Trójka

•2018/11/14 • 2 Komentarze

Najpierw dowiedziałem się o śmierci Profesora Wyrozumskiego. Tak, miał swoje lata, więc nie był to wielki szok, raczej żal, że odszedł jeszcze jeden człowiek, którego książki mam na półce, na którego wykładach byłem parę razy, z którym miałem okazję porozmawiać. O historii rozmawialiśmy, a jakże! Ale takiej bardziej osobistej. Konfrontowaliśmy przez dobre dwa kwadranse kresowe wspomnienia Pana Profesora i te, które przekazała mi moja babcia. Na zawsze zostanie mi w głowie jego głos pełen pasji i zmrużone oczy, jakby w wyobraźni wracał do rodzinnej Trembowli.

Dzień później dowiedziałem się o śmierci Dariusza Dekańskiego. U schyłku lat 80. chodziłem na prowadzone przez niego ćwiczenia z historii polskiego średniowiecza. Lubił żartować i nie wyzłośliwiał się specjalnie, nawet na tych mniej pracowitych studentach. Parę lat później nasze „cele” w hotelu asystenckim dzieliło jedno piętro. Często się spotykaliśmy przy hotelowej portierni. Prawda, sporo chorował, ale przecież młody był, starszy ode mnie o jakieś osiem lat. Zaledwie…

Dzień później zadzwonił do mnie przyjaciel z informację, że na fejsach pojawiła się notka o śmierci naszego wspólnego kumpla z akademika. Tu już byłem zaskoczony. Bardziej niżbym chciał… Siekiera, jak mówili na niego wszyscy z wrzeszczańskiego domu studenckiego „Chemicus”, był naszym równolatkiem. No i był mi bliski. Zawsze mieliśmy o czym rozmawiać. Studiował geografię, ale pasje miał zdecydowanie szersze, i w dodatku mocno pokrywające się z moimi – tatrzańskie wędrówki, muzyka, elektronika (w sensie technicznym i użytkowym – często używał lutownicy i zawsze miał w pudełeczkach potrzebne tranzystory i diody), fotografia, humor montypythonowski, astronomia, i Bóg wie co jeszcze. W pokoju, który zajmował (razem z Jolą, przyszłą żoną), mieścił się studencki radiowęzeł, który stale okupowaliśmy prowadząc nie kończące się nocne Polaków rozmowy. Sporo czasu spędziliśmy razem w akademickiej ciemni fotograficznej wdychając opary wywoływaczy i eksperymentując z pseudosolaryzacją. No i nie żyje Sławek, to znaczy Siekiera, bo po imieniu to mówiła do niego chyba tylko Jola. Jego zabił tętniak.

A nas? Co zabije nas? I kiedy?

Reklamy

Z Namysłowa

•2018/11/12 • 2 Komentarze

Jakieś pięć, a może sześć lat temu napisałem opowiadanie, a właściwie prawie napisałem.  Brakowało w nim kilku istotnych elementów. Jakoś nie potrafiłem ich znaleźć. W końcu zarzuciłem tekst niedokończony. Straciłem do niego serce.

Sięgnąłem po niego dopiero tego lata. Znajomy przysłał mi wiadomość o namysłowskim konkursie, więc pomyślałem, że może by tak spróbować jeszcze raz. Żal przecież włożonej pracy, no i bohaterów, których przecież o mało co stworzyłem. Powrót do tekstu okazał się bezbolesny. W ciągu jednego wieczoru udało mi się załatać wszystkie luki, które wcześniej tak bardzo mnie uwierały. Opowiadanie wydrukowałem, zapakowałem do koperty i wysłałem.

Wczoraj wieczorem wróciłem z Namysłowa z pamiątką taką, jak widać na załączonym obrazku. Przy okazji pobytu poznałem niezwykle sympatyczne Panie Bibliotekarki i poetę, Wojtka Roszkowskiego, który w kategorii poezji dostał pierwszą nagrodę. Rok, a może już dwa lata, temu poznałem jego żonę, Ewę Włodarską, w bardzo podobnych okolicznościach – ona odbierała nagrodę za pierwsze miejsce, a ja za drugie. Tyle, że rzecz działa się w Ostrzeszowie.

