Podejście

•2021/02/20 • 2 Komentarze

Pandemia już dwukrotnie uniemożliwiła organizację cyklu spotkań promocyjnych związanych z moimi „Pocztówkami”. Kiedy więc chwilę temu niemiłosiernie panujące nam władze ogłosiły ponowne odblokowanie działalności bibliotek i innych instytucji kultury, pojawiła się szansa na nadrobienie zaległości. Zdaje się, że trzeba się spieszyć, bo lada chwila znów wszystko będzie pozamykane.

O promocji już właściwie nie ma co mówić, bo z nakładu pozostały resztki, ale z czytelnikami to zawsze warto się spotkać. Zamiast cyklu będą pewnie ze dwa, noo może trzy wieczory. Na więcej to książek w magazynie zabraknie…

Czas na podejście numer trzy. Halo wieża, prosimy o zgodę na lądowanie…

1052,5

•2021/02/06 • Dodaj komentarz

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy kupując moje rzeczy wystawione na aukcjach dołożyli swoje pieniądze do zbiórki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

W gabinetach lekarskich, pracowniach diagnostycznych, salach rehabilitacyjnych i w szpitalach jestem, niestety, dość częstym gościem. Miałem więc wiele okazji by przekonać się ile sprzętu kupiła Orkiestra i jak jej działalnie przekłada się na ratowanie stanu państwowej służby zdrowia. Na ratowanie ludzkiego życia i zdrowia…

I niech sobie gadają oraz wypisują na internetowych forach ludzie niechętni Orkiestrowej inicjatywie. Nie obchodzi mnie to, bo wierzę w to co widzę…

Jerzego Owsiaka, takie mam wrażenie, władza bardzo chętnie posadziłaby do więzienia, gdyby tylko znalazła cień dowodu na jakiekolwiek oszustwa. W świetle reflektorów i przed obiektywami kamer wyprowadzono by go z domu i, przypuszczam, zakutego w kajdanki niespiesznie poprowadzono do radiowozu. Paski z tekstami o Owsiaku w państwowym telewizyjnym serwisie dezinformacyjnym ciągnęłyby się chyba godzinami, a ubrana na czarno lub brunatno, jak zwykle, spikerka piałaby z zachwytu nad ukróceniem Orkiestrowego procederu. Wychwalałaby pod niebiosa skuteczność tego, co zwierzchnicy każą jej uważać za prawo, a może nawet i sprawiedliwość. Mniemam, że tak by właśnie było…

Jednak dotychczas się nie udało, a jedyne za co skazują Pana Jerzego, to emocjonalne wypowiedzi, w których zdarza mu się użyć słów niecenzuralnych wobec ludzi, którzy, nie tylko jego zdaniem, nie zasługują na wiele więcej. Cóż, gdyby tajni i jawni współpracownicy Narodowej Służby Bezpieczeństwa Moralności, Prawości, Sprawiedliwości i Patriotyzmu, umieli podsłuchiwać myśli, tak jak umieją podsłuchiwać telefony, to zapewne i ja byłbym skazywany za to, czy tamto słowo.

Moje szczęście, że funkcjonariusze nie potrafią wielu rzeczy zrobić tak jakby chcieli i wciąż mogę wystawiać na Orkiestrowe aukcje swoje różne różności. Chyba mi się ulało, ale przecież ja nie o tym chciałem, nie o coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości…

Kochani, w tym roku za sprzedaż dwóch tomików („Pięćdziesiątki” oraz „Pocztówek z bardzo bliska”) i stronicy z książki „Wiersze dla Tamary” zawierającej piękną grafikę Julii Lulis i rymowankę Edyty Pustuły, uzyskaliśmy kwotę 1052,50 PLN (słownie: tysiąc pięćdziesiąt dwa złote i pięćdziesiąt groszy). Pieniądze trafiły już na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Najchętniej wymieniłbym darczyńców z nazwiska, ale z powodu obowiązku ochrony danych osobowych nie zrobię tego. Zatem podziękuję wszystkim zaangażowanym w sprawę raz jeszcze.

Dziękuję Wam wszystkim za dobroć, współodczuwanie, wielką hojność i serce!

