Formalności

•2019/06/13 • 28 Komentarzy

Na szczęście zrobiło się chłodniej. W sam raz aby usiąść przy ogrodowym stoliku i zabrać się do wypełniania formalnych obowiązków kończących nauczycielską robotę w tym roku szkolnym.

Dzienniki rozłożone, a pióro napełnione atramentem. By się milej pracowało zmieliłem i zaparzyłem garstkę ulubionej, a otrzymanej niedawno w prezencie, Café Geisha da Fazenda Primavera. Co za aromat i smak!

W trawie dookoła mnie zaległo nasze kocie stado i leniwie przygląda się otoczeniu. Ja zaś zabieram się powoli do wypełniania tabeli „Wnioski do dalszej pracy” w trzech dziennikach szkolnych, po jednym dla każdej z moich fotograficznych grup. Czas najwyższy, bo rozdanie świadectw już za tydzień.

Czas by w dziennikach wpisać ostatnie słowa i złożyć je w szkolnym archiwum

Czas by w dziennikach wpisać ostatnie słowa i złożyć je w szkolnym archiwum

Reklamy

Będzie sroga zima

•2019/06/10 • 23 Komentarze

Podobno w tym roku zima ma być długa i mroźna. Wnioskuję to po zaobserwowanych ostatnio intensywnych pracach wejherowian nad przetworami owocowymi.

Najpierw trzeba się było udać na wieś, wspiąć na drzewo i narwać czereśni, a potem dowieźć je do domu. Niemałą część owoców pożarliśmy bez zawracania sobie głowy myciem, resztę jednak zaczęliśmy pakować w szkło. Na pierwszy ogień poszły kompoty – wyszło dwadzieścia litrowych słoi. To co zostało, przybierze wkrótce postać pysznego, aromatycznego dżemu. O ile nie zostanie pochłonięte na surowo…

czereśnie 2019a

Sobotnio-niedzielny urobek z pachnącym jaśminowcem w tle.

Prosto z drukarni

•2019/06/05 • 11 Komentarzy

Jest już gotowa książeczka o której wspominałem tu: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2019/04/26/nie-tylko-fotografie/

Jedną połowę objętości zajmują fotografie uczniów uczęszczających na moje zajęcia fotograficzne w Collegium Gedanense, którzy zgłosili swoje prace. Drugą zaś wiersze, które powstały w tej samej szkole, na warsztatach pisarskich Mai Dziedzic. Można w książce znaleźć utwory wygenerowane przez: Jakuba Białkowskiego, Piotra Głyżewskiego, Maksymiliana Kubiaka, Agnieszkę Lewińską, Nadię Malowaną, Bartka Matyska, Borysa Niskiego, Igora Sołowińskiego, Andrzeja Szymańskiego. Bardzo dziękuję za wkład i zaangażowanie!

Pachnące farbą drukarską tomiki w błyszczących twardych okładkach poczekają teraz dwa tygodnie, na dzień rozdania świadectw, by wówczas trafić w ręce licealistów. Egzemplarze obowiązkowe dla bibliotek właśnie nadałem na poczcie.

Cieszę się, że mogłem do tego pomysłu wydawniczego przyłożyć rękę – zaprojektowałem okładkę, układ graficzny wnętrza, zrobiłem też skład. No i dopingowałem przez cały rok tych moich fotografistów.

Wydrukowane książki czekają na zakończenie roku szkolnego. Wtedy zostaną wręczone uczniom.

Wydrukowane książki czekają na zakończenie roku szkolnego. Wtedy zostaną wręczone uczniom.

Pan Tadeusz w Warszawie

•2019/06/01 • 16 Komentarzy

Jeśli jesteście z Warszawy albo okolic, lub jeśli w ciągu najbliższego miesiąca Warszawa będzie wam po drodze, to polecam wizytę w Domu Spotkań z Historią na Karowej. Tam bowiem można do 9 czerwca oglądać wystawę fotograficzną Tadeusza Rolkego, „Fotografie warszawskie”. Sto pięćdziesiąt dobrze wyeksponowanych zdjęć, a na pamiątkę można kupić album zawierający sto fotografii z wystawy.