Namysłów2018

Z ciekawości

•2018/11/08 • 6 Komentarzy

Po moich ostatnich, nieprzyjemnych doznaniach z wieczornym powietrzem w Wejherowie, postanowiłem od czasu do czasu zaglądać na stronę internetową z odczytami czujników jakości powietrza. Żeby skonfrontować wyniki tam prezentowane z moimi subiektywnymi odczuciami. Tak z ciekawości…

Dziś miałem wrażenie, że jest równie źle jak ostatnio. Albo i gorzej. Co na to czujniki? Prezentacja niżej. Wychodzi na to, że większa część populacji mojego miasta powinna zostać w domach i szczelnie pozamykać okna. Dla własnego dobra…

Czujniki potwierdziły moje subiektywne odczucie, że strasznie śmierdziało dziś wieczorem w Wejherowie. Znaczy, mam nosa. Jeszcze…

Jakość powietrza w Wejherowie 8 listopada 2018 roku około godziny 17.15. Podaję, co dokładnie oznaczają symbole na mapie: BARDZO DOBRE Warunki bardzo sprzyjające do wszelkich aktywności na wolnym powietrzu bez ograniczeń. Pył PM10: 0-20 µg/m3; pył PM2.5: 0-12 µg/m3; DOBRE Można przebywać na wolnym powietrzu i wykonywać dowolną aktywność bez ograniczeń. Pył PM10: 21-60 µg/m3; pył PM2.5: 13-36 µg/m3; UMIARKOWANE Warunki umiarkowane do aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 61-100 µg/m3; pył PM2.5: 37-60 µg/m3; DOSTATECZNE Należy rozważyć ograniczenie (skrócenie lub rozłożenie w czasie) aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 101-140 µg/m3; pył PM2.5: 61-84 µg/m3 ZŁE Ograniczyć do minimum wszelką aktywność fizyczną na wolnym powietrzu. Pył PM10: 141-200 µg/m3; pył PM2.5: 85-120 µg/m3; BARDZO ZŁE Jakość powietrza ma negatywny wpływ na zdrowie, ograniczyć przebywanie na wolnym powietrzu do niezbędnego minimum. Pył PM10: >200 µg/m3; pył PM2.5: >120 µg/m3

Jakość powietrza w Wejherowie 8 listopada 2018 roku około godziny 17.15. Podaję, co dokładnie oznaczają symbole na mapie: BARDZO DOBRE Warunki bardzo sprzyjające do wszelkich aktywności na wolnym powietrzu bez ograniczeń. Pył PM10: 0-20 µg/m3; pył PM2.5: 0-12 µg/m3; DOBRE Można przebywać na wolnym powietrzu i wykonywać dowolną aktywność bez ograniczeń. Pył PM10: 21-60 µg/m3; pył PM2.5: 13-36 µg/m3; UMIARKOWANE Warunki umiarkowane do aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 61-100 µg/m3; pył PM2.5: 37-60 µg/m3; DOSTATECZNE Należy rozważyć ograniczenie (skrócenie lub rozłożenie w czasie) aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 101-140 µg/m3; pył PM2.5: 61-84 µg/m3 ZŁE Ograniczyć do minimum wszelką aktywność fizyczną na wolnym powietrzu. Pył PM10: 141-200 µg/m3; pył PM2.5: 85-120 µg/m3; BARDZO ZŁE Jakość powietrza ma negatywny wpływ na zdrowie, ograniczyć przebywanie na wolnym powietrzu do niezbędnego minimum. Pył PM10: >200 µg/m3; pył PM2.5: >120 µg/m3

Powrót do przeszłości

•2018/11/07 • 2 Komentarze

Wiecie jaką woń wydzielają przy spalaniu zużyte jednorazowe pieluszki? Ja wiem, bo moi rodzice wrzucali je do pieca. Nie jest to ładny zapach. Gorszy jest, i to zdecydowanie, niż aromat zawartości takiej pieluszki.

Wczoraj wieczorem miałem zapachowy powrót do przeszłości, bowiem nad Wejherowem zawisł ten właśnie smród. Był tak intensywny, że wręcz czułem podrażnione gardło. Do odruchu wymiotnego było naprawdę niedaleko. Nie pierwszy raz się to stało. Mieszkam tu już naście lat i ta przygoda spotyka mnie dość regularnie w każdym sezonie grzewczym.