I jeszcze ważne postscriptum: pamiętajcie, że Tamarka wciąż szuka bliźniaka genetycznego, który dałby jej szansę na życie – zapiszcie się do bazy dawców szpiku. To nie boli.

https://www.dkms.pl/pl/tamara-szuka-blizniaka

Przypadek?

•2021/01/28 • 1 komentarz

W podziękowaniu za drobną przysługę dostałem niedawno od koleżanki książkę. Poleżała z miesiąc na dnie sterty tomów oczekujących na czytanie. Coś mnie jednak do niej ciągnęło. Nie stawiałem więc oporu i migusiem przeczytałem.

I tak się jakoś złożyło, że powieść Leonida Cypkina, tak mocno związaną z autorem „Zbrodni i kary”, skończyłem dzisiaj, w rocznicę śmierci Dostojewskiego.

Ależ to jest LITERATURA!

Dokładam się

•2021/01/27 • 2 Komentarze

Jak co roku dokładam się do zbiórki na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Na różne sposoby się dokładam. Jeśli ktoś z P.T. Czytelników uważa, że postępuję niemądrze, to uprzejmie upraszam by nie dzielił się swoją opinią ze mną. Robię to, co czuję, że powinienem, to co chcę zrobić. Dokładam się groszem i pracą rąk, oczu, umysłu. A moja żona robi to samo.

Jeśli Państwo mają podobne odczucia i chcieliby mieć jakiś drobiazg, który będzie przypominał o naszym wspólnym wkładzie w sprawę, to podaję niżej odsyłacze do trzech naszych aukcji. Cała kasa, co do grosza idzie do Orkiestry.

https://allegro.pl/oferta/pocztowki-z-bardzo-bliska-krzysztof-szkurlatowski-10163251576

https://allegro.pl/oferta/piecdziesiatka-krzysztof-szkurlatowski-10163323232

https://allegro.pl/oferta/edyta-pustula-i-julia-lulis-wiersz-i-grafika-10167540280

Dla Tamary

•2020/12/27 • Dodaj komentarz

Jakiś czas temu odezwała się do mnie koleżanka, z którą przepracowałem parę ładnych lat w wydawnictwie. Agata poprosiła o napisanie wierszyka dla małej Tamary. Najlepiej o zwierzęciu jakimś. Dowolnym zwierzęciu. Napisałem więc o homarze i mrówkojadzie, a żona dołożyła swój wierszyk o kurze. Pozostali autorzy (Ola Będkowska, Ryś Bieńkowski, Bartek Brosz, Piotr Bukartyk, Beata Bużan, Kasia Kupracz, Agata Latuszek, Magda Ostrowska, Ela Pałasz, Sebastian Przybyszewski, Pioter Salewski, Krzysiek Szczepkowski) sportretowali kilka innych zwierzaków, a utalentowani rysownicy (Kalinka Będkowska, Bartek Brosz, Magda Jaszczak-Birkowska, Martyna Kuna, Agata Latuszek, Julia Lulis, Katarzyna Maciejowska) stworzyli do nich wspaniałe ilustracje. Detepowcy (Krzysiek Gotowiski, Danka Jarzembek) całość złożyli, drukarze (Polishdruk) wydrukowali i w ten sposób powstała piękna książeczka.

Dziękujemy za zaproszenie do grupy kibicującej Tamarze. Wszyscy ściskamy kciuki, by znalazł się bliźniak genetyczny dziewczynki i uratował jej życie. Jeśli czytacie ten wpis, a jeszcze nie zapisaliście się do bazy dawców szpiku – zróbcie to, proszę. Może, ktoś z Was będzie mógł ofiarować tej słodkiej dziewczynce coś dużo ważniejszego niż książeczka z wierszykami.


Niżej wklejam ważny link.
https://www.dkms.pl/pl/tamara-szuka-blizniaka

Po zmaganiach

•2020/12/23 • Dodaj komentarz

Piosenek nie pisuję, zasadniczo. Zasadniczo, nie umiem. Wiem, bo parę razy mnie podkusiło i nie byłem, zasadniczo, zadowolony z efektów… A jak już coś napisałem, to się okazywało, że rzecz już od wieków jest napisana. A to „Bogurodzica” mi wyszła, a to „Czarne jagódki”, a to „Last Christmas”.

