Afery dwa dni

•2017/10/18 • 2 Komentarze

Najbliższy czwartek i piątek spędzę w Gdańskich bibliotekach na imprezie literackiej z sześcioletnią tradycją. Aferę Kryminalną, bo o nią chodzi, organizują od początku Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gdańsku oraz Wydawnictwo Oficynka. Pamiętam nader skromne początki tej imprezy. Dziś to już właściwie nie tylko pomorska, ale nawet ogólnopolska, bo ściąga twórców i miłośników wszelkich podgatunków literatury kryminalnej z całego kraju. Zaczęło się od Gdańska, a potem Afera stopniowo ogarnęła całe Trójmiasto. W tym roku Aferowe  imprezy obejmą już biblioteki w Gdańsku, Gdyni, Gościcinie, Łęczycach, Rumi, Sopocie i Wejherowie. Nieźle nie?!

Program obejmuje  warsztaty, gry kryminalne, pokazy filmowe, prelekcje i spotkania autorskie. Gośćmi Afery są w tym roku: Krzysztof Beśka, Wojciech Burszta, Wojciech Chmielarz, Mariusz Czubaj, Jan Gołębiowski, Marta Guzowska, Joanna Jodełka, Jolanta Knitter-Zakrzewska, Marek Krajewski , Michał Larek, Magda Omilianowicz, Robert Ostaszewski, Agnieszka Pruska, Adam Regiewicz, Marta Reich, Tomasz Sekielski, Alfred Siatecki, Jakub Szamałek, Adam Ubertowski, Mariola Zaczyńska, Izabela Żukowska, Jakub Żulczyk, a nawet grupa policjantów z Kryminalnej Piły. Z zagranicy przybędą zaś Stefan Ahnhem i Johan Theorin.

Będę i ja, bowiem poproszono mnie o poprowadzenie trzech punktów tegorocznej Afery. We czwartek, 19 października:

  • panelu dyskusyjnego „Zbrodnicze Pomorze”, którego gośćmi będą pisarze: Agnieszka Pruska, Izabela Żukowska i Adam Ubertowski (biblioteka na ul. Gospody 3b, Gdańsk-Żabianka) – początek o 16.30;
  • rozmowy zatytułowanej „Co porabia detektyw w czasie wolnym?”, w której przepytam prof. Adama Regiewicza o jego najnowszą książkę „Pomiędzy zbrodniami. Komparatystyka na tropie kryminału” (biblioteka na ul. Gospody 3b, Gdańsk-Żabianka) – początek o 19.00.

I w piątek, 20 października:

  • spotkania autorskiego z Krzysztofem Beśką na temat powieści „Konstelacja zbrodni”  (biblioteka ul. Jagiellońskiej 8, Gdańsk-Przymorze) – początek o 16.00.

Plan dwóch dni ze swoim uczestnictwem (wyróżnionym na czerrrrwono) zamieszczam na obrazkach niżej, a o komplecie imprez we wszystkich miastach zamieszanych w Aferę przeczytacie tu:

http://www.wbpg.org.pl/aktualnosc/afera-kryminalna-2017-program-festiwalu

Mam nadzieję, że jakoś przeżyję tę Aferę Kryminalną…

Jeśli macie ochotę i jest Wam po drodze – wpadnijcie – zapraszam!

 

afera-ulotka-miasta-GDANSK 19 X 2017afera-ulotka-miasta-GDANSK 20 X 2017

 

Reklamy

Donos z Krakowa

•2017/10/13 • 2 Komentarze

Jak mi wczoraj doniósł życzliwy donosiciel z Krakowa, to znaczy podpisujący się „Życzliwy”, zostałem nominowany, wraz z sześciorgiem innych osób, do nagrody w konkursie poetyckim imienia Georga Trakla. Imprezie patronuje konsulat austriacki. O zaliczeniu mnie do grupy nominatów zadecydowało jury w osobach profesora Marka Karwali, Wojciecha Bonowicza i Marcina Barana.

Nominacja, to jeszcze nie nagroda, no chyba ale wypadało by się wybrać na galę finałową, która odbędzie się 10 listopada w MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Jakbyście mieli ochotę wpaść, to zapraszam – początek imprezy o 19.30.