Wróciwszy do domu zaglądnąłem z ciekawości na internetową stronę, która wyświetla bieżące wyniki monitoringu jakości powietrza w moim mieście. Niżej prezentuję w postaci graficznej, to co zobaczyłem. Niestety, mieszkam w pobliżu miejsca, gdzie czujniki wygenerowały najbardziej niepokojące buźki…

Nie ma u nas wielkiego przemysłu, hut, kopalń, wielkich fabryk. Co najwyżej manufaktury. Wejherowo ze wszystkich stron otaczają lasy. Kto więc generuje wiszące w powietrzu zanieczyszczenia – wyłącznie auta poruszające się po drodze krajowej numer 6 i kilkudziesięciu pomniejszych jezdniach? Ciekawi mnie ilu ludzi z pięćdziesięciotysięcznej społeczności wejherowskiej musi palić w piecach śmieciami, i jak długo musi to robić, by tak efektywnie zepsuć to, czym oddychamy wszyscy bez wyjątku.

Jakość powietrza w Wejherowie 6 listopada 2018 roku około godziny 18.10. Podaję, co dokładnie oznaczają symbole na mapie: BARDZO DOBRE Warunki bardzo sprzyjające do wszelkich aktywności na wolnym powietrzu bez ograniczeń. Pył PM10: 0-20 µg/m3; pył PM2.5: 0-12 µg/m3; DOBRE Można przebywać na wolnym powietrzu i wykonywać dowolną aktywność bez ograniczeń. Pył PM10: 21-60 µg/m3; pył PM2.5: 13-36 µg/m3; UMIARKOWANE Warunki umiarkowane do aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 61-100 µg/m3; pył PM2.5: 37-60 µg/m3; DOSTATECZNE Należy rozważyć ograniczenie (skrócenie lub rozłożenie w czasie) aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 101-140 µg/m3; pył PM2.5: 61-84 µg/m3 ZŁE Ograniczyć do minimum wszelką aktywność fizyczną na wolnym powietrzu. Pył PM10: 141-200 µg/m3; pył PM2.5: 85-120 µg/m3; BARDZO ZŁE Jakość powietrza ma negatywny wpływ na zdrowie, ograniczyć przebywanie na wolnym powietrzu do niezbędnego minimum. Pył PM10: >200 µg/m3; pył PM2.5: >120 µg/m3

Jakość powietrza w Wejherowie 6 listopada 2018 roku około godziny 18.10. Podaję, co dokładnie oznaczają symbole na mapie: BARDZO DOBRE Warunki bardzo sprzyjające do wszelkich aktywności na wolnym powietrzu bez ograniczeń. Pył PM10: 0-20 µg/m3; pył PM2.5: 0-12 µg/m3; DOBRE Można przebywać na wolnym powietrzu i wykonywać dowolną aktywność bez ograniczeń. Pył PM10: 21-60 µg/m3; pył PM2.5: 13-36 µg/m3; UMIARKOWANE Warunki umiarkowane do aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 61-100 µg/m3; pył PM2.5: 37-60 µg/m3; DOSTATECZNE Należy rozważyć ograniczenie (skrócenie lub rozłożenie w czasie) aktywności na wolnym powietrzu. Pył PM10: 101-140 µg/m3; pył PM2.5: 61-84 µg/m3 ZŁE Ograniczyć do minimum wszelką aktywność fizyczną na wolnym powietrzu. Pył PM10: 141-200 µg/m3; pył PM2.5: 85-120 µg/m3; BARDZO ZŁE Jakość powietrza ma negatywny wpływ na zdrowie, ograniczyć przebywanie na wolnym powietrzu do niezbędnego minimum. Pył PM10: >200 µg/m3; pył PM2.5: >120 µg/m3

Bolesne wrażenie

•2018/11/05 • 7 Komentarzy

Dostałem dziś rano od znajomego obrazek ukazujący jedną z sal sejmowych. Odbywają się w niej, m.in., przesłuchania świadków w sprawie piramidy finansowej. Oficjalne sejmowe grono, którego nazwa zaczyna się od słów „Komisja śledcza do zbadania prawidłowości i legalności działań organów i instytucji publicznych wobec podmiotów wchodzących w skład…” spotkało się tam dzisiaj z byłym premierem RP, Panem Donaldem Tuskiem. Można więc powiedzieć, że wydarzenie jest dość oficjalne.