Złamałem się przy okazji II Ogólnopolskiego Konkursie na piosenkę o Wejherowie. Pomyślałem, a co tam, potraktuję to jako żart. Siadłem nad kartką papieru, odkręciłem pióro i… nic. Gapiłem się na ten papier jak sroka w gnat. Przez godzinę chyba. Zawziąłem się, że nie skapituluję łatwo. Aby sobie trochę ułatwić, sięgnąłem po doping – rozpieczętowałem butelczynę Woodforda trzymaną na czarną godzinę. Po pierwszej miarce coś drgnęło i na kartce pojawiły się pierwsze słowa. Zaczęło się kreślenie. Miałem wrażenie, że z każdym łyczkiem idzie mi coraz lepiej…

Następnego dnia strasznie mnie głowa bolała od tej poezji. Przeczytałem wieczorem, kiedy ustąpiła migrena. Nie spodobało mi się. Pomyślałem, że może powinienem, zgodnie z panującą u nas ostatnio modą napisać coś bardzo przesiąkniętego miłością do Boga, honoru i ojczyzny. Może powinna to być, Wielka Narodowa Kolęda. No, ale na papierze było, to co było. Żal mi było pracy i Woodforda, więc wysłałem na konkurs. Dali wyróżnienie.

Dziś się dowiedziałem, że do moich słów Pan Filip Cieszyński z Gniewu skomponował muzykę. I dostał za nią trzecią nagrodę. Poszło mu lepiej niż mnie. Gratuluję!

O sprawie doniosły lokalne media, przekręcając (a jakże!) w notce moje imię. Taki to już urok współczesnych mediów. Marniejsze są one nawet niż moje zdolności piosenkotwórcze. Chyba powinni zacząć ostro pić.

http://www.wejher.com/c/43026-Wejherowo-final-ii-ogolnopolskiego-konkursu-na-piosenke-o-wejherowie.html

Powiew piętnasty

•2020/12/22 • Dodaj komentarz

Pomysł na to opowiadanie miałem od dawna. A właściwie nie pomysł, tylko pomysły na okruchy, na poszczególne wątki. No i tak nosiłem te pomysły w sobie i nosiłem, a za pisanie się nie zabierałem. Jak to u mnie, mówiłem sobie – taak, napiszę to, napiszę, siądę i napiszę! Kończyło się na gadaniu. I pewno byłbym zapomniał o tych pomysłach, gdybym sobie nie przypomniał, że za trzy dni upływa termin składania tekstów na konkurs, w którym uczestniczę od kilku lat dość regularnie. Spiąłem się i zacząłem pisać. A w trakcie pisania wszystkie te wątki, noszone tygodniami albo i miesiącami, połączyły się, związały ze sobą. Nawet nie bardzo wiem jak i kiedy. Tekst napisałem w jeden dzień. Drugiego dnia poprawiałem błędy i niedociągnięcia, a trzeciego dnia wysłałem. Zdążyłem jakimś cudem.

Donieśli mi wczoraj życzliwi (znaczy, podpisujący się „życzliwi”), że moje opowiadanie otrzymało pierwszą nagrodę w XV edycji Konkursu Literackiego „Powiew Weny”, w kategorii proza/dorośli. Raz, że miło jak komuś się spodobało, to co napisałem (choć nie to warunkuje moje pisanie), a dwa, że przyda się parę złotych z nagrody do załatania przedświątecznej dziury budżetowej. Kupi się za to składniki do świątecznego marcepana, którego robię samodzielnie odkąd odkryłem, że nawet w Lubece wytwórcy dosypują do swoich smakołyków dziwne składniki. Wolę czyściutki marcepan bez wynalazków w środku.

Jak ktoś ma życzenie dowiedzieć się jakie walory, szanowne jury dostrzegło w moim tekście, to zapraszam do dwudziestosekundowego fragmentu filmiku. Trzeba przewinąć suwaczkiem do 46’07”. Z całością nagrodzonego opowiadania będzie się można zapoznać kiedy organizator konkursu zmontuje i wydrukuje antologię nagrodzonych prac. A będzie to pewno na wiosnę, albo w środę, lub kiedy tylko skończę jeść zupę…

Poezja w rzeczach

•2020/12/20 • Dodaj komentarz

Dowiedziałem się całkiem niedawno, że wiersz mojego autorstwa zdobył wyróżnienie na „Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim >Życie w Covidzie<„. Zawsze to miło dowiadywać się, że ktoś docenił. Jeszcze milej, jak uprzejmi organizatorzy zechcą ufundować wyróżnionym poetom nagrody jakieś. Niechby i symboliczne.

