Powiedz wszystkim

•2020/01/17 • 4 Komentarze

Nie ma szans na wejściówkę – tak pomyślałem, gdy dowiedziałem się, że do Wejherowskiego Centrum Kultury przyjedzie Tomasz Sekielski. No i miałem rację – bezpłatne bilety rozeszły się ponoć w pół godziny. Trudne to nie było, bo do rozdania było ich sto sztuk. Tyle osób mieści sala konferencyjna, którą wybrano na miejsce spotkania.

Na dwie godziny przed przyjazdem Tomasza Sekielskiego, kiedy już prawie zapomniałem o spotkaniu, zadzwoniła do mnie Pani Bogna z propozycją odstąpienia własnej wejściówki. Nie czuła się na siłach by tego dnia chodzić gdziekolwiek – ma bowiem swoje lata i rozmaite zdrowotne zaszłości. Z jednej strony ucieszyłem się z prezentu, z drugiej jednak zmartwiło mnie Jej złe samopoczucie, zwłaszcza, że ledwie kilka miesięcy wcześniej przeszła operację wymiany stymulatora serca. Umówiliśmy się, że po imprezie wpadnę do niej na kawę by zreferować, to co usłyszałem. Przy okazji chciałem oczywiście wypytać o zdrowotne szczegóły i możliwość udzielenia pomocy.

Spotkanie z dziennikarzem trwało ponad półtorej godziny i było, w mojej ocenie, wartościowe. Jako, że odbyło się w ramach cyklu „Biesiad Literackich” organizowanych przez Agencję Artystyczną R.&K. Nehrebeccy,  Tomasz Sekielski miał opowiadać o swojej ostatniej książce „Smak suszy”. Autor jednak szybko wyjaśnił, że będzie z gośćmi rozmawiać o wszystkim, o czym zechce publiczność. Zapewnił przy tym, że zdaje sobie sprawę, że większość przybyłych jest na sali nie z powodu jego talentów literackich, lecz filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu”.

Nim popłynęły z sali pytania, z dziennikarzem o różnych aspektach jego pracy zawodowej i życia osobistego rozmawiał prowadzący, Krystian Nehrebecki. Tomasz Sekielski nie unikał odpowiedzi nawet na pytania bardzo prywatne. Mówił, między innymi, o swoich długich zmaganiach z chorobliwą otyłością, zakończonych operacją wycięcia znacznej części żołądka. Dzielił się też emocjami, jakie towarzyszyły mu podczas pracy nad dokumentem filmowym o pedofilii niektórych księży i losie ich ofiar. Mimo upływu wielu miesięcy od premiery „Tylko nie mów nikomu” nadal żywe jest w nim wzburzenie na postępowanie hierarchów kryjących występki swoich podwładnych. Zapewnił jednak, że nie traci nadziei na to, że w Kościele i w społeczeństwie z czasem zmieni się coś, choć po emisji materiału z dziennikarskiego śledztwa nie nastąpił żaden przełom. Sekielski uważa, że na głębsze zmiany potrzeba czasu. Odwołał się przy tym do przykładu bostońskiego i zmian, które nastąpiły po emisji głośnego filmu „Spotlight”. Tam proces oczyszczania Kościoła, wypłacanie odszkodowań i wypracowanie nowego podejścia do ofiar zajęło kilka lat.

Mimo, że film Sekielskiego spotkał się w internecie i innych środkach masowego rażenia  z wieloma atakami, to w sali wejherowskiego WCK panowała spokojna atmosfera i nie znalazł się nikt, kto zarzucałby dziennikarzowi nierzetelność, stronniczość, czy nieetyczne postępowanie. Wyraźnie czuło się, że publiczność darzy gościa sympatią, szanuje jego pracę i docenia trud włożony w zajmowanie się tematami, które dla innych żurnalistów były tabu. Choć koszty emocjonalne tej pracy są wysokie, to, jak się dowiedzieliśmy, Pan Tomasz nie zamierza z niej rezygnować i zdradził kolejne zagadnienia, którymi zamierza się zająć w bliższej lub dalszej przyszłości. I mogę Was zapewnić, że nie będą to rozmowy o pogodzie…

Po spotkaniu nastąpiło dłuuugie podpisywanie książek, bowiem dziennikarz nie ograniczał się do złożenia własnej parafki, lecz każdemu chętnemu wpisywał osobistą dedykację. Nie stronił również od rozmów. A ogonek chętnych do wymiany kilku zdań był naprawdę spory.