Patrząc na fotografię odniosłem wrażenie wręcz przeciwne. Jakiś telewizorek stojący NA PODŁODZE, a do tego kable mocowane do podłogi czarnymi przylepcami. Cała reszta wnętrza też nie emanuje ani powagą, ani dostojeństwem. Nie bardzo chciało mi się uwierzyć, że faktycznie ważna komisja sejmowa obraduje w takiej sali. Aby się upewnić włączyłem internety, bo nie mam w domu telewizora. I faktycznie, to się dzieje naprawdę. W tym właśnie wnętrzu. I jest transmitowane.

Może bezzasadnie, ale uważam, że architektura wpływa na człowieka, na jego samopoczucie. Więcej nawet, kształtuje jego świadomość. I pewnie dlatego bolesne wrażenie prowizoryczności pozostanie we mnie na długo.

przesłuchanie Tuska Amber Gold

Najwyższy czas

•2018/10/31 • 6 Komentarzy

Na imieniny nie zdążyli przysłać. Na październikowe urodziny też nie bardzo. Dostałem przy innej, fantastycznej okazji – Wszystkich Świętych. No i, czemuż by nie, z błędem w nazwisku. Jak to w konkursie literackim „magazynu kulturalnego”…

Pora umierać.

Projektor dyplom

 

Banialuki w skrzynce

•2018/10/19 • 7 Komentarzy

Przez ostatni tydzień, by dostać się do oczekiwanej korespondencji (tak, tak, są jeszcze tacy, którzy korespondują nie tylko z bankami i innymi instytucjami) musiałem przekopywać się przez sterty papierzysk wrzucanych do mojej skrzynki listowej. Wśród tych śmieci bynajmniej nie dominowały reklamy – królowały ulotki wyborcze. Czas przedwyborczy, więc nic dziwnego.

Niby można się przyzwyczaić i jakoś przetrwać ten tygodniowy szturm, ale i łatwo zapchanej skrzynce przeoczyć pocztówkę, list, awizo. Aby zminimalizować ryzyko takiego wydarzenia sumiennie przeglądam zawartość. Siłą rzeczy czytam to, co nawypisywali o sobie kandydaci na prezydentów i radnych. No i cóż, mądre to nie jest… Niezależnie od politycznej opcji niemal wszyscy piszą prawie to samo. Zestawy obietnic i ani słowa o sposobach ich realizacji. Nie znajduję tam niczego, co przekonałoby mnie do oddania głosu na któregokolwiek z kandydatów. Zagłosuję jednak, bo ktoś miastem musi administrować. Niechaj zatem robią to ludzie, których mam za najmniej szkodliwych. Wiem na kogo będę głosował, ale do zadowolenia z tych ludzi bardzo mi daleko. To wciąż są dla mnie wybory mniejszego zła.
Martwi mnie też jakość przekazu językowego i wizualnego wszystkich kandydatów do samorządów. O ile jeszcze starają się dać na plakatach i ulotkach w miarę przyzwoite zdjęcie (nie wszyscy, nie wszyscy), to język, którym się posługują w materiałach drukowanych i w debatach zatrważa mnie niezmiennie. Wszyscy, bez wyjątku, oszczędzili parę groszy na redakcji językowej. Żaden nie opłacił redaktora, lub chociaż korektora, który dostosowałby całą tę drewnianą pisaninę do wymogów poprawnościowych. Błędy stylistyczne, składniowe, logiczne, a nawet ortograficzne znalazłem na WSZYSTKICH ulotkach wrzucanych do mojej skrzynki. A do tego brakujące lub nadmiarowe znaki interpunkcyjne i odstępy, myślniki zamiast półpauz…

Tysiące zadrukowanych kartek papieru, małe, średnie i ogromne banery oraz plakaty, mnóstwo wydanych pieniędzy, lecz ani złotówki na redaktora. Wszystkim się zdaje, że świetnie się komunikują po polsku? A może sądzą, że większości wyborców jest wszystko jedno, czy teksty zamieszczane na ulotkach są poprawne językowo, czy są naszpikowane błędami. Obawiam się, że mogą mieć rację. Mnie jednak bolą zęby przy czytaniu tego, co wyjmowałem ze skrzynki w tym tygodniu. Bardzo bolą.

Przedstawiciele komitetu wyborczego „Mniejsze Zło”, na który oddam głos, nie ustrzegli się językowej zarazy. Są tacy sami jak pozostali konkurenci. Stać ich było nie tylko na banery i ulotki, ale nawet na promocyjną broszurę wydaną na bardzo dobrym papierze.

Cóż z tego, kiedy tam pełno błędów…

psia kupa