Idę w sieć rozglądać się za tanim noclegiem i transportem…

http://fundacjaurwanyfilm.pl/aktualnosci/

Jak co roku

•2017/10/12 • 1 komentarz

Praktyczny pokaz światłoczułości wciąż zdumiewa licealistów. I dzieje się to, mimo zajęć z fizyki i chemii, gdzie teoretycznie była już mowa o cechach światła oraz światłoczułości rozmaitych związków chemicznych.

Niektórzy lustrzankami, inni kompaktami, a głównie telefonami –
wszyscy właściwie fotografują. I mało kto wie, jak to działa. Myślę sobie, że są tacy, którzy wierzą, że dzieje się to jak w „Świecie Dysku” Terry’ego Prattcheta.

Trzeba więc wyjąć z pudełka papier fotograficzny, (przynoszę zwykle jakąś zapomnianą paczkę, przeterminowaną o lata całe – tu o 27 lat), położyć na ławce, ułożyć na papierze cokolwiek nieprzezroczystego i…. czekać. Światło i emulsja światłoczuła zrobią swoje.
I kiedy mija półtorej godziny zajęć (oczywiście może być i krócej),a klucz (czy coniebądź) zostaje zdjęty z papieru, zawsze rozlega się przeciągłe ooooo… W oczekiwaniu na ten efekt jest czas by wytłumaczyć, co się właściwie dzieje, i że to żadna magia, i jak to się ma do procesów zachodzących w uczniowskich aparatach cyfrowych

Tak było i tym razem na zajęciach z pierwszakami z Liceum Ogólnokształcącego Collegium Gedanense.

Bromowy papier z bydgoskich zakładów Foton. Jego termin przydatności do użycia upłynął w 1990 r. Naświetlany przez półtorej godziny światłem ze szkolnego okna. Po prostu leżał sobie na uczniowskiej ławce. Oczywiście rączki kogoś zaświerzbiły i musiał minimalnie przesunąć klucz w którymś momencie naświetlania...

Bromowy papier z bydgoskich zakładów Foton. Jego termin przydatności do użycia upłynął w 1990 r. Naświetlany przez półtorej godziny światłem ze szkolnego okna. Po prostu leżał sobie na uczniowskiej ławce. Oczywiście rączki kogoś zaświerzbiły i musiał minimalnie przesunąć klucz w którymś momencie naświetlania…

Zupełnie inne

•2017/09/27 • 4 Komentarze

W Wejherowie, w niedzielny wieczór (24 września 2017 r.) zespół Wojciecha Waglewskiego zakończył swoją urlopową przerwę i rozpoczął nowy sezon koncertowy. Zainaugurował go występem prezentującym muzykę z płyty wydanej w marcu 2017 r. Grosza brakowało więc album zatytułowany „7” kupiłem dopiero tydzień temu. A czas na uważne słuchanie całości znalazłem dopiero na dzień przed koncertem.

Płyta zawiera siedem utworów opisujących kolejne dni tygodnia. Z tym, że tydzień Voo Voo zaczyna się w „Środę”, bo taki właśnie tytuł nosi pierwsza kompozycja. Każda z piosenek na płycie, tak jak dni tygodnia, ma odmienny charakter i dramaturgię. Odnosi się także wrażenie, że niektóre z nich się dłużą, snują się niespiesznie, sennie wręcz. Inne znów przesycone są atmosferą niepokoju, może nawet nerwowości. Są też piosenki pełne nadziei i pogodnych wspomnień. W tekstach, jak zawsze u Waglewskiego osobistych, ale zarazem uniwersalnych, przewijają się opowieści o jego (i naszych) codziennych radościach, smutkach, obawach, monotoniach.

Na wejherowskim koncercie Voo Voo, nawet jeśli ktoś znał piosenki z płyty, mógł mieć problem z rozpoznaniem kompozycji, bo ich aranżacje i brzmienie zostały mocno zmienione. Wykonane na żywo stały się rozimprowizowanymi, zagranymi z większą energią i dynamiką długimi, kilkunastominutowymi kompozycjami. Z tego właśnie znany jest zespół Waglewskiego – nieschematycznego podejścia do własnej twórczości. Żaden z kilkudziesięciu koncertów VooVoo, w których uczestniczyłem nie polegał na prostym odegraniu muzyki z opublikowanej ostatnio płyty. Idąc na koncert tego zespołu trzeba się spodziewać niespodziewanego.