Kiedy tylko „Biesiada Literacka” dobiegła końca szybciutko pobiegłem do Pani Bogny. Przy kawusi pogawędziliśmy przez trzy godziny o jej zdrowiu, ale i o kobietach, literaturze i sposobach naprawiania świata…

Jako, że wpis w dzienniczku powstaje w pewnym dystansie chronologicznych od opisywanych wydarzeń, to mogę poinformować zainteresowanych, że dziś (rozmawialiśmy telefonicznie) samopoczucie Pani Bogny jest już zdecydowanie lepsze. Czego i Wam życzę!

FuFi_021

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r.

FuFi_024

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r. Selfie z publicznością jest podobno stałym elementem spotkań.

FuFi_026

Krystian Nehrebecki prowadzący spotkanie z Tomaszem Sekielskim w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r.

FuFi_027

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r.

FuFi_029

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r.

FuFi_030

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r.

FuFi_031

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r.

FuFi_032

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r.

FuFi_034

Tomasz Sekielski w Wejherowskim Centrum Kultury, 4 stycznia 2020 r. Bohaterką drugiego planu jest Pani Ala, stała bywalczyni „Biesiad Literackich” w Wejherowie.

 

Nie wódź nas na pokuszenie

•2020/01/15 • Dodaj komentarz

New Model Army dali w Gdyni świetny koncert. Żadna to dla mnie nowina, bo byłem na wielu ich występach i nie trafiłem ani razu na słaby. Za każdym razem kiedy opuszczam salę koncertową po wysłuchaniu Justina Sullivana i jego kompanii zastanawiam się, czemu nie udało im się zrobić kariery na wielką skalę. Wniosek jest wciąż ten sam – nie zabiegali o nią. Gdyby zależało im na wszechświatowym rozgłosie to, jestem przekonany, osiągnęli by go. Mają dość talentu, charyzmy i są, jak sądzę, wystarczająco pracowici. Grają z wielką pasją, teksty Justina bywają naprawdę poruszające, a na koncertach umieją budować napięcie i nawiązywać kontakt z publicznością. W ich repertuarze, wierzę, każdy może znaleźć coś dla siebie – liryzm, folkowe brzmienia, energię, rytm, przestrzenie dźwiękowe, nieoczekiwane harmonie, niepokojące dysharmonie, romantyzm, buntowniczy ogień, radość i smutek. Tak własnie zagrali w Gdyni.

Ja niestety, przez swoją głupotę i świerzbiące paluchy, byłem świadkiem zaledwie połowy tego koncertu. Udało mi się wysłuchać część w głównej mierze promującą najnowszy album New Model Army, „From Here” (polecam, polecam!). Potem zaś, kiedy zespół przeszedł do wykonywania miksu swoich najpopularniejszych utworów, podkusiło mnie by wyjąć aparat i fotografować. Przecież robię zdjęcia New Model Army od roku 1988, więc jak mógłbym przegapić fotografowanie kolejnego ich występu. Problem jednak w tym, że organizator zabronił fotografowania sprzętem z wymienną optyką osobom bez akredytacji. A ja się o akredytację nie postarałem, bowiem potraktowałem ten koncert nawykowo – nigdy nie wymagano ode mnie akredytacji na występach New Model Army. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina…

O tym, że akurat na tym właśnie koncercie akredytacje będą wymagane dowiedziałem się dopiero podczas wchodzenia do klubu. Jak nie wolno, to nie wolno, trudno… – tak pomyślałem. I myślałem tak do czasu aż poniosły mnie koncertowe emocje. Sceniczne szaleństwo Sullivana w końcu obudziło we mnie anarchistycznego ducha. Przekląłem pod nosem, szpetnie, po niemiecku, i nie zważając na konsekwencje (nieuniknione), sięgnąłem po aparat. Może z kwadrans fotografowałem. Dojechałem do klatki numer 33, gdy pojawiła się ochrona i grzecznie wyprosiła mnie z sali…

Drugą połowę koncertu spędziłem pod klubem gawędząc z ochroniarzami i podśpiewując pod nosem największe hity Sullivana, które słychać było doskonale (na szczęście) mimo ściany dzielącej nas od sceny. Dzięki temu  mogę Wam zrelacjonować, co chłopaki zagrali: One of the Chosen, Never Arriving, The Weather, The Charge, Watch and Learn, 51st State, Believe It, From Here, Where I Am, WipeOut, Maps, Over the Wire, Setting Sun, Winter, Here Comes the War, States Radio, Fate, Angry Planet,
End of Days, Purity, Get Me Out, Betcha.

