Władysława IV/ 10 lutego ( przy przejściu dla pieszych przy centrum handlowym Batory)
✅Gdynia – Gdynia Główna – wejście z boku do SKM (przy przejściu dla pieszych od strony Dworca)

żydiwska górka_przystaneksmall