Obrazkowa opowieść o Warszawie z lat 50. i 60. Najpierw morze ruin, potem odbudowa i socjalizm. I na tym tle widzimy zwykłych mieszkańców miasta ich zmagania z trudami życia codziennego, ale też piękne dziewczyny, przystojniaków ze skuterami i obrazy z życia środowiska artystycznego. Wystawa jest przekrojem przez rodzaje fotografii, które uprawiał Tadeusz Rolke. Jest reportaż miejski i fabryczny, fotografia modowa, no i sporo pięknych portretów.

Do wystawy wybrano naprawdę świetne zdjęcia, można do nich wracać nieustannie, więc dobrze się złożyło, że organizatorzy zadbali o wydanie dużego rozmiarowo i ładnie wydrukowanego albumu. Zamieszczono w nim setkę zdjęć z warszawskiej wystawy. Absolutnie polecam, zwłaszcza, że cena nie jest zaporowa!

Jako, że tydzień temu Tadeusz Rolke świętował urodziny, można by mu odśpiewać „Sto lat”. Byłby to jednak nietakt, gdyż były to urodziny dziewięćdziesiąte. Życzę zatem Panu Tadeuszowi jeszcze bardzo wielu udanych kadrów, bo przecież wciąż fotografuje!

01

fot. Tadeusz Rolke

02

fot. Tadeusz Rolke

03

fot. Tadeusz Rolke

04

fot. Tadeusz Rolke

05

fot. Tadeusz Rolke

Ostatnia i zapomniana

•2019/05/31 • 4 Komentarze

Zmartwiłem się kiedy jesienią roku 2012 firma Fujifilm zapowiedziała zakończenie produkcji średnioformatowego negatywu barwnego Reala. Film ten bowiem, razem z Portrą, należał do moich ulubionych barwnych negatywów. Cóż, z faktami się nie dyskutuje. Po prostu zamówiłem w sklepiku internetowym tyle rolek Reali, na ile było mnie stać, a konkretnie trzydzieści. Żona ze zrozumieniem przyjęła fakt zapełnienia materiałami światłoczułymi kolejnej półeczki w lodówce. Z miłości człowiek jest gotów się godzić i na takie rzeczy.

Oszczędzałem jak mogłem, ale zapasy Reali i tak stopniowo, lecz nieuchronnie się kurczyły. Jesienią roku 2018 sięgnąłem po ostatnią rolkę. Pojechała ze mną do Ełku, gdzie została załadowana do Mamiyi 6 MF, a następnie zapisana światłem. Po powrocie do domu wypakowałem z plecaka wszystko, jak mi się wtedy zdawało. Jednak zaplątała się gdzieś na jego dnie owa ostatnia rolka Reali. I dopiero kilka dni temu zagubiona Reala wypadła, gdy przygotowywałem plecak do prania. Biorąc ją do rąk nijak nie mogłem sobie przypomnieć, co może być na tym filmie. Jedyny sposób by się przekonać, to wywołać.

Film trafił do koreksu, który następnie był wypełniany kolejnymi roztworami z zestawu Tetenala przeznaczonego do procesu C-41. Koreksem kręcił niezawodny procesor Jobo CPE-2. A kiedy już film zawisł do suszenia, wreszcie zerknąłem na jego zawartość – no tak, to przecież Ełk! Wciąż pamiętam ciepły, choć wietrzny dzień. Odbyłem wówczas kilkugodzinny, niespieszny spacer od największego w mieście kościoła, do ruin krzyżackiego zamku i dalej, dookoła jeziora.

Szkoda, że więcej zdjęć na Fujifilm Reala nie zrobię…

reala0012sm1

Ełk jesienią 2018 roku fotografowany na Fujifilm Reala załadowanym do aparatu Mamiya 6 MF. Skanowano Epsonem V 700.

reala0013sm1

Ełk jesienią 2018 roku fotografowany na Fujifilm Reala załadowanym do aparatu Mamiya 6 MF. Skanowano Epsonem V 700.

Największy kościół w Ełku na pocztówce sprzed I wojny światowej, w czasie której uległ zniszczeniu. Odbudowano do dopiero na początku lat 20., w formie widocznej na zdjęciach zapisanych na mojej ostatniej rolce Reali.

Największy kościół w Ełku na pocztówce sprzed I wojny światowej, w czasie której uległ zniszczeniu. Odbudowano go dopiero na początku lat 20., w formie widocznej na zdjęciach zapisanych na mojej ostatniej rolce Reali.