Jak było wewnątrz dowiedziałem się od syna, który upewniwszy się, że nic złego mi się nie dzieje, wysłuchał całego występu w środku. Łącznie z czterema kawałkami zagranymi na bis. Było więc dobrze. Bardzo dobrze było. Jak zwykle…

Dziś zaś, upewniwszy się, że zespół New Model Army nie ma nic przeciwko zamieszczeniu na blogu zdjęć wykonanych na ich koncercie w Gdyni, mogę dołączyć do wpisu kilka obrazków. Jako podkład dźwiękowy polecam najnowszą płytę:

Tym zaś, którzy kochają starszy repertuar Justina Sullivana dodaję pieśń poniższą:

FuFm_011

Koncert New Model Army w Gdyni, 15 października 2019 r.

FuFm_016

Koncert New Model Army w Gdyni, 15 października 2019 r.

FuFm_025

Koncert New Model Army w Gdyni, 15 października 2019 r.

FuFm_028

Koncert New Model Army w Gdyni, 15 października 2019 r.

FuFm_029

Koncert New Model Army w Gdyni, 15 października 2019 r.

Liczenie pod choinką

•2020/01/13 • Dodaj komentarz

Za chwilę będę rozbierał choinkę, więc pomyślałem, że nadszedł czas by zrobić bilans. Nie zajęło mi długo całe to liczenie. Wysłałem w grudniu pięćdziesiąt pięć świątecznych pocztówek, a z naszej skrzynki listowej wyjąłem dwadzieścia pięć. Całkiem niezły wynik. To trzeci rok z rzędu, gdy statystyka bożonarodzeniowych życzeń składanych nam na papierze poprawia się. Cieszy mnie to, bo bardzo, ale to bardzo lubię pocztówki!

Dziękuję wszystkim odwiedzającym mój notesik internetowy, którzy pofatygowali się na pocztę by wysłać mi kartki. Chcę byście wiedzieli, że to dla mnie ważne. Kto wie, może za rok kartek podobnych do tych zaprezentowanych niżej, przyjdzie do mnie więcej niż internetowych wierszyków słanych mejlem i telefonem.

Będę czekał. Jak zawsze…

grudzien 2019001

Za tę kartkę bardzo dziękuję Kamili.

grudzien 2019003

Życzenia świąteczne z wiewórami przysłali mi z Oregonu Monika i Robert.

grudzien 2019002

Ortodoksyjny Mikołaj trafił do mnie od Eli.

Rozczulający

•2019/12/27 • 16 Komentarzy

Znajomy wałęsając się bez określonego celu po sieci znalazł protokół i zaraz przysłał mi odsyłacz do stosownej strony. Momentalnie przypomniałem sobie wczesnojesienny telefon od sympatycznej Pani z Krosnowic. Opowiedziała o nagrodzie i zapraszała do odwiedzin. Była niezwykle wylewna i z tak wielką pasją opowiadała o swojej miejscowości, że zapragnąłem tam pojechać. Rozmawialiśmy ze dwadzieścia minut. Zwykle komunikat telefoniczny o przyznaniu nagrody zajmuje organizatorom dwadzieścia sekund, nooo może minutę…

Nie pojechałem. Zwyciężyło dobro naszego budżetu domowego, który w tamtym czasie był bardzo mocno nadwyrężony nieprzewidzianymi wydatkami. Nawet uwzględniając przyznaną nagrodę nie było nas wówczas stać na sfinansowanie podróży na drugi koniec Polski.

A teraz, po kilku miesiącach, ten odsyłacz. Rozczuliłem się czytając protokół. Niby klasyczne suche formułki, a jednak zostałem poruszony. Tak rzadko widuję pismo odręczne. No i jeszcze ostatnie zdanie. Czy brulion jako nagroda w konkursie poetyckim nie jest rozczulający? Trochę żałuję, że to cudo nie trafiło się mnie.

W drodze

•2019/12/24 • 4 Komentarze

Dziś wcześnie rano wybiegłem z domu, w bardzo wigilijnym nastroju, by kupić choinkę. Pogwizdywałem sobie przy tym kolędową melodię. Trudno od nich uciec, zwłaszcza kiedy ma się niemal cały czas włączone radio – ci którzy mnie lepiej znają, dobrze wiedzą, co to za stacja, od lat ta sama. I przeszedł mi nagle ten ciepły, milusi nastrój, w sekundę, nagle… Z kościoła pw. Leona niewielka grupa żałobników wychodziła za czarną trumną.

W jednej chwili przed oczyma przesunęły mi się twarze bliskich, z którymi już nigdy nie podzielę się opłatkiem – babci, dziadka, ojca, ale też Kasi Micun, Asi Piwowar, Sebastiana Czuby, Eweliny Szczęsnej, Sławka Skierki. A przecież jeszcze przed chwilą tu byli, tak dobrze pamiętam błysk w ich oczach, niesforny kosmyk opadający na czoło, wspólne żarty. Czy mi się zdaje, czy naprawdę w powietrzu wciąż drży dźwięk ich głosów…?