Zagrane w Filharmonii Kaszubskiej utwory nie miały struktury piosenkowej, a ich linie melodyczne często uciekały w kierunku freejazzowym, by po kilku minutach ewoluować w stronę ambientowego i transowego pulsowania, lub pozornego chaosu dodekafonicznego, pełnego gitarowych i saksofonowych sprzężeń i pogłosów. Sporo do tego dźwiękowego wizerunku wniósł Piotr Chołody, który pojawił się na scenie już w pierwszym utworze. Dźwięki wydawane przez mięte i darte przez niego gazety (lub czasopisma) stanowiły świetne uzupełnienie gry zespołu.

Słuchając tej muzyki można mieć wrażenie, że zespół zatoczył koło i w twórczy sposób powrócił do klimatów z koncepcyjnych albumów takich jak „Sno-powiązałka” (1986/1987) i „Oov Oov” (1998). Moich ulubionych.

Obcowanie z tą muzyką wymaga pewnego wyrobienia. Z podsłuchanych po koncercie opinii wiem, że nie wszystkim słuchaczom w pełni przypadła do gustu taka formuła. Część publiczności, która nie zapewne nie poznała jeszcze ostatniej płyty Voo Voo, oczekiwała brzmień zbliżonych do tych wykonywanych przez zespół przed kilku laty, utworów bardziej melodyjnych. A na niedzielnym koncercie łatwe do zapamiętania melodie pojawiały się rzadko. Nawet zagrany na bis hit „Nim stanie się tak”, znany chyba większości Polaków, przybrał formę zbliżoną do reszty utworów – nieoczywistą, improwizowaną, ze zmienioną linią melodyczną.

Działający od trzydziestu lat zespół Waglewskiego przechodził rozmaite metamorfozy i fascynacje muzyczne, lecz zawsze trzymał wysoki poziom artystyczny. Wejherowski koncert Voo Voo potwierdza tę tezę. Jeśli będziecie mieli okazję, wybierzcie się na ich koncert koniecznie. Nie nastawiajcie się jednak, że usłyszycie ze sceny chóralne „łobi jabi”. Tym razem Wojciech Waglewski, Mateusz Pospieszalski, Karim Martusewicz, Michał Bryndal i Piotr Chołody opowiedzą wam inne historie.

Zupełnie inne historie muzyczne.

 

012

Wojciech Waglewski podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

011

Michał Bryndal, Wojciech Waglewski i Karim Martusewicz podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

04

Wojciech Waglewski podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

03

Mateusz Pospieszalski podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

09

Mateusz Pospieszalski i Karim Martusewicz podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

05

Wojciech Waglewski i Piotr Chołody podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

08

Michał Bryndal podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

06

Wojciech Waglewski podczas koncertu Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

07

Po koncercie Voo Voo w Wejherowie. 24 września 2017 r.

Z festiwalu

•2017/09/25 • 12 Komentarzy

W kieszeni kurtki leciutki Petri ES Auto załadowany Provią. Wzięty tylko jako notesik obrazów, bo nie planowałem specjalnie fotografowania w czasie festiwalu. Jechałem by oglądać.

Deszcz, bieganina między salami projekcyjnymi, spotkania z tymi i owymi, mnóstwo pięknych obrazów na ekranach. I nie tylko tam, bo znalazłem też czas by zobaczyć wystawy Bogdana Dziworskiego i Andrzeja Pągowskiego.

I czwartkowy smutek po wiadomości o Grzegorzu Królikiewiczu. A my przecież właśnie czekaliśmy na projekcję jego „Na wylot”. Siedziałem w kinie z synem i nie mogliśmy uwierzyć. Miało być przecież pofilmowe spotkanie. Już się nie doczekamy.

Z wilgotnego jeszcze przed chwilą filmu, skany sześciu festiwalowych klatek. Sześć dni, sześć fotografii.