Norwegowie w Wejherowie

•2019/05/26 • 3 Komentarze

Mieliśmy się całą rodziną wybrać wieczorkiem na występy chóralne do naszego centrum kultury. Nie żebyśmy byli wielkimi miłośnikami tego typu aktywności artystycznej, ale zainteresowało nas to, że prócz wejherowskiego chóru męskiego „Harmonia” głos da również męski chór z norweskiego miasta Skien. Skoro syn zgłębia tajniki kultury skandynawskiej, a tu nagle Skandynawowie zjawiają mu się jak podani na półmisku, to grzechem byłoby nie skorzystać. I już-już rodzina miała ruszać w drogę, gdy dziecię moje ukochane tak niefortunnie machnęło łapką w celu odpędzenia kota, że trafiło dłonią na krawędź szyby służącej tatusiowi do celów rozmaicie fotograficznych, a odstawianej gdzie popadnie (przez ostatnie parę miesięcy). No i się zrobiła domowa scena jak z finałów filmów Quentina Tarantino. Krew, krew, wszędzie krew! Pod wpływem emocji mogło by się zdawać, że w synowskiej posoce będzie można wkrótce pływać żabką, i to krytą.

Wkrótce okazało się, że juchy nie ma aż tak dużo, kaszanki by się z tego ukręcić nie dało. Mimo opatrzenia rany, syn odmówił wymarszu, a żona uznała, że lepiej będzie jak też zostanie i zajmie się poszkodowanym. Sam poszedłem…

Kilka minut po 17.00 z sali konferencyjnej Filharmonii Kaszubskiej dobiegały chóralne śpiewy w kilku językach. Jako pierwsi wystąpili goście z Norwegii (Skiens Mannssangforening). Ich chór istnieje od 1895 roku i zrzesza kilkudziesięciu mężczyzn. W Wejherowie wykonali jakieś dziesięć pieśni. Większość w swoim rodzimym języku, ale było też kilka po angielsku. Usłyszeliśmy m.in. dwie tradycyjne piosenki irlandzkie („Molly Malone” i „Down by the Salley Gardens”), norweskie piosenki ludowe, oraz pieśń „Olaf Tryggvason”, opowiadającą o bitwie pod Svold, w której zginął król Norwegii wymieniony w tytule. Chórem dyrygował Cedomir Popadic, który również wprowadzał słuchaczy w tematykę wykonywanych utworów. Tłumaczeniem służyła publiczności Pani Helena Garczyńska z Instytutu Skandynawistyki Uniwersytetu Gdańskiego.

Po występie gorąco przyjętych Norwegów, przyszła kolej na chórzystów z wejherowskiej „Harmonii”. Ci zaprezentowali pieśni i piosenki polskie, oraz kaszubskie. Usłyszeliśmy między innymi „Bogurodzicę i „O ziemio ojców”. Znalazło się też (niestety) miejsce dla lżejszego repertuaru. Przy aplauzie publiczności wykonane zostały przeboje „Los Andes Cordilliera”, Jana Kaczmarka, „Sex shop”, z repertuaru kabaretu OTTO, czy „Wznieś serce nad zło” Ryszarda Rynkowskiego. Jako, że nie przepadam za tego typu twórczością, w jakimkolwiek wykonaniu, troszkę zacząłem się męczyć.

Na zakończenie muzycznego spotkania oba chóry połączyły się i wykonały wspólnie kilka utworów, w tym słynne bitelsowskie „Yesterday” i kompozycję „Musica Nordica”,  Henryka Stefana Czyżewskiego. Ten ostatni utwór zalicza się do nurtu aleatoryzmu naturalnego – łączy efekty onomatopeiczne, szmerowo-foniczne inspirowane odgłosami przyrody (np. śpiewu ptaków, szumu fal) z rozmaitymi dowolnościami rytmiczno-dynamicznymi. Swego czasu było to ciekawe novum. Zdaje się jednak, że zarówno dla chórzystów, jak i dla publiczności „Musica Nordica” była raczej zabawą. Owszem, intrygującą, inspirującą, ale raczej tylko zabawą.