Życzę Wam, życzę nam, by nie przybywało zbyt szybko pustych miejsc przy wigilijnych stołach, byście wszystkich, których kochacie mogli tego wieczoru uścisnąć i szepnąć do ucha osobiste słowa. A może też, pamiętając o moim dzisiejszym poranku, zechcecie wybaczyć winy wszystkim pozostałym. Trudne to, ale…

Świąt pełnych pokoju Wam życzę!

Czterysta czterdzieści pięć

•2019/12/16 • 6 Komentarzy

O tym filmie czytałem już dawno temu, jednak nigdy nie miałem okazji go zobaczyć. Ściągać z sieci i oglądać w domu nie chciałem, bo uważam, że takie dzieła trzeba śledzić w odpowiednim skupieniu, a dom raczej temu nie sprzyja. Nie ma siły by ponadsiedmioipółgodzinnej projekcji ktoś w domu nie próbował ci przerwać jakąś nie cierpiącą zwłoki sprawą. A w kinie jest całkiem inaczej…

Wreszcie się udało! Syn zorientował się, że w Gdyńskim Centrum Filmowym zaplanowano jedną zaledwie projekcję „Szatańskiego tanga” i migusiem, by wyprzedzić innych chętnych, kupił nam bilety.

Wszystko, co wiedziałem o filmie Béli Tarra z lektur filmoznawczych blednie przy tym, co zobaczyłem na ekranie. Kino wstrząsające i zapierające dech w piersiach. Po powrocie do domu miałem kłopot z zaśnięciem. Mimo butelki argentyńskiego wina.

Całkowicie podzielam opinię Susan Sontag – każda minuta „Szatańskiego tanga” dewastuje i zachwyca zarazem. Po tej projekcji trudno mi będzie znaleźć w kinie coś, co będzie w stanie poruszyć mnie podobnie.

Bardzo żałuję, że zobaczyłem ten film dopiero wczoraj…

Kadr z filmu "Szatańskie tango", reżyseria: Béla Tarr; zdjęcia: Gábor Medvigy; muzyka: Mihály Vig; montaż: Ágnes Hranitzky. Scena z udziałem Eriki Bók w roli Estike. W wywiadzie udzielonym w roku 2001 reżyser zapewnił, że scena z kotem odbyła się pod nadzorem weterynaryjnym, a kot ma się dobrze i mieszka z nim samym.

Kadr z filmu „Szatańskie tango”, reżyseria: Béla Tarr; zdjęcia: Gábor Medvigy; muzyka: Mihály Vig; montaż: Ágnes Hranitzky. Scena z udziałem Eriki Bók w roli Estike. W wywiadzie udzielonym w roku 2001 reżyser zapewnił, że scena z kotem odbyła się pod nadzorem weterynaryjnym, a kot ma się dobrze i mieszka z nim samym.

 

 

Czas na pocztę

•2019/12/08 • 12 Komentarzy

Jak działa Poczta Polska wiadomo nie od dziś. Przede wszystkim potrzebuje czasu by dostarczyć nasze przesyłki do adresatów. Potrzebuje go bardzo dużo. Ostatnio, kartka nadana przeze mnie z jednego pięćdziesięciotysięcznego miasta do drugiego miasta podobnej wielkości, odległego o 12 kilometrów, doszła do odbiorcy po dwunastu (sic!) dniach od ostemplowania w urzędzie pocztowym. Dla odmiany, kartka nadana tego samego dnia do miasta odległego o 200 kilometrów dotarła po czterech dniach.

Nie spodziewając się zatem klasycznej logiki w działaniu Poczty Polskiej, tym bardziej, że nieuchronnie nadciąga Boże Narodzenie, zalecam wszystkim pilny zakup znaczków pocztowych, przygotowanie kartek świątecznych i możliwie rychłe ich nadanie.

Ja, jak widać na załączonym obrazku, mam już znaczki. Czekają na ofrankowanie czterdziestu sześciu powstających właśnie kartek. W tym roku wysyłam nieco mniej pocztówek niż poprzednio, bowiem wykreśliłem z listy adresatów kilka osób. Pomijam tych, którzy od pięciu lat nie dają znaku życia (nawet SMS-owego), mimo corocznego otrzymywania moich życzeniowych kartek. Niestety, mam obawę, że w przyszłym roku znów przyjdzie mi skracać listę odbiorców. Czego Wam, z serca, nie życzę…

znaczki