A filmy? Takie widziałem:

  • Dzikie róże
  • Volta
  • Amok
  • Catalina
  • Pokot
  • Atak paniki
  • Maria Skłodowska-Curie
  • Listopad
  • Twój Vincent
  • Niewidzialne
  • Zwierzęta
  • Wyklęty
  • Szpital przemienienia
  • Reakcja łańcuchowa
  • Człowiek z magicznym pudełkiem
  • Najlepszy
  • Na wylot
  • Cicha noc
  • Czuwaj
  • Bracia Lumiere
  • Ptaki śpiewają w Kigali
  • Pomiędzy słowami
  • Ogród. Przyjaciel rodziny
  • Dziwny przypadek
  • Najbrzydszy samochód świata
  • Zgoda
  • Wieża. Jasny dzień
  • Sztuka kochania
  • Beksińscy. Album wideofoniczny

 

Gdybym to ja przyznawał nagrody na festiwalu w Gdyni, ich rozkład wyglądałby nieco inaczej niż przedstawiony w werdykcie oficjalnego jury. Ale co ja tam wiem o filmie.

 

Poniedziałek - deszcz

Poniedziałek – deszcz

02

Wtorek – Multikino-GCF-Multikino-GCF

04

Środa – personele naziemne

03

Czwartek – cisza na planie

05

Piątek – aleje umarłych

06

Sobota – kolejny festiwal z dyni

petri-es-6

Poniedziałek-sobota – notesik obrazów

 

 

 

Test przy okazji

•2017/08/31 • 2 Komentarze

Wspominałem ostatnio, że fotografowałem analogowo i cyfrowo sympatyczną rodzinę z Gdyni (https://wczorajszefotografie.wordpress.com/2017/08/28/przyjemny-etap/). Przy tej okazji postanowiłem wypróbować jakość jednego z produktów firmy Saal Digital. Zatem kilka słów o nim.

Zdecydowałem się na coś budżetowego – fotozeszyt. Wybrałem format 21×30 cm i objętość 22 strony, przy czym w tę liczbę wchodzi także pierwsza i ostatnia strona, które są widoczne poprzez lekko matowe, przezroczyste, plastikowe okładki (patrz pierwsza fotografia niżej).

Do druku wyselekcjonowałem zarówno fotografie barwne jak i  czarno-białe by przekonać się jak firma radzi sobie z oddawaniem barw, przejściami tonalnymi i ograniczaniem zafarbów.

Układanie zdjęć w firmowym programie edycyjnym poszło bezproblemowo. Program jest prosty i intuicyjny w obsłudze, a ja już go znam z testowania fotoksiążki. Praca była prosta także dlatego, że zdecydowałem się na całostronicowe zdjęcia. Żadnych ramek, cieni, klipartów! Na pierwszą i ostatnią stronę, które stanowią rozkładówkę rozciągnąłem jedno zdjęcie, by przekonać się na ile metalowa spirala łącząca strony będzie zaburzać odbiór tak rozplanowanego obrazu. Moim zdaniem wyszło dobrze, ale efekt w dużej mierze będzie zależeć od kompozycji fotografii dobranej na taką „spiralną” panoramę.

Jakość druku oceniam na plus, choć oczywiście daleko jej do fotografii galeryjnej, ustępuje też temu co można uzyskać w fotoksiążce Saala.  Niemniej zdjęcia są pełne detali, przejścia tonalne oddano na nich poprawnie, a w obrazach czarno-białych nie ma zafarbu.

Papier w fotozeszycie jest matowy i nie ma możliwości wyboru innego jego rodzaju. Nie jest to także papier o wysokiej gramaturze, noo ale trzeba pamiętać, że to produkt dość budżetowy. Jeśli ktoś chce mieć możliwość wyboru powierzchni i gramatury papieru musi wykosztować się droższe produkty.

Oprawa w półprzezroczyste plastikowe okładki zespolone ze zdjęciami błyszczącą metalową spiralą wygląda nowocześnie i może się podobać. Mam pewne wątpliwości co do trwałości tego rozwiązania. Sądzę, że po jakimś czasie, przy niezbyt wysokiej gramaturze papieru, przy częstym kartkowaniu fotozeszytu, na stronach, przy łączeniach pojawią się naddarcia. To jednak tylko moje hipotezy.  Zaś parafrazując „Misia” to równie dobrze mogę przypuszczać, że produkt „lata posłuży”. Wystarczy: „nie giąć, nie miąć, trzymać w okładce”.