Sądząc po długości braw jaka nastąpiła po występie, publiczność była niezwykle usatysfakcjonowana. Żałowano jedynie, że norweski chór nie przywiózł ze sobą płyt , które po ich wyjeździe mogłyby być miłym wspomnieniem przyjemnego, muzycznego wieczoru.

Kiedy wróciłem do domu, syn dziewięciopalczaście, całkiem sprawnie obsługiwał komputer, a żona za punkt honoru postawiła sobie uporządkowanie naszych rozproszonych po całym mieszkaniu apteczek. Ja zaś pozwoliłem zdjęciom z wieczoru uleżeć się przez dobę, a potem wrzuciłem je tutaj.

Cedomir Popadic dyrygujący Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Cedomir Popadic dyrygujący Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru  Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru  Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru  Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru  Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru  Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Połączone siły chóru Harmonia i Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Wejherowski chór męski Harmonia w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Skiens Mannssangforening w czasie występu w Wejherowskim Centrum Kultury

Pani Helena Garczyńska z Instytutu Skandynawistyki Uniwersytetu Gdańskiego, zgrabnie tłumaczyła wszystko z norweskiego i na norweski.

Pani Helena Garczyńska z Instytutu Skandynawistyki Uniwersytetu Gdańskiego, zgrabnie tłumaczyła wszystko z norweskiego i na norweski

 

Reportaż z rodzinnych stron

•2019/05/24 • Dodaj komentarz

W grudniu ubiegłego roku wspominałem m.in. proboszcza z rodzinnej wsi i odkrytą o nim prawdę. Tu wspominałem: https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2018/12/31/w-kosciele/

Wczoraj zaś, w kupionym na krótką kolejową podróż majowym numerze magazynu „Pismo”, znalazłem reportaż Michała Szczęcha „Matka Boska rozkłada ręce” (strony 20-27). Spora część tekstu również dotyczy księdza Piechowiaka, a przede wszystkim jego czynów pedofilskich i kilkudziesięcioletniej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Dziennikarze coraz odważniej zaczynają upubliczniać tego typu fakty. Mam nadzieję, że nie będzie to chwilowy trend i okazjonalne wzmożenie zainteresowania wywołane „Klerem” Smarzowskiego i filmem dokumentalnym Sekielskich.

Jednak reportaż Michała Szczęcha nie całkiem mi się spodobał. Uważam bowiem, że autor upakował w nim zbyt wiele spraw. Z jednej strony mamy postać obecnego księdza z parafii Kolsko, któremu zarzuca się ingerowanie w wybory samorządowe, konfliktowanie parafian i sugeruje się spowodowanie kolizji samochodowej (kto wie, czy nie w stanie wskazującym na spożycie alkoholu). Z drugiej zaś strony, czytamy o występkach dawnego proboszcza, Kazimierza Piechowiaka. Obie postaci dzieli kilkadziesiąt lat, a łączy przynależność do duchowieństwa, ta sama parafia i zachowania części parafian. Zdaje mi się jednak, że to zbyt mało by łączyć w tekście obu księży. Ten już nieżyjący ma na koncie dowiedzione bardzo paskudne czyny, zaś działania tego obecnego zdają się mieć zdecydowanie mniejszy kaliber występności. A grupa parafian stających w obronie swojego proboszcza i szykanująca tych, którzy domagają się zmian, to chyba nic nadzwyczajnego w naszej rzeczywistości. Do skonfliktowania mieszkańców wsi, gminy, czy parafii, wcale nie trzeba księdza, któremu nie podoba się nowy kandydat na wójta. To, że niektórzy ludzie ufają księżom, którym znają, nie jest niczym zaskakującym. Gorzej, że potrafią zaprzeczać dowiedzionym faktom. Jeszcze gorzej, że są skłonni do prześladowania współparafian mających odmienne zdanie. I to jest zawsze niepokojące. Chyba też, niestety, dość powszechne…

Nie uważam, że reportaż jest zły, lecz że sprawy w nim poruszone są posklejane ze sobą w sposób niezbyt mnie przekonujący. Niemniej, tekst jest wystarczająco poruszający by wzbudzić emocje i wspomnienia. Napięcia i konflikty międzyludzkie nakreślono bardzo obrazowo. Na tyle, że czytając artykuł wciąż myślałem o tym, jak bardzo nie chcę wracać w swoje rodzinne strony.

Pismo