Dostałem i ja swoją nagrodę symboliczną. Wywołała uśmiech na mojej twarzy, jak to nagroda. Jednak był to uśmiech inny niż zwykle.

Jakie to piękne, gdy życie nieoczekiwanie objawia nam poezję skrywaną skrzętnie w rzeczach. Nawet jeśli ukrycie było przez organizatorów konkursu nie całkiem zamierzone i wymyślone. Tak pomyślałem, patrząc na gustowny zestaw chińskich śrubokrętów.

Jaka poezja, takie wyróżnienie – szepnęła bardziej pesymistyczna część mojej duszy…

Trzeci raz

•2020/12/09 • Dodaj komentarz

Mam zbiór przedwojennych pocztówek z mojej rodzinnej wsi. Od dwóch lat robię z nich kalendarze ścienne. Wspominałem o tym tutaj:

https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/12/02/drugie-zycie/

https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2019/11/23/powtorka/

Wybrane pocztówki skanuję do formatu cyfrowego, lekko obrabiam pod kątem druku, wkomponowuję w karty kalendarzowe, a potem wysyłam do druku. Nakład malutki, ale już dwukrotnie zszedł prawie w całości, więc mimo zmęczenia i w tym roku posiedziałem nad tym trochę.

Pliki kalendarza na rok 2021 właśnie poszły do drukarni i za kilka dni powinny do mnie wrócić już na papierze. Zawsze niecierpliwie czekam, by przekonać się jaki jest efekt końcowy. Jeśli jakieś egzemplarze zostaną, to wrzucę do działu „Antykwariat osobisty”, z którego wszyscy zainteresowani będą mogli je nabyć: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/antykwariat-osobisty/

Pracując nad kalendarzami mam w głowie myśl, że gdybym nagle odwalił kitę, to ten mój zbiór tak całkiem nie przepadnie – przynajmniej część zostanie, w postaci kalendarzy, u ludzi.

To chyba dobrze…

Siódma w nocy

•2020/12/08 • 6 Komentarzy

Kiedy budzę się by ruszyć do pracy, jest ciemno. Kiedy zaczynam pracę, jest ciemno. Kiedy kończę pracę, jest ciemno. Kiedy docieram do kuchni by zjeść obiad, jest ciemno. Jakbym żył za jakimś kręgiem polarnym. Żeby się choć czasem zorza pojawiła, może lepiej bym to znosił…

Zmęczony jestem. Dość już lat żyję by wiedzieć, że tak bywa o tej porze roku. Może się do tego kowid dołożył i przez niego odczuwam to znużenie jakoś tak intensywniej. Przechodzi czasem przez głowę myśl taka, że całkiem przyjemnie byłoby już nie musieć otwierać oczu i patrzeć wciąż na nowo w ten cały mrok. Przyrodniczy i społeczny.

A potem przychodzi tak zwany Mikołaj i znajduję w bucie coś, co sprawia, że resztki światła błyszczą w oku. No i co, trzeba się będzie zebrać w sobie i załadować film do tej blaszanej puszki, a potem ruszyć z domu w tę ciemność coraz bardziej otaczającą, by przetestować nowy-stary sprzęt.

Mimo apatii doceniam urodę czarnego prostopadłościanu. Wygląda na niemal nieużywany. Migawka działa jak należy, szkło w obiektywie czyste, celowniki klarowne, prowadnice filmu niezardzewiałe. Mikołaj zadbał nawet o to, by dodać mi odrobinę energii niezbędnej do ruszenia się z miejsca. Wie skubany, że jej potrzebuję i dlatego obok Agfy ułożył mojego ulubionego marcepana w deserowej czekoladzie, sprowadzonego prościutko z Lubeki.

Nie ma wyjścia – będą zdjęcia…