A za konkluzję niech służy stwierdzenie, że rodzina, do której trafił testowy fotozeszyt, była bardzo zadowolona.

 

Saal1

Jak widać, okładka plastikowa jest lekko matowa, a spiralne połączenie stron nie zaburza odbioru rozłożonej okładki zagospodarowanej jednym zdjęciem.

Saal2

Po rozłożeniu wychodzi w moim fotozeszycie spory format – 21×60 cm!

Saal3

Do jakości druku nie mogę się przyczepić ani na zdjęciach kolorowych, ani na czarno-białych.

 

Przyjemny etap

•2017/08/28 • 3 Komentarze

Zadanie było dwuetapowe. Najpierw miałem wykonać cyfrową sesję fotograficzną całej rodzinie, z której wyselekcjonowane przeze mnie pliki miały zostać przekazane na płycie DVD, a potem miałem zrobić dwa portrety na klasycznym wielkoformatowym filmie srebrowym. I to lubię!

Film mogłem wybrać spośród kilku marek spoczywających cierpliwie w mojej lodówce. Może drogiego Kodaka na nowoczesnych kryształach T? A może bardziej tradycyjnego i tańszego Ilforda HP lub FP? A może po prostu wziąć nadzwyczaj budżetowego Fomapana? Kiedy jednak w trakcie rozstrzygana dylematu wzrok padł na gustowne czarne logo ORWO na przedostatnim w moich zapasach pudełku arkuszy NP20 (9×12 cm), wiedziałem już co wybiorę. Wiem, że termin przydatności tych filmów skończył się w 1991 r., ale jakoś mi to nie przeszkadza. Jeszcze mnie ten film, mimo swojego wieku, nie zawiódł.

Portrety dzieciaków miały być związane z ich talentami. Zatem progenitura Agaty i Marcina przytransportowała do Wejherowa instrumenty muzyczne. Stach przywiózł klarnet, zaś Matylda ukochane skrzypce. Kolejno siadali na schodach, a ja trochę ich przestawiałem. Głowę kazałem przechylać to w lewo, to w prawo, spoglądać górę albo prosto, ale w końcu zmierzyłem światło i zniknąłem pod czarną zasłonką. Poszamotałem się tam przez dłuższą chwilę, bo przecież Tachihara nie ma autofocusu, więc ostrość trzeba ustawić samodzielnie, wpatrując się w matówkę przez lupę. Potem nastąpiło niemal bezgłośne pstryknięcie niezawodnej japońskiej migawki centralnej i… już. Zrobiłem po dwa ujęcia na każde z dzieci – tak w razie Niemca.

Cała reszta odbyła się w fotograficznej ciemni. Filmy trafiły do koreksu i po wymoczeniu w stosownych chemikaliach pojawiły się na nich obrazy. Negatywowe oczywiście, ale po przeniesieniu na papier stały się pełnoprawnymi powiększeniami fotograficznymi. Wczoraj trafiły do moich zleceniodawców. Za jednym razem dostali też płytę, na której znalazły się efekty fotograficznego przedsięwzięcia cyfrowego, ale o nim opowiem Wam następną razą. Na razie wciąż jeszcze napawam się aromatami wywoływacza i utrwalacza. Tak pachnie zwycięstwo.

Tachihara_Matylda_sm

Matylda; fotografowano Tachiharą (4×5) i Fujinarem-SC 250/4,7 na ORWO NP20 (9x12cm) przeterminowanym w 1991 r. Ekspozycja: migawka -1/8 s., przysłona – 5,6. Wywołano w R09 (1+100; 19 stopni Celsjusza); czas wywoływania – 70 minut. Agitacja – ciągła przez pierwszą minutę, a potem pół minuty po upływie dwóch kwadransów.

Tachihara_Stach_sm

Stanisław; fotografowano Tachiharą (4×5) i Fujinarem-SC 250/4,7 na ORWO NP20 (9x12cm) przeterminowanym w 1991 r. Ekspozycja: migawka -1/8 s., przysłona – 5,6. Wywołano w R09 (1+100; 19 stopni Celsjusza); czas wywoływania – 70 minut. Agitacja – ciągła przez pierwszą minutę, a potem pół minuty po upływie dwóch kwadransów.

baryty

Muzyczne rodzeństwo razem na barycie